Bitwa o Gotland 2020,
czyli komentarz wyników
16.10.2020

Obejrzałem właśnie film podsumowujący tegoroczną Bitwę.
Film bardzo fajny, ale zwrócił moją uwagę na pewien aspekt wyników.
Nie komentuję wyników zazwyczaj, choćby dlatego, że mam w głowie tekst: sam nie startujesz, to co tam wiesz? Albo też inaczej: skoro wiesz, to wystartuj i pokaż.
Z drugiej strony, ponieważ sam nie startuję, patrzę na wszystko troszkę chłodniej.
O co w ogóle chodzi? Jak zwykle, chodzi o wyniki, policzone w formule ORC.

Padło w filmie, oraz wiele razy wcześniej, że niesamowity był finisz oraz spora część trasy, bo jachty płynęły blisko siebie. Tylko że w przypadku tak zróżnicowanej floty, bliskość czasów na mecie oznacza ogromne różnice po przeliczeniu. Walka bezpośrednia jachtów o znacząco różnych współczynnikach oznacza przegraną szybszego jachtu.
To trochę jak w zawodach na orientację, gdy zespoły na trasę ruszają co pewien czas. Jeżeli jakiś zespół dogoni ten z przodu i dalej idą niejako razem, oznacza to, że ten zespół z tyłu jest w bardzo korzystnej sytuacji. Odwrotnie zupełnie, niż ten zespół z przodu.
W regatach jest podobnie o tyle, że jeżeli dwa jachty o różnych osiągach płyną długo obok siebie, to dla szybszego jachtu jest to klęska, a dla wolniejszego - sukces.

Najpierw pomyślmy, czy zaprezentowane wyniki regat odpowiadają rzeczywistości. Zastosowana metoda liczenia wyników, oparta o tabelkę osiągów, jest tą najbardziej zaawansowaną metodą. Ale co z podaną trasą regat? Zastosowana została trasa predefiniowana, bo nie dało się zrobić trasy konstruowanej.
Co zawiera w sobie trasa predefiniowana? Zawiera w sobie w procentowych proporcjach wiatry z różnych kierunków. Czy tak było? Był długi baksztag, przechodzący coraz bardziej w kursy pełne i bardzo pełne. Potem sporo halsówki i końcówka już różna dla poszczególnych jachtów, ale na szczęście dość krótka.
Czyli to jest w miarę zgodne - czyli trasa predefiniowana mniej więcej odpowiada trasie regat.
Dalej - czy były na trasie momenty zmieniające sytuację między jachtami w różnych miejscach stawki? Było trochę takich momentów. Przede wszystkim, nie wszystkie jachty po Salvorev miały od razu halsówkę. Czołówka była w tym momencie trochę uprzywilejowana. Za to potem jachty na dalszych pozycjach miały silniejszy i korzystny wiatr.
Czy to się jakoś wyrównało? Trochę tak. Cisze, a raczej bardzo słaby wiatr, dotknęły chyba wszystkie jachty. Przy czym warto pamiętać, że dla szybszych jachtów czas w ciszy biegnie szybciej.

Już po ogłoszeniu wyników, zostałem poproszony o to, co sam zrobiłem wcześniej. Padło pytanie, o ile wcześniej musiałby przypłynąć pierwszy jacht, czyli BluesInA, żeby wygrać? Symulacja pokazała, że o ponad 8 godzin. Ponieważ z pokładu tego właśnie jachtu usłyszałem dość dokładną relację, mogę opisać, co się składa na te 8 godzin straty
Pierwszy problem to awaria szotu foka i naprawianie tego na dziobie i w ciężkich warunkach.
Druga awaria to awaria grota, którego długi czas nie dało się rozrefować. Razem obie awarie zabrały (szacowanie z sufitu!) około 4 godziny. Ale trzeba pamiętać o zmęczeniu żeglarza po usunięciu tych awarii. Duży wysiłek, brak snu się zawsze odbijają, zwłaszcza w regatach samotników. Kolejna godzina, może dwie. Zostały dwie godziny, których już się nie da przypisać do rzeczy oczywistych.
To niby dużo, ale nie na tak długiej trasie.

Zrobiłem obliczenia, o ile BluesInA oraz GoodSpeed musiałyby płynąć szybciej, żeby osiągnąć czas podobny do zwycięzcy.
Wyniki w tabelce.

czas
rzeczywisty
czas
szybszy
prędkość
średnia
pr. średnia
szybsza
różnica
BluesInA
78,25
8,5
5,99
6,72
0,73
GoodSpeed
78,70
2,0
5,96
6,11
0,16

Jak widać, nie jest to bardzo wiele (pomijając awarie BIA).
Z drugiej strony zwycięzca wyrobił nad resztą stawki bardzo dużą przewagę. Płynął zazwyczaj sam, na wolniejszym jachcie. Być może samotność pozwoliła mu wybierać dobre rozwiązania, bez sugerowania się tym, co robi konkurencja na innych przecież jachtach.
Ale z tego co widzę, to stawiam na bardzo dobre przygotowanie jachtu i do warunków i w ogóle bardzo dobre przygotowanie jachtu, oraz bardzo istotne dobre przygotowanie sternika. Dużo pływania na tym samym jachcie, i turystycznie, i regatowo, musiało zaprocentować. Kuba poznał swój jacht bardzo dobrze, a w żeglując bardzo dużo turystycznie i regatowo, miał czas i warunki na testowanie.
Istotne jest także dobre zgranie jachtu z formułą ORC. Czyli na jachcie jest to co potrzebne, nic za dużo.
Niedocenianym czynnikiem w regatach samotnych jest wielkość jachtu. Jacht mniejszy jest łatwiej obsłużyć, a już zwłaszcza w sytuacjach awaryjnych. Jest jakaś rozsądna wielkość, gdy jacht nie jest za wolny i za mały, a jednocześnie nie jest zbyt trudny w obsłudze dla samotnego żeglarza.

Relacja z innego jachtu pozwoliła mi na ciekawy wniosek, oraz może odkryć pewną lukę w formule ORC. A raczej nie lukę, ale zbytnie zaufanie formuły do umiejętności załóg. Chodzi o wytyk/spinakerbom stosowany do prowadzenia na kursach pełnych żagli przednich. Pogorszenie świadectwa, gdy wpisujemy do niego wytyk (nie mając spinakera) jest bardzo niewielkie. O wiele większa jest korzyść ze stosowania wytyku na kursach pełnych.
Zapewne program zakłada, że załoga potrafi dobrze prowadzić sztaksle na kursach pełnych bez wytyku. Obawiam się (wiem choćby po sobie), że to nie jest prawda. Tym bardziej w żegludze samotnej, w długich regatach i w ciężkiej pogodzie. Czyli straty w żegludze spowodowane tym, że nie ma się wytyku, są o wiele większe niż straty na świadectwie, gdy się ten wytyk w nim umieści.

Wnioski?
Pierwszy jest taki, że trudno jest, samotnemu żeglarzowi, wyduszać ze swojego jachtu jego maksymalne możliwości. Drobne błędy w prowadzeniu jachtu przekładają się na duże straty. Drugi wniosek jest taki, że niebagatelne znaczenie miało prawidłowe rozegranie halsówki na powrocie. Jak to komu się udało, można ocenić na podstawie trackingu.
Trzeci jest taki, że jachty powinny być gotowe do szybszego pływania w słabym wietrze. Tutaj można bardzo dużo stracić o ile ten słaby wiatr się trafi. I nie chodzi tylko o żagle „dodatkowe”.