Spinaker, genaker,
czyli o co w tym w ogóle chodzi.
18.10.2018

Przede wszystkim warto sobie powiedzieć, po co nam żagle dodatkowe.
Pierwsza odpowiedź jest prosta: żeby pływać szybciej z wiatrem. Albo prawie z wiatrem. Turystycznie i w regatach.
Druga odpowiedź nie jest tak oczywista: żeby pływać przyjemniej. Z większą frajdą.
Zgodnie z moim powiedzeniem:
"Pływanie z wiatrem bez spinakera jest wbrew naturze...".

Tutaj ważne zastrzeżenie, dla kogo w ogóle jest ten artykuł. Jest dla armatorów jachtów morskich, pływających po morzu. Nie piszę o jeziorach, nie piszę o mieczówkach. Nie piszę też o wypasionych jachtach regatowych, bo te mają swoje uwarunkowania. Właściciele/armatorzy/sternicy i załoganci, którzy kiedyś pływali na morzu w regatach, w zasadzie to co napisałem, wiedzą. Ale jak ktoś nie pływał ze spinakerem, to traktuje ten żagiel jak zło wcielone, albo diabła, którego koniecznie należy się bać.
I, w zasadzie, słusznie!
Tylko że tego diabła można okiełznać, mając odpowiednie patenty na pokładzie i wiedzę.
Wiedza wcale nie jest tajemna. Natomiast patenty trzeba zrobić. I trzeba zrobić je dobrze.

Jeżeli zapadła decyzja, że chcemy zainwestować w żagiel dodatkowy, bo np. znudziło nam się życie, brakuje nam adrenaliny, kryzys wieku średniego lub podeszłego, koniecznie chcemy się pokazać w regatach, mamy nową żonę, żagiel ładnie wygląda, inne powody, to pojawia się dręczące pytanie wstępne: spinaker czy genaker?
Żeby było jasne, to wszystkie powody wymienione wyżej ja w pełni rozumiem, a chęć sprawienia sobie żagla dodatkowego całkowicie popieram, niezależnie od powodów!

Wracając do pytania: już w nim jest zawarty mit.
Genaker, historycznie rzecz biorąc, to jest żagiel dodatkowy, zaprojektowany na kursy połówkowe, gdy genua/fok już są za małe, a spinaker za duży, albo kurs dla niego za ostry. Uważny czytelnik zwrócił uwagę, że wspomniałem o spinakerze. Który już na pokładzie jest! Genaker, historycznie, jest dodatkiem do spinakera.
Aktualnie używane na jachtach żagle asymetryczne w zasadzie są spinakerami asymetrycznymi, przez swoją funkcję. Mają działać od kursów połówkowych do zupełnie pełnych, a nawet fordewindowych.
Ale nazwa genaker tak się zakorzeniła, że chyba nie ma sensu z tym walczyć. Więc ja się poddaję i niech będzie nazwa genaker

Czemu armatorzy zamawiają genakery? Głównie dlatego, że WYDAJE im się, że są to żagle łatwiejsze w prowadzeniu/trymowaniu (to nie jest prawda!) i łatwiejsze w obsłudze/manewrach (to częściowo jest prawda). Z tego powodu, że coś się wydaje, zamawiany jest żagiel nieoptymalny z punktu widzenia prędkości żeglugi.
Im jacht jest starszy, im jest wolniejszy, im jest mniejszy, im bardziej wypornościowy, im bardziej pełny jest kurs i im silniejszy jest wiatr, tym większa jest przewaga spinakera nad genakerem. Szczególnie w regatach, gdzie kursy fordewindowe są częste.
Specyficzne przypadki kursu w okolicach połówki, zdarzają się rzadko.
Na spinakerze można pływać pełniej, do fordewindu, i to jest jego podstawowa zaleta.
Do tego, w silnym wietrze i na dużej fali spinaker jest łatwiejszy w prowadzeniu. Genaker wymusza pływanie baksztagami, bo na kursach bardzo pełnych pracuje źle. Nieefektywnie, a do tego zaczyna szaleć. Po kilku wywózkach i gwałtownych zapaleniach żagla można mieć wszystkiego dosyć, że o uszkodzeniach nie wspomnę. A pływanie baksztagami w silnym wietrze jest bezsensowne, bo jacht morski, wypornościowy, i tak ma ograniczoną prędkość maksymalną. Nadkłada się tylko niepotrzebnie drogi.

Niezapomniana była noc na regatach SailbookCup 2016. Etap z Visy do Sopotu, wiatr z północy o prędkości około 20 węzłów, duża fala, idealny fordewind. I mój nocny, dobitny "wykład" przez ukf-kę, na temat wyraźnie widocznej niższości genakera w stosunku do spinakera. Genakerowcy nie panowali nad swoimi żaglami i zrzucali je, bojąc się awarii. Spinakerowcy płynęli dalej. Nie fordewindem, ale znacznie pełniej i znacznie spokojniej niż genakerowcy.

Dla większości jachtów morskich spinaker jest żaglem lepszym, patrząc pod kątem efektywności żeglugi.
No tak, tylko ta mityczna obsługa. Oraz, być może, koszty inwestycyjne.

Żeby używać genakera musimy mieć do niego odpowiednio długi fał.
Musimy mieć solidny zaczep do rogu halsowego gdzieś na dziobie. Tutaj ważna uwaga - im dalej (no, rozsądnie!) da się wystawić żagiel przed dziób, tym lepiej będzie on pracował. Czyli wytyk/genakerbom. To kosztuje i jest kłopotliwe w obsłudze i choćby w portach. Kaczy dziób - już lepiej, ale warunki dla żagla gorsze. Zaczep na dziobie - jeszcze taniej i prościej, ale gorzej pod kątem efektywności.
Problem jest mniejszy, gdy genaker ma być genakerem, a nie głównym żaglem na kursy pełne.
W miejscu zaczepienia rogu halsowego musi być solidny blok z linką trzymającą róg halsowy. Ta linka powinna być naprawdę długa.

Do spinakera potrzebujemy (poza fałem) spinakerbomu (kosztuje, jasne), ucha/kielichu do mocowania spinakerbomu na maszcie (na większych jachtach z szyną i linkami do obsługi wózka), oraz dwie linki do obsługi spinakerbomu, czyli jego topenantę (często zwaną fałem spinakerbomu) i obciągacz tegoż spinakerbomu.
Czy to musi być droższe niż dobry wytyk dla genakera? Niekoniecznie, zależy od jachtu, od tego co jest na maszcie albo na dziobie.

Pozostaje kwestia szotów genakera oraz szotu i brasu (obie nazwy są używane) spinakera.
Zresztą co do nazewnictwa, do zazwyczaj i tak używa się nazwy bras do lin obsługujących dolne rogi spinakera lub róg szotowy genakera.
Bloczki zwrotne brasów są na rufie dla obu tych żagli. Po jednym na burcie, rzecz jasna. Same liny, podobnie jak lina rogu halsowego genakera i jak fały, muszą być odpowiednio długie. Dlaczego to ważne, będzie później.

Na brasach warto założyć dodatkowe odciągi, zwane różnie: obciągaczami brasów, barberami, barber-holerami. Idea jest taka, że na bras zakładamy bloczek lub pierścień , mocujemy do niego linkę, która schodzi do pokładu mniej więcej w środku długości jachtu. Wybierając tę linkę możemy dociągnąć do pokładu bras/szot i odpowiednio go wyregulować.

W przypadku spinakera stosuje się też, zwłaszcza na większych jachtach, ekstra dodatkową parę brasów. I to są faktycznie brasy, bo pracują tylko od strony spinakerbomu. Nie biegną na rufę, ale podobnie jak obciągacze brasów, na burtę w okolicy środka długości jachtu.
Jeżeli stosujemy taką dodatkową parę, to koszt inwestycyjny wzrasta, bo lina, bloki na burcie i knagi oczywiście kosztują.

Linki do obsługi spinakerbomu wymagają omówienia. Są dwie. Z góry (zazwyczaj z połowy masztu) schodzi topenanta spinakerbomu, która trzyma go od góry. Od dołu podchodzi obciągacz. Tak naprawdę duże siły bywają właśnie na obciągaczu. Obu tych lin nie należy absolutnie mocować w połowie spinakerbomu, do jakiegoś ucha na środku rury. Nigdy! To szybka droga do wygięcia lub złamania spinakerbomu.
Należy mocować liny albo do noku spibomu (jeżeli ma on różne końcówki i zawsze jednym, konkretnym końcem jest mocowany do masztu - wtedy liny idą na ten drugi koniec) albo do specjalnych szelek wychodzących z obu końców, z uchem na środku. To ucho na lejcach powinno być naprawdę na środku, tak dokładnie jak umiemy to zrobić - ma to znaczenie przy jednej z metod przebrasowania, czyli zwrotu przez rufę ze spinakerem.
Do rozwiązania pozostaje jeszcze kwestia zamocowania bloczków obciągacza spinakerbomu. Są dwie szkoły. W jednej bloczek jest mocowany na pokładzie przy maszcie (oczywiście w osi jachtu). Ma to tę zaletę, że można, tylko ciągnąc lub luzując bras przechodzący przez ucho spinakerbomu, przestawiać róg nawietrzny spinakera w całym zakresie od want (położenie niemal prostopadłe do osi jachtu) aż do sztagu (spinakerbom jest wtedy w osi jachtu). Ale ma tę wadę, że nie jesteśmy wtedy w stanie unieruchomić trwale końcówki spinakerbomu w konkretnym położeniu. Co na fali skutkuje tym, że róg spinakera przesuwa się w przestrzeni (spinaker nie pracuje efektywnie), a sam bras przesuwa się przez ucho spinakerbomu i łatwo może się przetrzeć. Dlatego powstała druga szkoła. Bloczek obciągacza spinakerbomu nie jest mocowany przy maszcie, ale sporo przed masztem. Wady i zalety są dokładnie odwrotne w stosunku do szkoły pierwszej. Teraz, chcąc przesuwać róg spinakera, musimy obsługiwać obie liny - czyli bras i obciągacz. Żeby to ułatwić, linka obciągacza może mieć dwa końce, przechodzić przez bloczek na uchu lejców spinakerbomu i każdy koniec może być obsługiwany i knagowany z innej burty.

Czy mamy już wszystko, co jest potrzebne, żeby z nowego, pięknego żagla korzystać? To zależy jaką przyjmiemy metodę stawiania i zrzucania.
Metoda nr jeden, dostępna wyłącznie dla genakera - czyli zastosowanie rolera/zwijacza. Ma mnóstwo wad: koszt zwijacza, ciężar, dodatkowa linka zwijająca, zwijanie w silnym wietrze trwa wieki, do zwijania w silnym wietrze raczej trzeba zmienić kurs, wymaga przygotowania całego żagla przed postawieniem i zlikwidowania (położenia na pokładzie) po zwinięciu. Jeżeli roler zostaje w powietrzu, przed sztagiem, to jeszcze gorzej, bo bardzo mocno pogarsza warunki pracy sztaksla i osiągi jachtu.
Cały układ często zawodzi w silnym wietrze.
Moim zdaniem ma to sens tylko na dużych jachtach i przy naprawdę nielicznej załodze.

Metoda nr dwa, czyli skarpeta, nazywana czasami i nieładnie kondomem. Skarpeta to specjalny, długi i wąski worek (długości spinakera/genakera), z odpowiednim, sztywnym kołnierzem od dołu. Podnosi się całość na fale do góry, a potem specjalną linką podciąga się do góry kołnierz. Skarpeta składa się w harmonijkę u góry, żagiel wychodzi z niej i pracuje. U góry wygląda to paskudnie.
Żeby zgasić żagiel, trzeba ściągnąć kołnierz na dół. Kolejną linką. Żagiel w tym czasie nie może pracować.
Obie metody wymagają dłuższej pracy na dziobie, nie są zbyt tanie, wymagają obsługi dodatkowych linek.

Metoda nr 3, czyli stara, klasyczna i najlepsza. Stawianie żagla bez wymienionych wcześniej urządzeń. Ze specjalnego worka, z luku dziobowego, z kabiny, z kokpitu.
Najbardziej uniwersalny i dla nielicznej załogi, jest worek. Worek jest specjalny. Zazwyczaj podłużny, z karabinkami do szybkiego wpinania w reling, z rzepami do przytrzymania wszystkich trzech rogów żagla, z klapą mocowaną na rzepy, z listwami usztywniającymi. Taki worek trzeba zamówić w żaglowni, musi byś odpowiedniej wielkości. Żagiel składa się do worka w kabinie. Worek przypina w wybranym miejscu do relingu, na odpowiedniej burcie, wpina się fał i brasy. Gdy chcemy postawić żagiel, otwiera się torbę, odpina rzepy. Żagiel w cieniu genuy/foka i grota idzie do góry.
Zrzuca się go albo do luku dziobowego, albo zwyczajnie do kabiny. Należy całkowicie wyluzować nawietrzny bras w przypadku spinakera albo róg halsowy genakera. Jeżeli liny są odpowiednio długie (to jest bardzo ważne, pisałem o tym wcześniej), żagiel ustawia się w cieniu grota w chorągiewkę i stosunkowo łatwo daje się ściągnąć za szot.
Co ważne, ta metoda działa niezależnie od siły wiatru.
 
Jeszcze wyjaśnienie, co to są podwójne brasy. Na każdej burcie są dwie liny, podłączone do jednego końca/karabińczyka, do którego zaczepia się róg spinakera. Z dwóch lin zawsze pracuje tylko jedna, druga jest luźna. Taki system ułatwia przebrasowanie na dużych jachtach i/lub w silnym wietrze.

Rozkład lin na pokładzie pokazuje schematyczny rysunek poniżej. Nie ma na nim brasołapek na szotach spinakera. Ze strony https://www.sailboat-cruising.com/spinnaker-sails.html


Podsumujmy wymagania.
Fały żagli dodatkowych muszą być dłuższe niż fały innych żagli. Na tyle długie, żeby koniec fału dochodził do wody, a na pewno swobodnie mógł sięgnąć do kabiny. Przed karabinkiem powinna być kulka, która zabezpiecza przed zakleszczeniem się karabinka lub węzła w maszcie.
Brasy w systemie jednobrasowym także muszą mieć kulki na końcach - chodzi o to, żeby nie wciągnąć w ucho spinakerbomu karabińczyka lub węzła. W systemie dwubrasowym konsekwetnie stosowanym kulki powinny być na brasach, Na szotach nie są potrzebne, bo szoty nie wchodzą w ucho spinakerbomu.
Szoty i brasy, niezależnie czy to system jedno- czy dwubrasowy, powinny mieć długość minimum 2,5 długości kadłuba. To samo dotyczy liny halsu genakera.
O lejcach mocujących liny do spinakerbomu już było.

Spinakerbom można wpinać w maszt dwojako: bolcami w uszach do dołu lub do góry. W systemie dwubrasowym bolce zawsze  powinny być skierowane do góry. To wynika z techniki przebrasowania. W systemie jednobrasowym dowolność jest większa, skierowanie bolców do dołu ma pewną zaletę, ale mimo wszystko sugeruję ustawianie bolców do góry.


Na powyższym zdjęciu widać mocowanie obciągacza spinakerbomu i "lejce". Dodatkowo widać bras ściągnięty brasołapką do pokładu. Brasołapka ma na końcu kauszę, ale to nie jest najlepsze rozwiązanie.
Na zdjęciu pracuje system jednobrasowy.


Zdjęcie fału i brasów wpiętych w reling. Widać wyraźnie kulki na linach.


Brasołapka, jeszcze z bloczkiem na końcu, w akcji. Ściąga szot spinakera pod bomem grota.


Widać obciągacz spinakerbomu, który pracuje przez bloczek przy luku dziobowym (czyli nie przy maszcie) - w tym układzie można unieruchomić spinakerbom w przestrzeni.


Na tym zdjęciu widać bras z systemu podwójnych brasów. Jeden bras pracuje, drugi jest wpięty w reling.
To nie jest normalna sytuacja, wynikła z awaryjnej podmiany jednego brasu na drugi.


Tutaj widać zebrane razem fał i cztery brasy (drugie brasy mają na końcach niebieskie kulki) - czyli system podwójnych brasów uruchomiony.


Spinaker w akcji. Pojedyncze brasy. Widać wyraźnie jak prowadzony jest szot/szoty genuy - przechodzą nad spinakerbomem, dlatego muszą być odpowiednio dłuższe.

O tym,  dlaczego warto mieć więcej niż jeden żagiel dodatkowy w regatach, napisałem w artykule o optymalizacji jachtu pod ORC.

O manewrach, awariach i  kłopotach może powstanie osobny artykuł.
Trymowanie żagli dodatkowych to jeszcze inny temat.