Podsumowanie przygotowań do sezonu 2020
19.05.2020r.

Każdy sezon, ba, każde regaty, a nawet zwykłe pływanie, rodzi jakieś wnioski. Zwłaszcza gdy coś się nie udało, albo gdy wynik był zupełnie słaby. Wnioski są spisywane w postaci planu prac na jachcie, planu działań, inwestycji. Ogólnie powstaje plan zmian wszelakich. Jak co roku.
Potem to wszystko trzeba „tylko” zrealizować. Realizacja zależy od dostępnego czasu, od pogody w martwym sezonie, no i od finansów. Chyba głównie od finansów...

Lista prac jest dość długa zawsze, są rzeczy do zrealizowania teraz oraz kiedyś tam.
Największe szanse do trafienia na listę „teraz” mają (poza rzeczami naprawdę koniecznymi) pozycje, których stosunek zysk/koszt jest najwyższy. Zysk oczywiście szeroko rozumiany: poprawa osiągów jachtu, poprawa obsługi jachtu, poprawa wygody, poprawa wyglądu, wypełnienie wymagań przepisów (np. OSR).
Jedną z takich prac, na samym początku sezonu prac, było wykonanie uchwytu do ramienia autopilota. Chodziło o to, żeby autopilota można było szybko odłączyć od rumpla, tak żeby nic mu się nie stało, i bez chowania popychacza. Tak samo szybko można go podłączać. Poza tym, w pozycji spoczynkowej cały autopilot jest dobrze trzymany i na fali nie będzie latał. Praca niby prosta, łatwa, a zysk duży, nie tylko w regatach samotników.
Sam uchwyt wygląda jak niżej.

Potem przyszedł czas na knagi w kokpicie. Są dwa komplety, które obsługują brasy, szoty sztaksla i drugie brasy. Stare knagi, choć bardzo fajne, były trochę za małe dla używanych lin. Liny potrafiły się czasami kleszczyć, a czasami odknagowywać. Jeszcze w trakcie sezonu na próbę wymieniliśmy jeden komplet knag na nowe, innego typu. Okazało się to strzałem w dziesiątkę, więc po sezonie przyszedł czas na drugi komplet takich samych knag. Ustawione są dość specyficznie, ale to dlatego, że obsługują liny nadchodzące z dwóch różnych stron: od dziobu i od rufy, w zależności od sytuacji.

Zdjęcia (to wyżej i następne) są z jesieni, teraz wygląda to ładniej. Pokład jest oczyszczony ze starych śladów, stare otwory są zaszpachlowane.

Ważnym wnioskiem z sezonu, czy raczej palącą koniecznością, było pełne uruchomienie systemu drugich brasów. Nowe bloczki do tych brasów, bardzo solidne kipy, o knagach było wyżej.

Inną zupełnie pracą była rozbudowa elektryki o kącik ładowania, monitor baterii i nową ładowarkę akumulatorów. Cały opis tej dość długiej pracy jest tutaj.

Dość kłopotliwą pracą, niekoniecznie bezpośrednio poprawiającą osiągi jachtu, było malowanie zęzy.
Idea i wykonanie zostały opisane w artykule.

Bardzo ważną zmianą na jachcie jest wymiana takielunku stałego na zupełnie nowy. Do tego z liny dyform (inna nazwa: python). Nowy takielunek oznacza nowe ściągacze, a to oznacza, jak się okazało, większe sworznie. Dlatego już jesienią został wykonany i zamontowany nowy sztagownik.
Sam nowy takielunek leży w mieszkaniu na podłodze i czeka na swój czas. Widać łącznik achtersztagu z rozdwojonymi linami na dole - tak jak sztagownik został przerobiony pod większe sworznie.


Także jesienią został o 6 mm podniesiony pilers (co widać na zdjęciach z malowania zęzy).
Zmiana takielunku była planowana od jakiegoś czasu, ale została w końcu wymuszona faktem, że przy rozbrajaniu masztu jesienią, okazało się, że pęka jedna wanta kolumnowa.
Nowy takielunek jest mocniejszy, mniej rozciągliwy, ma być lepiej dopasowany - czyli pełna możliwość regulacji, także przez lepsze ściągacze z beczkami z brązu. Jest nadzieja, że uda się lepiej ustawić maszt.

Zmianą dość ważną z punktu widzenia przepisów OSR miała być wymiana relingów, ponieważ liny były w osłonie z tworzywa, co jest zabronione. Skończyło się na zdarciu tworzywa z lin, wypolerowaniu lin i ściągaczy, wyprostowaniu stójek oraz wstawieniu w stójki specjalnych gniazd chroniących dolną linę.
Wyprostowanie dwóch stójek pozwala lepiej napiąć liny (co prawda ten wymóg spełnialiśmy, ale zawsze).
Reasumując: kolejny punkt na liście braków w wymaganiach OSR można skreślić.

Drobniejszymi zmianami są nowe listwy w grocie wysokiej jakości oraz kupiony na razie na próbę worek pokładowy do genuy. Podłużny, mocowany do relingu, do którego można wprost zrzucać genuę i potem szybko ją razem z workiem złożyć i znieść pod pokład. W planie są takie worki do wszystkich sztaksli.

Inwestycją zupełnie nieplanowaną jest zakup AIS-a nadawczego, klasy B+. AIS-a od tego roku wymagają przepisy OSR dla kategorii trzeciej i niższych. Byłem do tego sceptycznie nastawiony, ale o sensie posiadania tego urządzenia (koniecznie w wersji nadawczej) przekonał mnie nasz bardzo znany żeglarz.
AIS klasy B+ z ploterem, firmy ONWA, to na jachcie prawdziwa rewolucja.
Miejsce na montaż wcale nie było łatwo znaleźć. Żeby wstawić  ploter trzeba było przesunąć UKF-kę, żeby przesunąć UKF-kę trzeba było przestawić oczko do zaczepiania linki fartucha ochronnego koi. Efekt widać poniżej.
Do AIS-a mamy zupełnie nową antenę, specjalnie zestrojoną. Do prób została prowizorycznie zamontowana na pałąku plandeki.
Bonusem całej sytuacji jest to, że ploter podaje pozycję jachtu do UKF-ki, co oznacza spełnienie kolejnego  punktu przepisów OSR.





Docelowo antena jest na rurze na rufie, zamiast anteny radiowej. Rura jest nowa bo stara okazała się za krótka o 30 cm (antena AIS-a musi być minimum 3 metry nad wodą). Za to jest trochę cieńsza i pięknie wypolerowana. Z nowym uchwytem do anteny, mniejszym od starego i tak zrobionym, że kabel ze środka rury wchodzi wprost na antenę. Do tego nowy kabel antenowy H155 o długości 5 metrów, z nowymi końcówkami.




Ponieważ antena aisowa trafiła na rufę, antena radiowa z rufy trafi na maszt. To jeszcze trzeba  będzie zrobić. Choć kawałek instalacji w kabinie do fajki już jest. Prawie gotowy.


Numer jachtu na burcie został wytarty przez szpring. Przepisy OSR wymagają możliwości identyfikacji jachtu bez postawionych żagli. Co się dało zrobić w tej sprawie - zrobiliśmy.