Narty biegowe jeszcze raz
13.02.2021r.

Śniegu napadało sporo i nie stopniał. Co prawda dzisiaj dzień odwilżowy, ale lekko. Pogoda piękna, sporo słońca.  Ruszam sam na trasę, dość późno. Lubię wędrować z kimś, ale lubię też sam.

Nie jest tak, że będę miał nad Asią dużą przewagę w liczbie wypadów na narty w tym roku.
Kilka dni temu, w środku tygodnia, o świcie czyli o godzinie 6 rano, zostałem obudzony.
- Wstawaj, posmarujesz mi narty, pojadę na nich do pracy, dobrze?
Ponieważ nigdy nie robię problemów, gdy ktoś budzi mnie z uzasadnionych powodów (a ten powód uznałem za bardzo uzasadniony!), wstałem szybko i trochę śpiący, oraz mało ubrany, posmarowałem narty i poszedłem dalej spać. Podobno i w pracy i po drodze Asia zrobiła furorę... :)

Wejście w las za AWFiS-em, podejście pod Drogę Nadleśniczych. Ten kawałek trasy czytelnicy znają już do znudzenia. Mając czas na rozmyślania, doszedłem do wniosku, że jak w opisie z wycieczki powtórzę trasę do Borodzieja, to wszyscy czytelnicy zasną z nudów.
Ruszyłem w lewo, na znacznie ciekawszą technicznie trasę. Bardziej krętą, bardziej różnorodną, z widokami czasami prawie jak w górach. Oczywiście prawie robi różnicę, ale jednak lasy trójmiejskie nie są płaskie, oj nie są.






Docieram do pomnika Bitwy pod Oliwą. W końcu jestem w Oliwie.

Moim celem jest wzgórze Pachołek, z wieżą widokową. Wieża istnieje od czasów mojego dzieciństwa. Dużo wcześniej była w tym miejscu murowana wieża widokowa, z płatnym wejściem. Zniszczyli ją Niemcy w 45 roku.
Widoki zawsze tam były ładne, zwłaszcza od czasy przycięcia koron drzew. Sama wieża ma 15 metrów wysokości, dojście do niej jest z kilku stron, w tym po długich schodach od strony ulicy Spacerowej.
W panoramie miasta w kierunku Wrzeszcza widać do kilku lat dużą zmianę, wcale nie wiem, czy na lepsze.






Na wieży jest oczywiście dość zimno. Wieje. Długo tam nie byłem: zdjęcia, na dole wypicie trochę kwasu chlebowego i w drogę powrotną.
Tablica opisowa jest nową rzeczą, tak samo jak barierki na schodach wejściowych.


Sama wieża wygląda z bliska tak:


Z daleka tak:

Wracałem trochę inną drogą, niebieskim szlakiem. Widać że las jest wycinany dość mocno. Wbrew oficjalnym zapewnieniom Nadleśnictwa Gdańsk, las jest wycinany dość mocno i w wielu miejscach drzew zostało mało i małych. Ale to zupełnie inny temat, przewijający się co jakiś czas w mediach lokalnych.

Docieram do zejścia na dół i zastanawiam się. Nie jest późno, nie zrobiłem zbyt wielu kilometrów, więc może jednak przedłużyć trasę? Ruszam do Borodzieja, trochę dla sportu.
Tym razem śniegu jest dużo a droga bardzo mało rozjeżdżona. Ludzi spotykam całkiem sporo: rodziny, rowerzyści, pary, samotne osoby z psami, i narciarze. Mijam też faceta, starszego ode mnie, który tułów ma nagi. Reszta jest, łącznie z czapką. On jest chyba rozsądniejszy od wszystkich niedawno nagusów spotykanych choćby w górach, bo ma ze sobą bluzę owiniętą w pasie.
Witam się, jak z większością ludzi na trasie.
W Borodzieju tym razem są ludzie. Jakaś grupka bawiąca się dronem i trzech facetów, którzy rozpalają małe ognisko. Może na zdjęciu widać dym.

Nie mam ze sobą herbaty, pozostaje kwas chlebowy. Nie mam też nic do jedzenia. Mierzę temperaturę śniegu i szybko smaruję na nowo środek nart, bo śnieg pod koniec trasy zaczął się mocno lepić. Temperatura spada i łapie mróz.
Wracam znaną drogą, ale okazuje się, że jestem mocno zmęczony. Mimo to do końca trasy docieram wyjątkowo szybko, bo jest z górki i śnieg zrobił się bardzo szybki - narty suną pięknie.
W domu padam na pysk. To było sporo kilometrów (około 15) i choć może nie spieszyłem się bardzo, to odpoczynków za wiele nie robiłem.