Drugi weekend, a raczej pół weekendu,
czyli jak prace się przeciągają
26.11.2016

Jak pisałem poprzednio, przed dalszymi pracami elektrycznymi wypadało wyszlifować w bakiście to, co ma być wiosną laminowane. Szlifowanie, jak już aż za dobrze wiem, zostawia ślady. Czyli pył wszędzie.
Pogoda była wredna, bo wiało bardzo mocno. I choć jacht stoi w miejscu zacisznym, to i tak folia fruwała jak chciała. Wyklejenie folią bakisty zajęło dobrze ponad godzinę, bo ani tam wejść, ani do czego tę folię kleić. Tutaj dobra rada: do szlifowania laminatu we wnętrzach warto mieć szlifierkę kątową wolnoobrotową. Czyli w praktyce taką z elektroniczną regulacją obrotów. Ustawiamy obroty na 1000 (słownie: tysiąc) a jak nam się bardzo spieszy, to na 1100. Wtedy nie zapylimy całej okolicy. Nie mam takiej szlifierki, nie zdążyłem pożyczyć, szlifowałem swoją. To jednak nie jest dobra metoda - dobre narzędzie to podstawa. Popełniłem drugi duuuży błąd, nie zwróciłem uwagi, że wiatr kieruje pył do kabiny, a kabina była otwarta. Gdy po szlifowaniu, sprzątaniu, odkurzeniu bakisty wszedłem do jachtu, to się załamałem. Trochę posprzątałem, ale dużo jeszcze zostało. Wszędzie cienka warstwa pyłu, a gdzieniegdzie nawet spora, np na silniku. Koszmar.
Ale jedna praca z głowy, teraz trzeba to okleić papierem. W końcu wchodzę do bakisty często, poza tym różne niepożądane rzeczy wpadają w szczelinę (głównie liście).












Potem drobiazg, czyli wniesienie na jacht akumulatora 140Ah (wrócił po sprawdzeniu stanu) - wciągnęliśmy go na linach, w dwie osoby. Jak pisałem wcześniej, w klubie zawsze można liczyć na pomoc przy pracach zbyt ciężkich dla jednej osoby.
No dobra, wstęp odhaczony, można zająć się pracą właściwą. W końcu udało się przymierzyć i tak dopasować rurki, że i kable dobrze idą (no, będą szły, na razie rurki są puste) oraz, co nie jest bez znaczenia, da się złożyć zejściówkę. Uchwyty do rurek zostały zrobione z ocynkowanej taśmy montażowej, kupowanej na metry i dopasowanej wg potrzeb. Chodziło o to, żeby rurki były jak najbliżej ścianki kokpitu i jak najniżej, bo wtedy zostaje z boku więcej miejsca (ścianka kokpitu jest lekko pochyła).
W końcu, w końcu, udało się! Oczywiście śruby, na których trzymają się obejmy, trzeba jeszcze przykręcić na sikaflex, poza tym obejmy powinny być nierdzewne, ale to kiedy indziej (czytaj: za kilka lat), chyba że będą "wolne moce przerobowe".
Dalej plan był taki, że robię kolejny kawałek "toru kablowego", w bakiście.
I tutaj kolejny problem: trzeba odkręcić zawór paliwa. Zawór przykręcony jest do sklejki dwiema śrubami, które gdzieś w komorze silnika mają swoje nakrętki. Nakrętki są pod gąbką wygłuszającą, dostęp fatalny. Nie będę się rozwodził, byłoby łatwiej gdyby była druga osoba do pomocy, bo trudno z jednej strony kręcić wkrętakiem w bakiście a z drugiej trzymać nakrętki kluczem, do tego na oślep i gdzieś pod gąbkami.
Udało się, ale kolejna godzina stracona na banalne odkręcenie dwóch śrub.
Jeszcze trochę pracy koncepcyjnej - czyli gdzie, co, ma być i jak zamocowane... Dwa przełączniki będą obok siebie, jak na zdjęciu wyżej. Bezpiecznik automatyczny na ściance pod kokpitem, bezpieczniki ANL chyba po prostu na akumulatorach.
Gdy tak dumałem zaczęło kropić, a ciemno było już dawno. Nie pozostało nic innego, tylko zamknąć jacht i pojechać do domu.