Piąty weekend, a raczej połowa
31.12.2016

Połowa dlatego, że szanse na to, że jutro (czyli 1 stycznia) będę na jachcie, nie są największe, mówiąc eufemistycznie. Pogoda cały czas pozwala pracować. Plus 2 stopnie, słaby wiatr, chmury, ale bez deszczu. Pogoda może nie wymarzona, ale naprawdę niezła.
Dzisiaj było już w zasadzie tylko tworzenie. Oczywiście z myśleniem i kombinowaniem, bo bez tego ani rusz. Przyjęte założenia mają swoje konsekwencje.
Nie da się w sensowny sposób połączyć kablami przełączników. A to oznacza, że zasilanie obu przełączników musi iść od bezpieczników ANL.
Żeby wszystko było "po bożemu" powiększyłem i ładnie wyszlifowałem otwór, przez który kable od akumulatorów wchodzą do komory silnika. Wyszlifowałem także otwór z komory silnika do starego przełącznika, na ładniej niż było. Tak naprawdę chodzi o to, żeby było gładko i bez ostrych krawędzi, ładnie robi się przy okazji. Tutaj "dremelek" z końcówką z papierem ściernym jest nieoceniony, a to z powodu pracy w pozycji "kamasutry" i braku dostępu.

Teraz pozostało już przymierzanie puszek z bezpiecznikami ANL i kabli wychodzących. Kable trzeba przeprowadzić (widać końcówki wychodzące w miejscu przełączników). W praktyce to oznacza, że trzeba założyć końcówkę na jeden koniec kabla, potem przełożyć kable i wszystko tak układać, żeby nagle nie okazało się, że coś czemuś przeszkadza. Czyli trzeba cały czas myśleć, a myślenie trwa... No i wchodzenie i wychodzenie z bakisty/kabiny.

Kable od bezpieczników ANL do przełącznika silnikowego będą nowe. Cieńsze, co ma duże znaczenie przy podłączaniu końcówek. Drugie końce są już gotowe i w puszkach bezpieczników podłączone (na razie roboczo, bez bezpieczników).

Na zdjęciu wyżej widać to bardzo słabo, puszki są zasłonięte przez kable. Ale widać za to bezpiecznik automatyczny, już całkowicie podłączony.
Niżej, jako bonus, zdjęcie rogu komory silnika. Nawet nie wiedziałem, że to tak wygląda. Czarny kolor to pokłosie awarii kolektora wydechowego sprzed kilku lat - spaliny szły właśnie tam.
Przewody zostaną oczywiście ładnie ułożone, na razie chodziło o ich wymierzenie i sprawdzenie, czy na pewno wszystko pasuje.

Bardzo przykra niespodzianka. Końcówki oczkowe na przewodach robione przeze mnie kilka lat temu, zasilające tablicę rozdzielczą (dwa plusowe, jeden minusowy, 16 mm2) dały się ściągnąć ręką. Takie coś możne załamać zupełnie. Już nie pamiętam jaką miałem wtedy zagniatarkę do końcówek, ale albo była zła, albo ja odwaliłem fuszerkę. Dlatego narzędzia to podstawa. Kupiona zagniatarka hydrauliczna (do dużych końcówek) nie jest może sprzętem profesjonalnym i najwyższej klasy, ale swoje robi. W każdym razie końcówek ręką ściągnąć się nie da! Widać też dużą różnicę w jakości koszulek temokurczliwych stosowanych teraz a wtedy. Teraz mam znacznie lepsze, o czym w sklepie elektrycznym mnie zapewniali i jak widać, słusznie.
Nadspodziewanie przydatnym urządzeniem, kupionym trochę jako gadżet, jest lusterko na teleskopowym ramieniu. Kapitalna rzecz.
A opalarka, używana aktualne do podgrzewania koszulek termo, uruchomiła mi dzisiaj baterie w aparacie. Baterie powiedziały "nie robimy", ale wyjęte z aparatu i ogrzane (z wyczuciem, z wyczuciem!) przez opalarkę, pozwoliły wykonać kilka zdjęć.