Hydraulika jachtowa, czyli rury, złączki i zawory,
  pompa zęzowa, odpływy z kokpitu, instalacja kibelkowa

23.12.2018r.

Pogoda dzisiaj rano taka sobie, że eufemistycznie napiszę. Ale skoro nie ma mrozu, to można na jachcie coś zrobić. Z tą myślą ruszyłem do Górek. Mglisto i spokojnie po drodze. Brama na teren klubu była zamknięta na kłódkę, czyli żaden wariat do pracy na jachcie, przede m, nie przyjechał. Co ma ten plus, że mogę sobie wybrać najlepsze miejsce do zaparkowania samochodu. Najlepsze wg mnie. Zawsze to odrobina luksusu. Zaczynam zazwyczaj od podłączenia przedłużacza do skrzynki na skraju nabrzeża. Zerkam jak zwykle do wody, która jest wyjątkowo przejrzysta. Fakt, że tam akurat jest dość płytko, ale mimo wszystko rzadko widać dno aż tak wyraźnie. Rozglądam się. Cisza zupełna, woda spokojna, widać na dnie każdy większy śmieć. Idę wzdłuż nabrzeża - dalej super widać dno. Wchodzę na pomost - tu już gorzej, ale dno dalej widoczne. W miejscu postoju Czarodziejki jest już za głęboko, ale mimo wszystko dno dalej troszkę widać. Rzadko to się zdarza. Fajnie tak się patrzy, ale czas coś porobić.
Po wejściu na jacht widać  przykrą niespodziankę: pękła listwa trzymająca plandekę nad kokpitem, plandeka się zapadła w tym miejscu, woda kapała do kokpitu.

W zasadzie wiedziałem, że ta listwa pęknie, ale były ważniejsze rzeczy do zrobienia. Teraz nie miałem wyjścia. Na jachcie miałem jeszcze listwę, z której szybko i zapewne prowizorycznie, zrobiłem wzmocnienie.

Po takiej drobnej rozgrzewce można było się zabrać za prace zaplanowane. Okazało się, że przezorne założenie i skręcenie węży odpływów z kokpitu, bardzo się zwróciło. Wąż prawoburtowy, ten dłuższy, był wypełniony wodą, a to oznacza, że sporo wody z kokpitu odprowadził poza jacht. Komora silnika była sucha, a gdyby węże nie zostały założone, miałbym sporo wody w jachcie do wybrania...
Sucha komora oznacza także to, że łączenia są szczelne, mimo tego, że cybanty były zaciśnięte tylko trochę.
Ale mimo wszystko, ten wąż wypełniony wodą, dał mi do myślenia. Tak było z poprzednim wężem, a nie podoba mi się to. Zacząłem myśleć, i wymyśliłem, że jednak trzeba zrobić małą korektę. Ale to w następnym odcinku, jak kupię co trzeba.
Na razie zdemontowałem wszystkie węże, czwórnik, filtr powietrza na silniku i zacząłem czyścić miejsca pod i za silnikiem. To pokłosie dyskusji na forum na temat tego, co się zbiera pod silnikiem.
Pod silnikiem, za łapami, jest poprzeczna wnęka. Za nią dno jest wyżej, no i jest tam s-drive. Dostępu od przodu broni koło zamachowe. Od lewej strony (prawej burty) można włożyć rękę tylko kawałek, dalej jest miska olejowa. Od prawej dostęp jest najlepszy, pod warunkiem, że się zdejmie wąż odpływu z kokpitu i filtr powietrza. Wczyściłem korytko ile się dało. Wyczyściłem dno za silnikiem ile się dało. Wyczyściłem przy okazji różne elementy silnika (nie jakoś bardzo dokładnie, ale to co było w miarę pod ręką i podpadło).
Okazało się, że pianka na bokach komory silnika, ta stara, kiedyś żółta, w wielu miejscach odkleiła się od sklejek bocznych. Nie będę pianki już w tym roku wymieniał (część na przednich sklejkach, ta czarna, jest dość nowa), więc piankę trzeba choć trochę przykleić.
Zabrałem się za składanie instalacji pompy zęzowej. Dopasowałem węże już prawie docelowo, wymierzyłem co trzeba i dociąłem. Kolanko na ssaku ma być nacięte, ale to trzeba zrobić szlifierką kątową, a że zaczęło zdrowo lać, dałem spokój. W AKM-ie nie ma warsztatu, a stół z imadłem jest pod chmurką.
Instalację złożę do końca jak dostanę końcówkę na wlocie pompy (ma być za 2 tygodnie). I proszę mnie nie pytać, czemu nie mam tej końcówki - tak bywa.




Cybanty nie są zaciśnięte, bo mi kilku zabrakło. Skoro już robię porządnie(?) wszystko, to nie wstawię starych, w połowie rdzewnych, cybantów. Ale najpierw muszę kupić nowe.
Instalacja odpływów z kokpitu zmieniła się o tyle, że czwórnik został już porządnie, szczelnie i docelowo wkręcony w zawór. Tego nie widać, ale trochę czasu zeszło na dopasowaniu ustawienia czwórnika w zaworze - odrobina szlifowania nypla łączącego. Chodzi o to, żeby czwórnik mocno dokręcony ustawił się we właściwym położeniu. To samo zresztą dotyczy innych elementów instalacji hydraulicznych
Przy okazji porządków przewody instalacji silnikowej przełożyłem tak, jak nowe będą biegły do bakisty - pasuje i będzie lepiej niż było. Poza tym będą krótsze, więc przysłowiowe kilka gramów wagi ubędzie z jachtu. Ale to zupełnie inna historia.
Kolejną instalacją do zrobienia była instalacji poboru wody słodkiej ze zbiornika. Widać nową pompę wody do zlewu. Widać nowe węże, o właściwej średnicy (w odróżnieniu od starych). Znów drobna oszczędność na ciężarze, oraz większy porządek - przez komorę silnika przechodzi tylko jeden wąż, który rozdziela się tuż przed pompą. Oczywiście, żeby wszystko skręcić docelowo, zabrakło cybantów.

Dalsze prace w komorze silnika zatrzymał brak potrzebnych części. Ponieważ noc jeszcze nie nastała, przeniosłem się na dziób.
Podłączenie węża poboru wody do kibelka (który jest jednocześnie odpływem wody z umywalki - nie ja to wymyśliłem, tak było) zrobiłem już poprzednio.

Mimo walki z ciężarami dołożyłem kolanko, żeby wąż układał się lepiej w bakiście pod koją. Poza tym, jest troszkę krótszy, więc tym bardziej warto.
Dopasowałem węże w przedziale kibelkowym, dodając podłączenia do zaworu napowietrzającego.
Wielką niewiadomą jest, czy zawór napowietrzający nie jest za nisko. Ale wyżej być nie może, bo umywalka nie dałaby się wysuwać. Gdzie w czasie silnego przechyłu na prawą burtę jest linia wodna, nie mam pojęcia. Zobaczymy doświadczalnie w trakcie sezonu.
Czego zabrakło, żeby złożyć do końca instalację kibelkową? Oczywiście cybantów. Poza tym jednego kolanka, które będzie zamontowane na zaworze w odpływie umywalki.
Jak widać na zdjęciach, nowy wąż jest tego samego typu jak w komorze silnika. Mimo grubych ścianek układa się naprawdę świetnie. Oczywiście jak na wąż...




Te prace odbyły się po ciemku. Oczywiście w jachcie jest dobre oświetlenie, i w kabinie i w kibelku. Poza tym wielkie usługi oddaje czołówka.
Zrobiłem jeszcze listę rzeczy do kupienia, na której głównymi pozycjami cybanty. Może dostanę jakąś zniżkę za hurt?
Czas do domu. Poza plandeką cały czas pada deszcz, jest kompletnie ciemno, i wieje naprawdę mocny wiatr. Nauczony doświadczeniem biorę ze sobą czołówkę. Trzeba wyjść z jachtu, zawiązać wejście w plandece, zdjąć drabinę i ją przypiąć, zwinąć przedłużacz. Z czołówką jest łatwiej niż z latarką z telefonu ;)
W samochodzie przynajmniej nie wieje i nie pada. Jeszcze trzeba zamknąć bramę do klubu i można jechać do domu, między innymi na gorącą herbatę.