Porządki w zęzie, czyli czasami ma być ładniej.
6.05.2020r.

Porządek na jachcie i wygląd w środku wydają się sprawą mało ważną, zwłaszcza patrząc pod kątem regat i osiągów. I tak właściwie jest. Jak bardzo jest to nieistotna kwestia, zależy od charakteru armatora.
Generalnie na jachcie porządek jest, jest też czysto. Ale nie maniacko. Zdarza się nieumycie pokładu, wolno na jacht wchodzić w butach.
Reasumując: jest to jakiś subiektywny kompromis.
Jacht ma swoje lata, nie wszystko w środku pachnie świeżością. Poza tym, jacht ma pływać, a nie być obiektem nieustannego remontu (generalnie) i nieustannego sprzątania (zwłaszcza).
Dwa lata temu jacht przeszedł polerowanie (wraz ze szlifowaniem) żelkotu na burtach, co radykalnie poprawiło wrażenie wizualne z zewnątrz. Był już czas na taki ruch.
Rok temu, przy okazji remontów kibelkowo-kambuzowych kilka miejsc zostało porządnie wyszlifowanych i pomalowanych, co opisałem i zobrazowałem w artykule tutaj.

Sama zęza wyglądała całkiem nieźle po remoncie mocowania balastu. Wymalowana farbą epoksydową na jasnoszary kolor.
Ale była to praca niedokończona. Boki zęzy, będące jednocześnie ściankami koi, były brązowe (stoczniowe, dawne wykonanie).
Malowanie było planowane już od czasu remontu mocowania balastu, ale jako praca niezbyt istotna, przekładane z roku na rok.
Warto wiedzieć, że na małym jachcie malowanie zezy jest pracą bardzo niewdzięczną, bo wyłącza z prac w zasadzie cały jacht. Gdy została zdjęta obudowa silnika (żeby pomalować laminat właśnie aż za obudowę, żeby to jakoś wyglądało), gdy wszystkie listwy, szpilki balastu, ich podkładki, pilers i inne zostały pracowicie oklejone taśmą, z 10 razy odkurzone i odtłuszczone - wszelkie prace na jachcie zostały zatrzymane. Bo niczego innego nie można było robić, nie niszcząc przygotowań do malowania.
I akurat wtedy przyszło kilka weekendów po prostu zimnych, co wykluczało malowanie (minimalna temperatura epoksydowych i poliuretanowych farb Oliva wynosi 10 stopni).
Cóż, przeczekaliśmy. Gdy temperatury trochę podskoczyły, można było zacząć. Zęza i boki koi zostały pomalowane dwa razy farbą epoksydową o kolorze, powiedzmy, kremowym, a potem dwa razy farbą poliuretanową już rzeczywiście białą. Łatwo policzyć, że zajęło to 4 dni. Jedno malowanie trwało około 2,5 godziny. Zakamarków sporo, denników mnóstwo, pozycja na kolanach na dennikach mało wygodna, a już końcówka każdego malowania z koi była niezłym ćwiczeniem na mięśnie rąk...

Poniżej zdjęcia po pierwszym i drugim malowaniu epoksydem.





Kolejne zdjęcie już po zakończeniu malowania, pokazuje przykręcony przewód uziemienia, który łączy szpilkę balastu z resztą instalacji uziemiającej (o czym jest więcej w części o instalacji elektrycznej).

Po ostatnim malowaniu odczekaliśmy przepisowy tydzień, ale mimo wszystko po zęzie chodziliśmy bez butów. Papierowe taśmy ochronne z podkładek zostały zerwane, co było dość upierdliwym i długim zajęciem.

Można było założyć osłony maskujące na krawędzie otworów pod kojami, brąz się całkiem dobrze komponuje z bielą. Okrągły otwór jest po wylocie rury ogrzewania. Ogrzewania już nie ma, a że wylot był zakryty siatką i metalowymi kształtkami, zostanie zakryty płytką z tworzywa. Oczywiście w ramach walki ze zbędnymi ciężarami i elementami wyposażenia.
W tym wszystkim jest najważniejsze to, że można było zacząć kłaść podłogę. A konkretnie jedną z trzech płyt podłogi.


Jak widać, załoga dzielnie i pracowicie zrywa taśmy z listew na krawędzi koi.

Kolejne kawałki podłogi, co naprawdę nas ucieszyło. Chodzenie po dennikach i to boso jest dość męczące.




Ostatnie zdjęcie pokazuje przygotowaną do malowania sklejkę koło silnika i kuchenki. Ta część jest normalnie niewidoczna i nie była nigdy zabezpieczana lakierem. Czas to zmienić.
Na ostatnim zdjęciu widać przygotowaną do lakierowania sklejkę będącą częścią zabudowy silnika i kambuza.

Można zadać pytanie, co to ma wspólnego z regatami czy z poprawą osiągów jachtu?
Trochę ma, bo stosowanie farby zamiast żelkotu zmniejsza masę jachtu. Poza tym, maluje się szybciej niż kładzie żelkot, więc jest więcej czasu na inne prace, ważniejsze.
Sama poprawa wyglądu ma znaczenie, o czym pisałem w zeszłym roku. Czyste zęzy przyjemniej się sprząta, co w męczącej pogodzie wcale nie jest takie nieistotne. Mały jacht wymalowany w środku na biało jest jaśniejszy i poprawia samopoczucie załogi. Poprawia także samopoczucie armatora. O ile armator zwraca na takie rzeczy uwagę.