Obejrzałem
właśnie film podsumowujący tegoroczną Bitwę.
Film bardzo fajny, ale zwrócił moją uwagę na pewien
aspekt wyników.
Nie komentuję wyników zazwyczaj, choćby dlatego, że mam
w głowie tekst: sam nie startujesz, to co tam wiesz?
Albo też inaczej: skoro wiesz, to wystartuj i pokaż.
Z drugiej strony, ponieważ sam nie startuję, patrzę na
wszystko troszkę chłodniej.
O co w ogóle chodzi? Jak zwykle, chodzi o wyniki,
policzone w formule ORC.
Padło w filmie, oraz wiele razy wcześniej, że
niesamowity był finisz oraz spora część trasy, bo jachty
płynęły blisko siebie. Tylko że w przypadku tak
zróżnicowanej floty, bliskość czasów na mecie oznacza
ogromne różnice po przeliczeniu. Walka bezpośrednia
jachtów o znacząco różnych współczynnikach oznacza
przegraną szybszego jachtu.
To trochę jak w zawodach na orientację, gdy zespoły na
trasę ruszają co pewien czas. Jeżeli jakiś zespół dogoni
ten z przodu i dalej idą niejako razem, oznacza to, że
ten zespół z tyłu jest w bardzo korzystnej sytuacji.
Odwrotnie zupełnie, niż ten zespół z przodu.
W regatach jest podobnie o tyle, że jeżeli dwa jachty o
różnych osiągach płyną długo obok siebie, to dla
szybszego jachtu jest to klęska, a dla wolniejszego -
sukces.
Najpierw pomyślmy, czy zaprezentowane wyniki regat
odpowiadają rzeczywistości. Zastosowana metoda liczenia
wyników, oparta o tabelkę osiągów, jest tą najbardziej
zaawansowaną metodą. Ale co z podaną trasą regat?
Zastosowana została trasa predefiniowana, bo nie dało
się zrobić trasy konstruowanej.
Co zawiera w sobie trasa predefiniowana? Zawiera w sobie
w procentowych proporcjach wiatry z różnych kierunków.
Czy tak było? Był długi baksztag, przechodzący coraz
bardziej w kursy pełne i bardzo pełne. Potem sporo
halsówki i końcówka już różna dla poszczególnych
jachtów, ale na szczęście dość krótka.
Czyli to jest w miarę zgodne - czyli trasa
predefiniowana mniej więcej odpowiada trasie regat.
Dalej - czy były na trasie momenty zmieniające sytuację
między jachtami w różnych miejscach stawki? Było trochę
takich momentów. Przede wszystkim, nie wszystkie jachty
po Salvorev miały od razu halsówkę. Czołówka była w tym
momencie trochę uprzywilejowana. Za to potem jachty na
dalszych pozycjach miały silniejszy i korzystny wiatr.
Czy to się jakoś wyrównało? Trochę tak. Cisze, a raczej
bardzo słaby wiatr, dotknęły chyba wszystkie jachty.
Przy czym warto pamiętać, że dla szybszych jachtów czas
w ciszy biegnie szybciej.
Już po ogłoszeniu wyników, zostałem poproszony o to, co
sam zrobiłem wcześniej. Padło pytanie, o ile wcześniej
musiałby przypłynąć pierwszy jacht, czyli BluesInA, żeby
wygrać? Symulacja pokazała, że o ponad 8 godzin.
Ponieważ z pokładu tego właśnie jachtu usłyszałem dość
dokładną relację, mogę opisać, co się składa na te 8
godzin straty
Pierwszy problem to awaria szotu foka i naprawianie tego
na dziobie i w ciężkich warunkach.
Druga awaria to awaria grota, którego długi czas nie
dało się rozrefować. Razem obie awarie zabrały
(szacowanie z sufitu!) około 4 godziny. Ale trzeba
pamiętać o zmęczeniu żeglarza po usunięciu tych awarii.
Duży wysiłek, brak snu się zawsze odbijają, zwłaszcza w
regatach samotników. Kolejna godzina, może dwie. Zostały
dwie godziny, których już się nie da przypisać do rzeczy
oczywistych.
To niby dużo, ale nie na tak długiej trasie.
Zrobiłem obliczenia, o ile BluesInA oraz GoodSpeed
musiałyby płynąć szybciej, żeby osiągnąć czas podobny do
zwycięzcy.
Wyniki w tabelce.
| czas rzeczywisty |
czas szybszy |
prędkość średnia |
pr. średnia
szybsza |
różnica | |
|---|---|---|---|---|---|
| BluesInA | 78,25 | 8,5 | 5,99 | 6,72 | 0,73 |
| GoodSpeed | 78,70 | 2,0 | 5,96 | 6,11 | 0,16 |
Jak widać, nie jest to bardzo wiele (pomijając awarie
BIA).
Z drugiej strony zwycięzca wyrobił nad resztą stawki
bardzo dużą przewagę. Płynął zazwyczaj sam, na
wolniejszym jachcie. Być może samotność pozwoliła mu
wybierać dobre rozwiązania, bez sugerowania się tym, co
robi konkurencja na innych przecież jachtach.
Ale z tego co widzę, to stawiam na bardzo dobre
przygotowanie jachtu i do warunków i w ogóle bardzo
dobre przygotowanie jachtu, oraz bardzo istotne dobre
przygotowanie sternika. Dużo pływania na tym samym
jachcie, i turystycznie, i regatowo, musiało
zaprocentować. Kuba poznał swój jacht bardzo dobrze, a w
żeglując bardzo dużo turystycznie i regatowo, miał czas
i warunki na testowanie.
Istotne jest także dobre zgranie jachtu z formułą ORC.
Czyli na jachcie jest to co potrzebne, nic za dużo.
Niedocenianym czynnikiem w regatach samotnych jest
wielkość jachtu. Jacht mniejszy jest łatwiej obsłużyć, a
już zwłaszcza w sytuacjach awaryjnych. Jest jakaś
rozsądna wielkość, gdy jacht nie jest za wolny i za
mały, a jednocześnie nie jest zbyt trudny w obsłudze dla
samotnego żeglarza.
Relacja z innego jachtu pozwoliła mi na ciekawy wniosek,
oraz może odkryć pewną lukę w formule ORC. A raczej nie
lukę, ale zbytnie zaufanie formuły do umiejętności
załóg. Chodzi o wytyk/spinakerbom stosowany do
prowadzenia na kursach pełnych żagli przednich.
Pogorszenie świadectwa, gdy wpisujemy do niego wytyk
(nie mając spinakera) jest bardzo niewielkie. O wiele
większa jest korzyść ze stosowania wytyku na kursach
pełnych.
Zapewne program zakłada, że załoga potrafi dobrze
prowadzić sztaksle na kursach pełnych bez wytyku.
Obawiam się (wiem choćby po sobie), że to nie jest
prawda. Tym bardziej w żegludze samotnej, w długich
regatach i w ciężkiej pogodzie. Czyli straty w żegludze
spowodowane tym, że nie ma się wytyku, są o wiele
większe niż straty na świadectwie, gdy się ten wytyk w
nim umieści.
Wnioski?
Pierwszy jest taki, że trudno jest, samotnemu
żeglarzowi, wyduszać ze swojego jachtu jego maksymalne
możliwości. Drobne błędy w prowadzeniu jachtu
przekładają się na duże straty. Drugi wniosek jest taki,
że niebagatelne znaczenie miało prawidłowe rozegranie
halsówki na powrocie. Jak to komu się udało, można
ocenić na podstawie trackingu.
Trzeci jest taki, że jachty powinny być gotowe do
szybszego pływania w słabym wietrze. Tutaj można bardzo
dużo stracić o ile ten słaby wiatr się trafi. I nie
chodzi tylko o żagle „dodatkowe”.