Artykuł
został opublikowany w roku 2017, we wrześniu 2024 trochę
uaktualniony, w sierpniu 2025 znów uaktualniony
Najpierw wstęp, dość emocjonalny, który wyjaśnia czemu w
ogóle sposób liczenia wyników w klasie ORC jest tak bardzo
ważny. Ważny zwłaszcza dla uczestników regat, dla
armatorów i załóg.
Najpierw armator jachtu, czy sternik, dokonuje naprawdę
dużego wysiłku robiąc pomiary i w efekcie świadectwo ORC.
Wysiłek jest duży, bo pomiary trzeba przygotować. Trzeba
na lądzie wykonać pomiary pędnika, sprawdzić kadłub,
czasami wykonać skan kadłuba. Mierzy się maszt i ogólnie
wymiary takielunku. Mierzy się żagle. Oraz wykonuje się
pomiary na wodzie, czyli pomiary wolnych burt oraz próbę
przechyłów. Same pomiary na wodzie trwają dość długo, ale
jeszcze gorsze jest przygotowanie jachtu do pomiarów:
przygotowanie trymu pomiarowego. Trzeba niemal wszystko z
jachtu wynieść, trzeba sprawdzić stan zbiorników, zęz i
tak dalej i tak dalej. Trzeba zgrać to z dobrą pogodą,
czyli brakiem wiatru. Trzeba przygotować wytyki, ciężary
(czasami duże), łódkę do pływania wokół jachtu, miejsce
przy pomoście.
To wszystko zajmuje mnóstwo czasu, wymaga zaangażowania
załogi, wymaga odpowiednich warunków.
A potem za to wszystko trzeba zapłacić, często duże kwoty.
Potem, przed sezonem, świadectwo trzeba odnowić, za co się
płaci. Trzeba dopilnować ewentualnych zmian na jachcie (co
wymaga pomiarów uzupełniających). W końcu mamy świadectwo,
wymęczone, cenne. Świadectwo oparte na badaniach
naukowych, co roku uzupełnianych. Świadectwo, które w
wyniku daje nam nie jeden współczynnik do przeliczeń, ale
całą charakterystykę jachtu. Charakterystykę prędkości
jachtu na różnych kursach względem wiatru i przy różnej
sile wiatru.
Przychodzą regaty, do których także trzeba się
przygotować. Trzeba za nie zapłacić, trzeba zebrać załogę,
trzeba przygotować jacht, trzeba go doprowadzić na miejsce
startu i ogarnąć całą związaną z tym logistykę. To znów
czas, czas, i koszty. Ale jesteśmy na tychże regatach.
Chcemy się ścigać, chcemy wiedzieć jak kto wypadł, jak
popłynął.
Mamy do tego celu formułę, która cały czas podkreśla, że
jako jedyna na świecie korzysta z charakterystyki jachtu,
potrafi uwzględnić (w pewnym zakresie) warunki jakie
panowały na wodzie.
Brzmi cudownie, pięknie i fantastycznie.
A jak jest w praktyce? Czasami, podkreślam: czasami, cały
ten wysiłek włożony i w wyrobienie świadectwa i sam
wysiłek startu w regatach zostaje zniweczony,
wykastrowany, zniszczony przez organizatora i/lub komisję
sędziowską. Komisję w sensie osób odpowiedzialnych za
przygotowanie danych, oraz za liczenie wyników.
Czy można się dziwić, że świadomych tematu sterników i
armatorów szlag wtedy trafia?
Beztroskie stwierdzenie sędziego, że nie było czasu
zmierzyć długości trasy (lub co gorsza zostało to źle
zrobione), że wybrano prostą (i beznadziejną!) metodę
liczenia wyników, bo tak łatwiej, bo nie było programu,
świadectw, listy startowej i tak dalej i tak dalej
wywołuje u zawodników... może lepiej nie napiszę, co
wywołuje...
To był wstęp, który miał przygotować grunt pod dalsze
konkrety i który ma uświadomić ważność problemu liczenia
wyników.
W ORC jest kilka różnych metod liczenia wyników, a jeszcze
niektóre mają różne warianty.
Ale zacząć trzeba od jednej ważnej rzeczy, od rodzajów
wyścigów. Wyścigi w ORC dzielą się na dwie główne grupy, i
dla tych dwóch głównych grup wyliczane są współczynniki
proste typu ToT czy ToD i kilka innych. Wyścig typu
windward/leeward (up-down) to wyścig, w którym występują
prawie wyłącznie kursy na wiatr i z wiatrem, w proporcjach
około 50%. Czemu prawie i czemu około? Bo dopuszczalne są
offsety na górnym znaku i lekkie przesunięcie dolnej boi
zwrotnej oraz przesunięcie mety w stosunku do startu.
Każdy inny wyścig jest wyścigiem typu offshore (potem
nazwane coastal/long distance a aktualnie nazywane All
purpose).
Ten podział jest bardzo ważny, bo oznacza inną zasadę
wyliczania współczynników prostych.
Dla wyznaczenia współczynników dla wyścigu W/L brane są z
tabelki osiągów jachtu tylko kursy na wiatr i z wiatrem.
Dla innych wyścigów uwzględniane są także inne kursy, w
różnych proporcjach (trochę baksztagów, trochę halsówki,
trochę żużli i fordewindu). Macierz branych pod uwagę
wiatrów jest opisana w dokumentacji i zależy od rodzaju
przyjętej tras. Inaczej będzie dla coastal/long distance,
inaczej dla All purpose a jeszcze inaczej dla różnych
lokalnych wariantów w niektórych krajach.
Zacznijmy od kiedyś ulubionej u nas, dalej lubianej przez
ORC metodzie Time On Time. W skrócie ToT. Metoda jest
prosta: mamy czas przebycia trasy przez jacht, mnożymy go
przez współczynnik, otrzymujemy czas skorygowany.
Wszystko. Jest to metoda beznadziejna. A to dlatego, że
niezależnie od warunków, różnice czasu między jachtami są
zawsze stałe. Czyli w czasie godzinnego wyścigu jeden
jacht musi być przed drugim o stałą wartość sekund.
Niezależnie od tego, jak wiało, niezależnie od tego, jaka
była trasa. Czyli i w słabym wietrze, i w silnym, te
różnice są takie same.
Co to znaczy, chyba nie muszę tłumaczyć. Natomiast jest to
metoda bardzo wygodna dla sędziów, bo nie wymaga od
komisji niczego. A wyniki można policzyć Excelem lub
kalkulatorem.
Druga metoda, to metoda Time On Distance. Wbrew pozorom
jest to znaczący krok w górę. Gdyż metoda ta uwzględnia
czas płynięcia jachtu oraz długość trasy. Jeżeli wiało
słabo i przez godzinę udało się przepłynąć trzy mile, to
wynik będzie inny, niż gdy wiało mocniej i jacht w ciągu
godziny pokonał mil np. pięć. Dalej nie jest to
korzystanie z charakterystyki jachtu, ale jednak zmiana
jest znacząca - zerwaliśmy ze stałymi różnicami czasowymi
na jednostkę czasu wyścigu.
Czas skorygowany = czas trasy - ((współczynnik ToD -
współczynnik ToD min) * długość trasy).
Współczynnik ToD min to współczynnik najszybszego jachtu w
grupie.
Rozbudową, czy pewnym poprawieniem obu powyższych metod,
jest rozbicie obu współczynników na trzy różne, w
zależności od siły wiatru na trasie. Metoda nazywa się
Triple Number i jedyna różnica w stosunku do wcześniej
opisanych polega na wybraniu jednego współczynnika z
trzech dostępnych (dla wiatru słabego, średniego lub
silnego).
Czy to duża zmiana na plus? Wbrew pozorom nie bardzo duża,
choć oczywiście jest. Przede wszystkim dlatego, że do
obliczeń danego współczynnika zawężana jest w matrycy siła
wiatrów. To plus.
Minusy: po pierwsze zawsze będą kontrowersje, jaki
współczynnik wybrać do obliczeń, gdy wiatr był zmienny co
do siły. Po drugie, dla wielu jachtów różnice osiągów dla
współczynnika LOW (dla wiatru słabego) będą bardzo duże.
Granice są takie: low - wiatr do 9 węzłów, medium - wiatr
powyżej 9 węzłów do 14, high - wiatr powyżej 14 węzłów.
Otóż dla wiatru słabego, dla wielu jachtów, zwłaszcza
cięższych, różnica w osiągach między wiatrem 6 węzłów a
wiatrem 9 węzłów jest olbrzymia. A gdy do tego dojdzie
niewielka fala, to już w ogóle.
Dlatego metoda triple number będzie oczywiście lepsza od
pojedynczych współczynników, ale to dalej jest liczenie
wyników metodą prostą.
Zasadniczą zmianą i rewolucją jest korzystanie z wariantów
metody PCS (od Performance Curve Scoring)
czyli oparcie się na charakterystyce prędkości jachtu.
Czemu krzywa? Otóż jest to krzywa osiągów, zbudowana na
podstawie tabelki osiągów, dla danej siły wiatru oraz dla
panujących na trasie kierunków wiatrów. Na osi pionowej
mamy ilość sekund potrzebnych na pokonanie jednej mili, na
osi poziomej siłę wiatru. Wartości tej krzywej mogą być
uzyskane na podstawie podanych kierunków wiatrów na
trasie, i to jest ta wersja liczenia wyników
najdoskonalsza i najbardziej zaawansowana, lub można
skorzystać z wariantów tras predefiniowanych.
Predefiniowanych wariantów jest kilka, ale główne są dwa.
Trasa typu windward/leeward, czyli znany nam już przykład
wyścigu góra-dół.
Druga trasa, najważniejsza dla nas, to trasa typu All
purpose, gdzie zakłada się procentowo różne kierunki
wiatru podczas wyścigu, wg podanej w dokumentacji matrycy
wiatrów.
Trzecia trasa, dawniej stosowana i wyparta przez All
purpose to trasa typu coastal/long distance.
Ta trzecia trasa nie została wyparta całkiem, można z niej
korzystać i czasami będzie ona lepszym przybliżeniem od
trasy All purpose.
Gdy mamy wyścig, w którym możemy podać dokładnie,
stosunkowo dokładnie, jaki był kierunek wiatru na
poszczególnych bokach trasy, to korzystamy z metody
„kursów konstruowanych” (constructed course).
Wtedy w programie definiujemy całą trasę, podzieloną na
boki, i podajemy jaki kierunek wiatru, na danym boku, był
podczas wyścigu. Taką trasę przypisuje się do danego
wyścigu, a program liczy wyniki.
To wszystko brzmi pięknie, ale z jednym ważnym
zastrzeżeniem. Metody oparte o PCS nie działają poprawnie,
jeżeli na akwenie regat występują prądy o znaczących
prędkościach. Programy do liczenia wyników nie potrafią,
jak na razie (podkreślam: na razie!) uwzględnić wpływu
prądów. Wtedy rzeczywiście stosowanie metody Time On Time
ma sens, skoro i tak wszystko staje się mocno przybliżone.
U nas, na szczęście, to ograniczenie nie występuje i nie
ma powodów, żeby z metod opartych na PCS nie korzystać. W
przyszłości, gdy programy zostaną rozbudowane, tym
bardziej. Jest też drugi aspekt sprawy. Metody proste są
tym gorsze im bardziej flota jachtów jest zróżnicowana. A
u nas właśnie tak jest, bo ścigają się ze sobą, w jednych
grupach, jachty z różnych epok.
Pozostaje pytanie, jaką metodę wybrać i jak zdefiniować
warunki na trasie. Otóż to zależy. W przypadku wyścigu
góra-dół sprawa jest prosta. Albo definiujemy trasę albo
wybieramy wariant predefiniowany. Dla wszystkich
pozostałych wyścigów w zasadzie należy wybierać metodę PCS
All purpose. W zasadzie, gdyż czasami jest to przybliżenie
gorsze od przybliżenia wynikającego z prostego stworzenia
kursu konstruowanego.
Konkretne przykłady. Regaty Otwarcia Sezonu JKMW Kotwica z
maja roku 2017 odbyły się na trasie Gdynia - GD - Gdynia.
Był to klasyczny przykład trasy W/L bo do GD była
halsówka, a z GD spinaker z przebrasowaniami. Otóż takie
przybliżenie nam wystarcza.
Tak samo można było przyjąć kurs konstruowany w
zeszłorocznych regatach Sailbook Cup, na trasie z Visby do
Sopotu. Wiało przez dwa dni z północy, trasa od Gotska
Sandon do Sopotu była całkowicie spinakerowa i przyjęcie
kierunku wiatru dokładnie w osi trasy jest dobrym
przybliżeniem.
Podobnie było w Regatach Otwarcia Sezonu AKM: halsówka od
startu do mety, czyli przyjęcie wiatru w osi trasy też
daje znakomite przybliżenie. To samo dotyczy trzeciego
wyścigu ŻPT, halsówka od startu do mety. Tutaj ważna
uwaga. Dla kursów ostro na wiatr i dla kursów pełnych,
zmiany kąta wiatru w stosunku do trasy o zakres, który nie
wykracza poza kąt martwy przy halsówce i podobnie przy
kursach spinakerowych, bardzo mało wpływa na wyniki
wyścigu. Czyli tutaj idealna dokładność nie ma znaczenia,
choć oczywiście zawsze należy podawać wiatr tak dokładnie,
jak jesteśmy w stanie.
Czwarty wyścig w ŻPT, na baksztagowej trasie z Górek do
Gdyni, jest już trudniejszy. W tym wypadku zmiany kąta
kierunku wiatru mają większe znaczenie i już nie należy
beztrosko przyjmować kierunku wiatru bez zmierzenia na
trasie. Można oprzeć się na odczycie z dobrze
skalibrowanego wiatromierza na jachcie, który w regatach
startował i do którego opinii mamy zaufanie. Być może
ostatnie zdanie część czytelników oburzy, ale jest to
także dobre i rozsądne przybliżenie warunków. Wszystkie
metody dozwolone.
Ktoś zapyta, czemu nie podaje się siły wiatru. Otóż można
to zrobić w bardzo specyficznych sytuacjach, ale zazwyczaj
nie ma potrzeby. Znając rodzaj trasy, jej długość i czas
przebycia trasy przez pierwsze jachty na mecie (nie jeden
jacht a więcej i z różnymi wagami!), program oblicza
średnią wartość siły wiatru (Implied Wind) i ta wartość
jest przyjmowana dla pozostałych jachtów.
Ważne i do podkreślenia. Chodzi zawsze o to, żeby program,
czy raczej człowiek liczący wyniki, przyjmował dane, które
najlepiej oddają warunki podczas wyścigu. Bo wtedy do
obliczenia prędkości brane są parametry jachtu dla
konkretnych kursów.
Dlatego przyjęcie średniej wartości kierunku wiatru w
metodzie kursów konstruowanych, dla danych boków trasy,
będzie i tak lepsze, niż stosowanie metody prostej.
Zwłaszcza gdy trasa była w zasadzie jednobokowa (tylko
spinaker, tylko halsówka, tylko żużel). Dlatego też
budowanie kursów konstruowanych nie jest wcale trudne i
nie wymaga aptekarskiej dokładności. Bo wyniki i tak będą
bliższe prawdy niż wyliczone metodą prostą, albo metodą
opartą na PSC, ale dla źle przyjętego kursu
predefiniowanego.
Tak naprawdę to należy być rzeczywiście dokładnym w
podawaniu długości trasy, ale to akurat jest do zrobienia.
Pozostaje do omówienia nowa metoda WRS (Weather Routing Scoring) oraz opisanie dostępnych
programów do liczenia wyników w klasie ORC.
To w drugiej części