Regaty i narzekanie na wszystko,
czyli jak w końcu wystartować.
29.09.2021

Co jakiś czas można usłyszeć lub przeczytać różne narzekania na wszystko związane z regatami, które tak naprawdę są pretekstami, żeby za start, albo za przygotowanie do regat, się nie zabrać.

Czemu preteksty? Właśnie nie wiem. Nie prościej powiedzieć, że albo regaty nas nie interesują, albo nie umiemy czy boimy się za to zabrać? Oczywiście każdy ma prawo się bać. Tak samo jak i narzekać. O ile to narzekanie ma jakiś sens i jakąś poważną przyczynę.
Jakie narzekania słyszałem przez ostatnie lata? Sporo tego.
Koszt uzyskania świadectw, nierzetelne świadectwa, licencje amatorskie (tutaj cala lista zarzutów do PZŻ), chamstwo innych sterników, łamanie przepisów (przez sędziów, przez uczestników, przez organizatorów), bezsens startu w grupie open, bezsens startu w klasach KWR czy ORC (i tutaj cała seria bardziej szczegółowych zarzutów, głównie o tym, jak to wyniki są wypaczone), wymagania OSR (dyskusja na kilka dni), inspekcje bezpieczeństwa i klasowe, konflikty terminów, mój jacht nie jest gotowy, niechęć w ogóle do podporządkowania się jakimkolwiek przepisom ze swojej strony, brak czasu na wszystko, a w ogóle to w Polsce wszystko jest do bani (zły podział na grupy, brak podziału na grupy, złe liczenie wyników).
To co powyżej, jest albo mało istotne, albo nieprawdziwe. Kilka problemów jest rzeczywiście, ale do tego dochodzi się na pewnym poziomie.
Z narzekaniem rozprawię się w treści artykułu.
 
To był wstęp, teraz proponuję spojrzeć na temat z innej strony. Mamy jacht, pływamy po morzu.
Zadajmy sobie „zajebiście ważne pytanie” (że podeprę się klasykiem): czy lubimy regaty?
Są osoby, które nie lubią rywalizacji w ogóle. Są osoby, które lubią inną rywalizację (brydż, szachy, bilard, maraton, wiele innych), ale regat z różnych powodów nie lubią. Tak bywa, każdy ma swoje ułomności.
Ale jeżeli odpowiedź na ważne pytanie jest pozytywna, to idźmy dalej.
Idźmy dalej także w sytuacji, gdy regat nie znamy, ale chcemy spróbować.
Tak naprawdę ten artykuł jest najbardziej dla tych, którzy chcą spróbować.

Gdzie chcemy startować w regatach? Tutaj może być różnie: chcemy, ale nie w Polsce, chcemy ale tylko w wybranych (Bitwa, Polonez), chcemy właśnie u nas.

Co trzeba zrobić, żeby wystartować w regatach na swoim jachcie?
Absolutne minimum to:
1. Ubezpieczenie OC na kwotę minimum 1,5 mln euro (zazwyczaj taka kwota jest wymagana u nas)
2. Licencja amatorska
3. Wyposażenie jachtu zgodne z kategorią OSR w danych regatach, jeżeli jest wymagane.

Podstawowym dokumentem, od którego zaczyna się przygotowanie, to Zawiadomienie o Regatach, w skrócie ZoR (lub NoR w wersji angielskiej). Tam jest wiele przydatnych informacji. Właśnie wymagane dokumenty, podział na klasy, terminy wyścigów, wymagane wyposażenie.

Ad. 1. Ubezpieczenie trzeba załatwić, być i już. Być może wystarczy tylko doubezpieczyć jacht na dane regaty. To jest do ustalenia ze swoim ubezpieczycielem, ewentualnie wchodzi w grę wyrobienie dodatkowej polisy.
Ad. 2. To nowy wymóg, licencję wyrabia się na dany rok kalendarzowy przez PZŻ, kosztuje 10 zł.
Daje w zamian zgodę na reklamę na własnym jachcie, jeżeli ten własny jacht jakąś reklamę ma. Choćby w nazwie jachtu, zamieszczonych logo, adresów stron www i tak dalej.
Ad. 3. O wyposażeniu OSR już było. Trzeba sprawdzić, jakiej kategorii OSR są dane regaty. Może żadnej, wtedy niczego nie musimy mieć.

Jeżeli od razu, albo po czasie, dojdziemy do wniosku, że jednak grupy OPEN nie są dla nas (bardzo słuszna konkluzja), to pozostaje nam klasa KWR albo ORC. W praktyce najlepiej mieć oba świadectwa.
Jakie świadectwo jest dla kogo mówi stary tekst.
Jak zrobić konkretne pomiary także już było, w artykule tutaj.

Jeżeli jesteśmy obrażeni na PZŻ, na licencje, na słabe regaty, złe liczenie wyników, na sędziów, na kolegów z innych jachtów, wtedy możemy startować za granicą.
Możemy wybrać grupy OPEN, jasne. Możemy wybrać jakiś lokalny przelicznik (np. LYS), ale na nich się nie znam. Możemy wybrać bardzo popularny przelicznik IRC. I tutaj mały zonk.
Żeby mieć IRC, trzeba zrobić, uwaga uwaga, pomiary. Można też uzyskać bez problemów świadectwo IRC, mając świadectwo ORC. O tej zalecie posiadania świadectwa ORC jakoś mało się mówi, a sprawa jest ważna, jeżeli np. chcemy startować w Fastnecie czy różnych regatach w Wielkiej Brytanii, na Morzu Śródziemnym i tak dalej.
Startując na zachodzie (ale także np. w Estonii) przekonamy się boleśnie, że ubezpieczenie OC jest wymagane absolutnie, że wymagane jest wyposażenie zgodne z OSR, że nawet wymagany jest czasami kwit potwierdzający naszą przynależność do związku żeglarskiego w danym kraju (czyli do PZŻ). Tutaj licencja amatorska jest jak znalazł.
Przekonamy się także, że IRC jest przelicznikiem skonstruowanym na zasadzie KWR-u, a wyniki regat, czy to w ORC czy w IRC, są liczone bardzo prostymi metodami typu TimeOnTime.
W Polsce jest z tym o wiele lepiej.

Podsumujmy.
Jeżeli chcemy wystartować to załatwiamy ubezpieczenie, licencję, wyposażenie na jachcie.
Jeżeli chcemy startować w przelicznikach, to trzeba pomiary zrobić, poświęcić na to czas i wysiłek. Na KWR jeden dzień i trochę wysiłku, na ORC dzień-dwa i trochę wysiłku.
To naprawdę nie jest tak bardzo dużo i szkoda czasu na narzekanie. Po prostu trzeba to zrobić. Są gorsze rzeczy w życiu.

Pozostaje kwestia kosztów. Świadectwo KWR kosztuje tyle co koszt dźwigu, plus oczywiście wysiłek i czas.
Świadectwo ORC kosztuje więcej, tylko że różnie, w zależności od rodzaju: club czy international.
Koszt pomiarów jest też różny, zależy od tego, jakie pomiary robimy. Dużo zależy od tego, czy jacht (dany model) ma swój plik kadłuba i jakiej jakości jest ten plik. Cennik pomiarów jest podany na stronie PZŻ (lokalna wersja tutaj).
Odnowienie świadectwa na dany rok to koszt opłaty na rzecz ORC (78 lub 46 euro) oraz opłata na rzecz biura głównego mierniczego (185 lub 85 złotych).