Co jakiś czas można usłyszeć lub przeczytać
różne narzekania na wszystko związane z regatami, które
tak naprawdę są pretekstami, żeby za start, albo za
przygotowanie do regat, się nie zabrać.
Czemu preteksty? Właśnie nie wiem. Nie prościej
powiedzieć, że albo regaty nas nie interesują, albo nie
umiemy czy boimy się za to zabrać? Oczywiście każdy ma
prawo się bać. Tak samo jak i narzekać. O ile to
narzekanie ma jakiś sens i jakąś poważną przyczynę.
Jakie narzekania słyszałem przez ostatnie lata? Sporo
tego.
Koszt uzyskania świadectw, nierzetelne świadectwa,
licencje amatorskie (tutaj cala lista zarzutów do PZŻ),
chamstwo innych sterników, łamanie przepisów (przez
sędziów, przez uczestników, przez organizatorów),
bezsens startu w grupie open, bezsens startu w klasach
KWR czy ORC (i tutaj cała seria bardziej szczegółowych
zarzutów, głównie o tym, jak to wyniki są wypaczone),
wymagania OSR (dyskusja na kilka dni), inspekcje
bezpieczeństwa i klasowe, konflikty terminów, mój jacht
nie jest gotowy, niechęć w ogóle do podporządkowania się
jakimkolwiek przepisom ze swojej strony, brak czasu na
wszystko, a w ogóle to w Polsce wszystko jest do bani
(zły podział na grupy, brak podziału na grupy, złe
liczenie wyników).
To co powyżej, jest albo mało istotne, albo
nieprawdziwe. Kilka problemów jest rzeczywiście, ale do
tego dochodzi się na pewnym poziomie.
Z narzekaniem rozprawię się w treści artykułu.
To był wstęp, teraz proponuję spojrzeć na temat z innej
strony. Mamy jacht, pływamy po morzu.
Zadajmy sobie „zajebiście ważne pytanie” (że podeprę się
klasykiem): czy lubimy regaty?
Są osoby, które nie lubią rywalizacji w ogóle. Są osoby,
które lubią inną rywalizację (brydż, szachy, bilard,
maraton, wiele innych), ale regat z różnych powodów nie
lubią. Tak bywa, każdy ma swoje ułomności.
Ale jeżeli odpowiedź na ważne pytanie jest pozytywna, to
idźmy dalej.
Idźmy dalej także w sytuacji, gdy regat nie znamy, ale
chcemy spróbować.
Tak naprawdę ten artykuł jest najbardziej dla tych,
którzy chcą spróbować.
Gdzie chcemy startować w regatach? Tutaj może być
różnie: chcemy, ale nie w Polsce, chcemy ale tylko w
wybranych (Bitwa, Polonez), chcemy właśnie u nas.
Co trzeba zrobić, żeby wystartować w regatach na swoim
jachcie?
Absolutne minimum to:
1. Ubezpieczenie OC na kwotę minimum 1,5 mln euro
(zazwyczaj taka kwota jest wymagana u nas)
2. Licencja amatorska
3. Wyposażenie jachtu zgodne z kategorią OSR w danych
regatach, jeżeli jest wymagane.
Podstawowym dokumentem, od którego zaczyna się
przygotowanie, to Zawiadomienie o Regatach, w skrócie
ZoR (lub NoR w wersji angielskiej). Tam jest wiele
przydatnych informacji. Właśnie wymagane dokumenty,
podział na klasy, terminy wyścigów, wymagane
wyposażenie.
Ad. 1. Ubezpieczenie trzeba załatwić, mieć je i
już. Być może wystarczy tylko doubezpieczyć jacht na
dane regaty. To jest do ustalenia ze swoim
ubezpieczycielem, ewentualnie wchodzi w grę wyrobienie
dodatkowej polisy.
Ad. 2. To nowy wymóg, licencję wyrabia się na dany rok
kalendarzowy przez PZŻ, kosztuje 30 zł.
Daje w zamian zgodę na reklamę na własnym jachcie,
jeżeli ten własny jacht jakąś reklamę ma. Choćby w
nazwie jachtu, zamieszczonych logo, adresów stron www i
tak dalej.
Ad. 3. O wyposażeniu OSR już było.
Trzeba sprawdzić, jakiej kategorii OSR są dane regaty.
Może żadnej, wtedy niczego nie musimy mieć.
Jeżeli od razu, albo po czasie, dojdziemy do wniosku, że
jednak grupy OPEN nie są dla nas (bardzo słuszna
konkluzja), to pozostaje nam klasa KWR albo ORC. W
praktyce najlepiej mieć oba świadectwa.
Jakie świadectwo jest dla kogo mówi stary tekst.
Jak zrobić konkretne pomiary także już było, w artykule tutaj.
Jeżeli jesteśmy obrażeni na PZŻ, na licencje, na słabe
regaty, złe liczenie wyników, na sędziów, na kolegów z
innych jachtów, wtedy możemy startować za granicą.
Możemy wybrać grupy OPEN... No właśnie nie. Grupy bez
przeliczeń, czyli nasze OPEN, w regatach poza Polską
zdarzają się wyjątkowo. Zdecydowana większość regat
odbywa się w przelicznikach. Takich czy innych, ale
jednak. To oznacza, że jakiś przelicznik, współczynnik,
trzeba mieć. Może on być wyznaczany bez pomiarów, ale
musi być. Może to być np. LYS lub Yardstick.
Innymi słowy, od przeliczników lub pomiarów nie da się
uciec. Może w Polsce, ale zobaczymy, jak długo.
Możemy wybrać bardzo popularny przelicznik IRC. I tutaj
mały zonk.
Żeby mieć IRC, trzeba zrobić, uwaga uwaga, pomiary.
Można też uzyskać bez problemów świadectwo IRC, mając
świadectwo ORC. O tej zalecie posiadania świadectwa ORC
jakoś mało się mówi, a sprawa jest ważna, jeżeli np.
chcemy startować w Fastnecie czy różnych regatach w
Wielkiej Brytanii, na Morzu Śródziemnym i tak dalej.
Startując na zachodzie (ale także np. w Estonii)
przekonamy się boleśnie, że ubezpieczenie OC jest
wymagane absolutnie, że wymagane jest wyposażenie zgodne
z OSR, że nawet wymagany jest czasami kwit
potwierdzający naszą przynależność do związku
żeglarskiego w danym kraju (czyli do PZŻ). Tutaj
licencja amatorska jest jak znalazł.
Przekonamy się także, że IRC jest przelicznikiem
skonstruowanym na zasadzie KWR-u, a wyniki regat, czy to
w ORC czy w IRC, są liczone bardzo prostymi metodami
typu TimeOnTime.
W Polsce jest z tym o wiele lepiej.
Podsumujmy.
Jeżeli chcemy wystartować to załatwiamy ubezpieczenie,
licencję, wyposażenie na jachcie.
Jeżeli chcemy startować w przelicznikach, to trzeba
pomiary zrobić, poświęcić na to czas i wysiłek. Na KWR
jeden dzień i trochę wysiłku, na ORC dzień-dwa i trochę
wysiłku.
To naprawdę nie jest tak bardzo dużo i szkoda czasu na
narzekanie. Po prostu trzeba to zrobić. Są gorsze rzeczy
w życiu.
Pozostaje kwestia kosztów. Świadectwo KWR kosztuje tyle
co koszt dźwigu, plus oczywiście wysiłek i czas.
Świadectwo ORC kosztuje więcej, tylko że różnie, w
zależności od rodzaju: club czy international.
Koszt pomiarów jest też różny, zależy od tego, jakie
pomiary robimy. Dużo zależy od tego, czy jacht (dany
model) ma swój plik kadłuba i jakiej jakości jest ten
plik. Cennik pomiarów jest podany na stronie PZŻ (lokalna wersja z
roku 2022 tutaj).
Odnowienie świadectwa na dany rok to koszt opłaty na
rzecz ORC (85 lub 50 euro) oraz opłata na rzecz biura
głównego mierniczego (100 złotych).