Wyścig B8 2022,
czyli kolejny raz...  ale to już było
27.06.2022

Trasę Wyścigu B8 znamy całkiem dobrze. Innymi słowy, nie był to nasz pierwszy raz. Bywało różnie, co już kilka razy opisywałem. Pytanie, czy warto pisać o tym samym ponownie?
I tak i nie. Nie warto, patrząc z punktu widzenia czytelników, których regaty interesują średnio.
No chyba, że były zdarzenia krew w żyłach mrożące. Tylko to się zdarza rzadko.
Inaczej na problem patrzą regatowcy, wiedząc, że te same regaty co roku mogą wyglądać inaczej.
Tak było teraz.
Popłynęliśmy tylko we dwoje, co na takiej trasie wcale nie jest złe. Manewrów jest mało, więc rąk do pracy aż tak wiele nie trzeba, a za to zamieszanie na jachcie mniejsze, co w długim wyścigu ma znaczenie.
Ale o tym mówiłem już w relacji z Biegu Kaprów 2022.

Regaty z Górek mają ten plus, że nie trzeba nigdzie płynąć. Logistyka jest prosta. Przyjechaliśmy do Górek przed godziną 15, z gratami (czyli ciuchy) oraz z jedzeniem i wodą.
Akumulator był naładowany po poprzednich regatach dzięki panelowi słonecznemu. W zasadzie wszystko było przygotowane, dolaliśmy tylko trochę wody do zbiornika.
Potem obiad w Galionie, przygotowanie jachtu do pływania, odprawa i oficjalny, dla nas, początek regat.
Oczywiście, po raz kolejny, musiałem się dopominać o wydrukowaną wersję Instrukcji Żeglugi.
Pamiętając zeszłoroczne regaty, skrupulatnie sprawdziłem, czy w GPS jest poprawna i nowa pozycja pławy zwrotnej przy platformie.
Na pokładzie mamy wydrukowane prognozy prądów (nieaktualne, bo niestety nie zawsze są one uaktualniane zgodnie z harmonogramem) oraz prognozy wiatru.
Prognozy mówią, że ma być baksztag prawego halsu. Nawet dość pełny. Wiatr z SE, niezbyt silny, ogólnie piękna pogoda.
Start jest o godzinie 19, więc wychodzimy o godzinie 18 (godzina przed startem to taka nasza norma). Ze względu na kierunek wiatru i fakt, że boją rozprowadzającą ma być pława GW, trzeba dopłynąć za pławę GW. Za nami wychodzi komisja, czyli motorówka Galion.
Komisja ustawia start, a my sprawdzamy kursy i ustawienie linii startu. Tym razem, niestety, trzeba startować przy komisji. Start grup ORC i OPEN jest wspólny, więc 16 jachtów spotka się na linii. My jesteśmy jachtem najmniejszym, największym jest „I love Poland”.

Sprawdzamy także co będzie po zmianie kursu na Hel. Konkretnie - na waypoint przy Helu. Wychodzi, owszem, baksztag, ale bardzo ostry, genakerowy. No i za co? Za jakie grzechy?
Waypointy dookoła półwyspu mamy własne, są przydatne. Przy regatach GWG czy do Łeby wykorzystujemy kilka z tych punktów, przy regatach B8 w zasadzie wystarcza jeden.
Pogoda jest super, wiatr około 10-12 węzłów, ciepło, bez chmur, bez fali przy tym kierunku wiatru.

W końcu start. Który wychodzi nam niezbyt dobrze, trochę spóźniony. Co widać na zdjęciu ze strony nordcup.pl.
I love Poland przemyka jak pocisk po naszej zawietrznej, ładnie lawirując między nami a Arietisem.

Ale jakoś sobie radzimy. przy pierwszej okazji odchodzimy w prawo i to był dobry pomysł.
Mijamy pławę GW wcale nie ostatni w stawce i stawiamy spinakera. Tym razem w górę idzie czarny, mniejszy i bardziej płaski. To drugie jest kluczowe przy tak ostrym wietrze.
Z pontonu robią nam kilka zdjęć.



Ruszamy, zerkając na jachty obok nas i za nami. Przed nami widać ILP, potem ładny, zielony asymetryk jachtu z foilami.
Określiliśmy ich nazwą foliarze (powinno być: foilarze), ale tylko z wygody, bez negatywnych skojarzeń!
Sytuacja na trasie się stabilizuje. Za nami Arietis i Double Scotch stawiają swoje genakery. Ale nie dajemy się. Doganiamy powoli Blue Horizon, który w końcu też stawia spinakera, ale z przygodami.
Zaczyna się etap pilnowania żagla, uważnego sterowania, zerkania na okolicę. Powoli zbliżamy się do półwyspu i zaczyna się dylemat. Prąd pewnie będzie korzystny, ale jak blisko warto podejść do brzegu? Chodzi o to, że przy brzegu wiatr może być słabszy. Ale na razie wiatr się trochę wypełnia, lekko rośnie i zaczyna się inny dylemat: zmienić spinakera czy nie? W końcu decyduję, że zmieniamy. Operacja jest nam znana i trwa dość szybko, ale to jednak zawsze strata. Ruszamy trochę szybciej, ale nie trwa to zbyt długo. Wiatr wraca na stary kierunek. I słabnie. Brzeg mijamy dość blisko, ale chyba optymalnie. Niestety, przy słabszym wietrze
Double Scotch nas dogania i z trudem i powoli, ale jednak wyprzedza. I to blisko nas. Wiatr trochę kręci. W końcu, około godziny 1 w nocy, decyduję, że czas znów zmienić spinakery. Ehhh. Podwójna strata na zbędne zmiany żagli. Włączamy na chwilkę autopilota i wspólnie zrzucamy dużego spinakera, przepinamy liny i stawiamy małego. Potem jeszcze trzeba złożyć zrzucony spinaker do torby. Ale to normalne i dobrze opanowane.

Tutaj dygresja, bo o stawianiu/zrzucaniu spinakerów było wiele dyskusji. Nasza metoda działa w każdej pogodzie, w każdych warunkach, nie wymaga wychodzenia z kokpitu (poza wyjściem do spinakerbomu, ale w tym wypadku nie trzeba), spinaker bez problemów można złożyć w kabinie.

Zmieniliśmy się przy sterze już jakiś czas temu. Noc jest piękna i dość jasna. W kokpicie na czerwono świecą kompas i ekrany elektroniki. Z kabiny widać poświatę naszej czerwonej lampki, która nie męczy oczu i dodatkowo tworzy przyjemny nastrój.
O drugiej w nocy proponuję kanapki i herbatę. Na jachcie każda pora na jedzenie jest dobra!
Przy okazji sprawdzam na AIS-ie jak wygląda sytuacja. Są drobne fluktuacje. Gdy wiatr robi się ostrzejszy, DS nam ucieka, gdy pełniejszy - to przeciwnie.
Zresztą, kontrola na AIS-ie jest stała podczas długich regat, pozwala zobaczyć, jak płyną sąsiedzi i może jaki mają wiatr. Ekran plotera mamy w kabinie, ale to w niczym nie przeszkadza. I tak trzeba czasami wejść do środka, choćby żeby coś zjeść, ubrać się cieplej, albo skorzystać z WC.
No właśnie, niby jest dość ciepło, ale bez czapki zimowej na głowie ani rusz. Jedno z nas steruje i kontroluje żagle, drugie w tym czasie próbuje drzemać w kokpicie. Ale nie chce nam się zbytnio spać.
Powoli robi się jaśniej. Czerwcowa noc jest bardzo krótka. Wiatr zaczyna się wypełniać i rośnie. Znów zmieniamy spinakera. Regaty to walka, a skoro mamy być jak Tabarly... ;)
Wiatr nie jest silny, 12-14, czasami 16 węzłów. Żegluga jest świetna, spać się odechciało.
Z dużej odległości słyszymy rozmowy jachtów przed nami z operatorem platformy B8. Oceniamy czas i odległość. Nie wygląda to źle. Tylko szkoda, że
Double Scotch jest przed nami.
W ogóle pojedynek z Double Scotch jest powtórką z zeszłego roku. Wtedy też całą trasę byliśmy blisko siebie, co bardzo mobilizuje do wysiłku.
Na razie spotykamy jachty, które wracają. Niektóre mijają nas bardzo blisko, niektóre odchodzą w naszą lewą stronę. Na trackingu widać, że wiatr jednak kręcił i koncepcje na powrót były różne. Poza tym, powrót ostro na wiatr, wymagał pilnowania kursu, co nad ranem nie zawsze jest takie proste.
Dość blisko minęła nas Moana X, a Kuba zrobił nam kilka zdjęć. Są bardzo romantyczne... ;)




W końca i nasza pora. Stawiamy genuę, zrzucamy spinakera, odrobinę za wcześnie. Każda sekunda się liczy! Robimy na boi zwrot przez rufę, ustawiamy żagle i meldujemy się do platformy przez radio. Jest godzina 4:33.
Powrót. Wiatr jest taki, że nie jesteśmy w stanie utrzymać kursu na nasz waypoint przy półwyspie. Ostro na wiatr żeglujemy trochę za bardzo w prawo, około 10-15 stopni.
Jachty przed nami miały wiatr korzystniejszy, ale też różnie to wyglądało. Czas się przebrać, czegoś napić. Lecimy za DS. Potem Asia siada do steru a ja zasypiam przy relingu na pokładzie (balastowanie!), ubrany w spodnie ocieplane (bo zimno), sztormiak i czapkę (bo zimno) i w sandały (bo nie aż tak bardzo zimno).
Asia steruje bardzo uważnie i choć
Double Scotch się nie zbliża, to jednak żeglujemy ostrzej i powoli wychodzimy ponad jego kurs. To miłe. Za nami Arietis zostaje coraz bardziej, a Blue Horizon zupełnie odchodzi w bok.
Potem jest już dzień, a raczej poranek. Zmiana na sterze. Skupiam się także na sterowaniu. Wiatr jest świetny, około 10-12 węzłów, piękna pogoda.
Połowa drogi do półwyspu a wiatr zaczyna się zmieniać. Powoli odkręca w lewo, życie robi się piękne. To właściwie jest zgodne z prognozą, pytanie, na ile wiatr odkręci. Potem wiatr trochę słabnie, momentami nawet do 6 węzłów. Nasza prędkość też spada, do około 3 węzłów. Jachty przed nami są w bardzo różnej sytuacji. Kilka blisko półwyspu i ci mają przekichane. Kilka przed nami, niektóre robią zwrot i odchodzą w lewo. Ale np. Happy Hour przeszedł cała trasą jak my, jednym halsem. To znaczy zrobił bardzo krótką docinkę, ale niepotrzebnie.
Dawno już wyprzedziliśmy Blue Horizon, także
Double Scotch, robi krótką docinkę, ale szybko wraca na stary kurs. Wiatr coraz bardziej odkręca i już jakiś czas lekko poluzowaliśmy żagle. Dylemat: płyniemy na nasz punkt, czy ostrzej? Zależy jak wiatr się ułoży, ale szybko ustawiamy się dokładnie na punkt, bez robienia zapasu.
To była dobra decyzja, wiatr cały czas odkręcał. Nie był silny, ale i nie zdychał. Prąd był przeciwny, ale niezbyt silny, a momentami jakby znikał. Chyba tym razem trafiliśmy w dobre miejsce na wodzie.
Naszą trasę widać na trackingu z vesselfinder.com


Okrążamy półwysep, Double Scotch i Blue Horizon są około pół mili za nami.
Wiatr na tyle odkręcił, że niestety, ale znów mamy żużel genakerowy. To samo co wcześniej, ale na drugim halsie. Stawiamy czarnego spinakera. Za nami
Double Scotch stawia swojego genakera.
Robi się powtórka z rozrywki. Mimo naszych wysiłków
Double Scotch bardzo powoli nas dogania i przed Górkami wyprzedza.
To oznacza, że z nim przegraliśmy po przeliczeniu.
Przed samymi Górkami i on i my przebijamy się pracowicie przez różne grupy małych jachtów. W samym wejściu trzeba wyostrzyć. Double Scotch płynie na geni i genakerze i szybko zrzuca genakera. U nas jest gorzej, bo musimy najpierw postawić genuę. Wiatr siadł do 4 węzłów i wieje z dziobu. Ryzykujemy, wchodzimy na spinakerze w wejście, maksymalnie ostro jak się da. Uda się, albo nie... Prędkość jest słaba, ale na zrzucaniu także byśmy stracili. Ledwo się wyrabiamy przy pławach, ale co tam. Za wejściem jest trochę lepiej i lecimy (no, powoli), na metę koło klubu Stoczni Gdańskiej.
Double Scotch uciekł nam na 3 minuty. Za metą zrzucamy spinakera, wykręcamy o 180 stopni na samym grocie i powoli płyniemy do siebie, robiąc porządki na pokładzie.
Regaty były wyjątkowo szybkie, bo nie było cisz i nie było halsówki. Pogoda była piękna, co nie zdarza się zbyt często. Wyścig dla nas trwał 22 godziny i 11 minut.

Oficjalne wyniki są tutaj.