Podsumowanie sezonu pisałem zawsze po
zdjęciu z jachtu masztu. Bo to był wyznacznik tego, że już
na pewno sezon jest zakończony. W tym roku maszt na jachcie
jeszcze stoi, ale pływać na żaglach już i tak się nie da, bo
zdjąłem z jachtu grot i bom grota i cały ruchomy osprzęt
pokładowy.
Czemu tak? Żeby już na pewno zakończyć sezon. Z kilku
powodów, między innymi z powodu problemów z zimowaniem w
klubie. Chodzi o to, że z powodu remontu płyty betonowej,
część jachtów musi trafić w inne miejsce na lądzie niż
zwykle. Nie jest to takie proste, bo trzeba podpłynąć pod
dźwig już w kanale za bosmanką, a jest tam płytko. Nasze
zanurzenie, dla pustego jachtu 1,75m, nie jest może
rekordowe, ale jednak znaczące.
Żeby uciąć spekulacje i upewnić się, że zimujemy w AKM-ie na
trawie, wczoraj zrobiliśmy „rozpoznanie walką”. Czyli po
prostu przepłynęliśmy cały kanalik (bez problemu, choć na
styk w jednym miejscu), zawróciliśmy na początku jeziorka
(tutaj już z problemami, jest jedna górka z mułu) i
wróciliśmy na swoje miejsce. Przy stanie wody w Sobieszewie
510 cm (średni stan średni). Teraz plan jest taki, że przy
najbliższej okazji zdejmujemy maszt, wyjmujemy z jachtu
graty, stajemy już za bosmanką przy jakimś jachcie i czekamy
na wyciąganie jachtów z wody. Można to było załatwić
inaczej, np. wyciągać się w NCŻ-cie i przesunąć jacht na
łożu na nasze miejsce. To realne, łoże jachtu ma koła i po
betonie jedzie bez problemu, acz z pewnym wysiłkiem (chyba,
że za samochodem...).
Ale komplikacje uznałem za zbyt duże, koszty zresztą też
byłyby większe.
Jest i drugi problem. Po raz pierwszy od czasu jak w ogóle
pływam w regatach ktoś w nas podczas regat uderzył. Nie
jakoś bardzo mocno, ale jednak kosz rufowy jest do solidnego
remontu, co gorsza trzeba wylaminować nadburcie pod jedną
łapą kosza. Do laminowania wszystko jest gotowe, ale dotąd
pogoda uniemożliwiała prace. Dzisiaj zdjąłem wszystko z
kosza rufowego, łącznie z lampą (która będzie nowa,
mniejsza). Gotowość do laminowania nie jest taka wcale
oczywista. Choćby bakista musi być opróżniona, żeby
człowiek, który ma to robić, miał sensowne warunki pracy. No
i żeby jacht był dostępny, gdy jest dobra pogoda. Teraz już
nie ma problemu.
Ponieważ ten sezon zaczęliśmy ze sporym opóźnieniem,
kończymy też przedwcześnie, to dni pływania wyszło wyjątkowo
mało, najmniej w historii Czarodziejki. Tabela pływań.
Pływań w tym roku było wyjątkowo mało, za to niemal
wszystkie zostały opisane w relacjach.
Sezon był też o tyle nietypowe, że we wszystkich regatach
(poza samotnikami) pływaliśmy tylko we dwoje. Trzeci
załogant się w tym roku wykruszył, mam nadzieję, że to się
zmieni.
Pływanie we dwoje nie jest problemem, o ile to są długie
wyścigi. W krótkich bywa już różnie, im mocniejszy wiatr i
im krótszy wyścig, tym bardziej brakuje trzeciej osoby.
Patrząc na wyniki, trzeba to brać pod uwagę. Choć wyniki nie
są złe. Poza zupełnie zawalonymi regatami NCC, było dobrze albo
przyzwoicie.
Bardzo nas cieszy wygrana w grupie w Regatach GWG. Choć nie było
idealnie, to wygrana w grupie w GWG nie zdarza się często.
Czarodziejce dopiero drugi raz.
Co do pucharów różnych, to wyniki jeszcze albo nie są znane
(PZG), albo mogą się zmienić (MŻPP).
Dlatego z oceną na razie poczekam. Inna rzecz, że mamy do
pucharów sezonu coraz bardziej obojętny stosunek.
Sezon nie był silnowiatrowy. Najgorzej było chyba, jakżeby
inaczej, w regatach samotników.
O tyle ma to znaczenie, że nowa, duża genua, która
przepływała drugi sezon, okazała się strzałem w dziesiątkę.
Choć zdania znajomych są podzielone, to ja jestem bardzo
zadowolony. Jacht musi mieć żagiel, na którym może sensownie
pływać, gdy słabo wieje. Zwłaszcza jak przeszkadza fala.
Wyszło to dobitnie właśnie w NCC. I nie tylko na naszym
jachcie. Oczywiście jest coś za coś. Mając tylko mniejsze
żagle nie ma się dylematu w regatach co postawić, gdy
warunki są niejednoznaczne, a gdy raz na jakiś czas trafi
się w regatach słaby wiatr, to się przegrywa. Mnie się to
nie podoba i pozostanę przy swoim podejściu.
Żagiel jest super, ale trochę już dostał w kość i pójdzie do
żaglowni na przegląd.
Zresztą tak samo jak i grot.
Turystyka rządzi się trochę innymi prawami, zwłaszcza jak
pogoda jest zmienna i niepewna. Oczywiście świetnie jest
mieć na pokładzie bardzo dobry żagiel na bardzo słabe
wiatry, ale to trochę bez sensu, patrząc z punktu widzenia
gospodarki cennymi zasobami, jakimi są żagle. Po prostu
szkoda!
Skrajnością w drugą stronę w tym sezonie był przelot do
Kalmarsundu. Wtedy wiało. Popracował solidnie i niejako
odrobił swoją cenę na tym przelocie duży fok. A ja dobrze
zrozumiałem określenie „fok marszowy”. Za to mały fok
od czasu zakupu nie miał okazji popracować i ciągle czeka na
swoją godzinę.
Pisałem już o tym w relacji z urlopu w
Kalmarsundzie, że w turystyce warto przemyśleć sprawę
listew w żaglu przednim. Wszystkie nasze sztaksle, poza
starą, dużą genuą, mają listwy. Patrząc pod kątem osiągów -
rewelacja. Patrząc pod kątem szybkości i wygody obsługi -
jest już sporo gorzej.
Żagle z listwami są znacząco gorsze przy zmianach na dziobie
i przy składaniu. Albo ja nie znam jakiegoś prostego tricku
na to. Długie worki pokładowe pomagają, ale może powinny być
wtedy dla wszystkich żagli, także dla foków? Na razie długie
worki mamy tylko dla dużej i małej genuy.
W podsumowaniu sezonu ubiegłorocznego napisałem, że regat, w
których przydałby się genaker, było aż 6. W tym roku
wszystkie takie regaty takie były! Więc genaker, całkowicie
klasyczny i bez wytyku, został kupiony. Nie miał okazji
popracować, osprzęt do niego trzeba jeszcze dopieścić, ale
jest! To duża zmiana na jachcie, mam nadzieję. Włączyliśmy
go do świadectwa ORC już na ten rok.
Pierwszy swój sezon na jachcie przeżył panel solarny. Jest
na tyle mały i w na tyle złym miejscu, że nie pokrywa
zużycia prądu w morzu. Ale znacząco to zużycie zmniejsza!
Co ważniejsze, zdjął nam z głowy jeden kłopot, czyli
ładowanie akumulatora po pływaniu. Dotąd po pływaniu trzeba
było w miarę szybko zjawić się na jachcie i podładować
akumulator. Raz, przed kolejnym pływaniem a dwa, żeby
akumulatorowi nie szkodzić dłuższym rozładowaniem. Teraz w
ogóle nie trzeba o tym myśleć. Po kilku dniach postoju w
porcie akumulator jest naładowany. Co pozwala także
zaoszczędzić kasę w portach obcych - nie trzeba zawsze
kupować podłączenia jachtu do prądu.
Innymi słowy, zdecydowanie warto było. Jeżeli z czasem
dojdziemy do wniosku, że przyda się więcej prądu, to
zamontuję mały panel na krótkiej rurze na rufie. To powinno
pokryć zużycie prądu nawet w długim pływaniu.
Co na zimę. Tym razem prac będzie więcej. O tyle dobrze, że
mam już zebrane materiały na nową podłogę (wreszcie!) oraz
na remont a raczej przebudowę zejściówki. Przebudowę
dlatego, że oryginalne rozwiązanie jest z założenia do bani.
Zejściówkę zrobię inaczej, w prosty sposób, tak że szyny
sztorcklap nie będą miały prawa cieknąć. Przy okazji chcę
podnieść próg zejściówki i inaczej zrobić ten próg. Na
wszystko mam już materiały i pomysł.
Rewolucja szykuje się w kibelku. Jednak wyleci umywalka. Co
przy okazji pogorszy nam świadectwo ORC, bo jacht już nie
będzie cruiser/racer tylko stanie się performance.
Zostaną dodane dodatkowe zwory na wężach do kibelka, tak
żeby były pod ręką a nie pod koją dziobową, za to wyleci
zawór napowietrzający na wężu dolotowym i plany dodania
zaworu napowietrzającego na wężu wylotowym.
Kosz rufowy zostanie podzielony. W tym sensie, że na rurze
łączącej będzie złączka, która pozwoli zdjąć połowę kosza.
Cóż, wniosek po zderzeniu. Jest już i czeka na montaż nowa
lampa rufowa. Kupiona po długim namyśle. W zasadzie lampa
rufowa wcale nie jest nam potrzebna, jeżeli planuję lampę
trójsektorową z kotwiczną na topie. W razie draki mamy też
zapasowe, bateryjne światła nawigacyjne, także rufowe. Ale
na razie jest jak jest. Kupiłem lampę Lalizasa, o zasięgu
dwóch mil, ledową, malutką i za nieduże pieniądze. To
ostatnie było kluczowe, inaczej bym odpuścił. Oczywiście do
nowej lampy musi być na koszu nowa blacha do mocowania.
Z prac nietypowych planowane jest przełożenie knag
dziobowych. To wniosek z regat NCC i z podejrzenia pewnego
jachtu. Knagi na dziobie, na pokładzie, to w regatach
przekleństwo. Można oczywiście kupić knagi składane. Koszt
bardzo duży. Ale można knagi przełożyć na boki, na
nadburcie. Tak samo jak jest na rufie!
Koniecznie trzeba poprawić podkładkę (kąt wejścia szotów) na
prawym kabestanie szotowym.
Lista prac jest oczywiście bardzo długa, jak zwykle. Część
pozycji przechodzi z roku na rok i nigdy nie wiadomo, ile
danej zimy uda się zrealizować.
Tym bardziej przy założeniu, że nic na siłę.