Górki Zachodnie, sztorm i wysoka woda 2022
30.01.2022

Tej zimy prace na jachcie idą bardzo kulawo. Innymi słowy: rzadko. Widocznie nastąpiło zmęczenie materiału. Dzisiaj miała być impreza na orientację o ciekawej nazwie Śniegołazik.
Została odwołana z powodu pogody, czyli bardzo silnego wiatru i deszczu. Mówi się trudno i mając niespodziewanie wolną niedzielę, jedzie się na jacht, choć trochę podgonić prace. Pogoda z założenia nie jest przeszkodą. Pod plandeką nie jest źle, w kabinie już zupełnie fajnie. Temperatura na jachcie to 2 stopnie, ale po pewnym czasie podskakuje do 6. Grzejnik robi swoje, i moje ciało też trochę.
Ale po kolei. Wjeżdżam za bramę AKM-u, i widzę zalany kawałek drogi. Nic nowego. Po namyśle, bo jednak czasami myślę, zostawiam samochód niedaleko za bramą, przed wodą. Mógłbym przejechać, ale gdyby poziom wody się podniósł, to byłby problem z powrotem. Okazało się, że to była bardzo szczęśliwa myśl.
Od bramy do jachtu jest kawałek, ale co to dla starego turysty. Zalane miejsce drogi udało się przejść przy płocie. Zanim zacząłem prace, to tradycyjna wycieczka i trochę zdjęć.
Woda wysoka, ale nie wyglądało to bardzo źle.
Na drugim zdjęciu widać, jak zabezpieczają się sąsiedzi. Ich nie zalewa. Na czwartym zdjęciu przejście do sąsiadów, jeszcze nie zalane. Na trzecim zdjęciu jest skrzynka, do której podłączam przedłużacz będąc na jachcie.





Po obejściu terenu czas na pracę. W środku nie jest źle, ale podmuchy wiatru są naprawdę silne. Cała plandeka chodzi, a jacht drży, mimo solidnego łoża i braku masztu. Plandekę może ratuje to, że cały stelaż jest luźny i połączony linkami, więc bardzo elastyczny. Jak sanie eskimosów (o czym pisał swego czasu Amundsen).
Praca nawet nieźle szła. Mniej więcej dwie godziny później zostałem wywołany przez innych klubowiczów. Byłem tak zajęty, że nie zwracałem uwagi co się dzieje. A działo się dużo. Woda podeszła bardzo wysoko, zalała obszar obok jachtu i przedłużacz. Nawet złączkę przedłużaczy. Dowiedziałem się także, że mój samochód niedaleko bramy ma już opony w wodzie.
Nie pozostało nic innego, jak się sprężyć,  Wyjście suchą nogą z jachtu było nierealne. Podwinąłem spodnie (niepotrzebnie), zostawiłem buty robocze na nogach (bardzo dobry pomysł), buty zwykłe wrzuciłem do reklamówki. Tak wyglądało zejście z drabiny. ;) Musiałem jeszcze podejść do skrzynki (w wodzie dobrze ponad kostkę) odpiąć przedłużacz i zwinąć go.


Potem było mi już w zasadzie wszystko jedno, więc pochodziłem po okolicy, zrobiłem kilka zdjęć. Trochę mnie tylko dopingowała myśl o samochodzie. Poniżej droga do samochodu. W tym przejście koło otwartej bramy do sąsiadów (ze zdjęcia na początku), w wodzie niemal po kolana. Luuuzik ;)




Kolega wjechał na teren klubu i nie bardzo miał szansę na wyjazd. Ale w kilka osób stwierdzili, że w bosmance jest sucho, jest prąd, więc kawa i herbata, do tego mają ciasto, więc spokojnie i z przyjemnością poczekają na rozwój wydarzeń.
Inny kolega, w czerwonej kurtce, w kaloszach, idący do swojego samochodu zawrócił i wybrał inną drogę. Mnie było faktycznie wszystko jedno. ;)
Buty robocze w nowej roli.






Zdjęcie z drogi dojazdowej do klubu. Do zalania tej drogi jeszcze trochę brakuje.

Jak widać z opisu, tym razem wyjazd na jacht był z przygodami.