Robię porządki na stronie Gryfu, której to
strony jestem albo adminem albo współadminem od dobrych
kilkunastu lat. Kilkanaście w tym wypadku oznacza bliżej 20.
Takie coś to przygoda sama w sobie. Porządki w tym wypadku
oznaczają przenoszenie treści archiwalnych ze starej strony
na nową.
Przy tej okazji trafiłem na swój tekst, relację z pokładu
Czarodziejki z Regat Jubileuszowych. Tekst ukazał się w
„Żaglach”. „Żagli” już nie ma od jakiegoś czasu...
Czemu tekst na przepaść? Argument za własną stroną jest
taki, że trudniej z niej znikają treści.
Tekst jest dlatego fajny, że opisuje początki na nowym
jachcie. Było to dość dawno temu, co skłania do różnych
refleksji. Było to tak...
Rok 2013.
Stałe pytanie było następujące: czy płyniesz na rocznicowe
regaty Gryfu? A jak tak, to na jakim jachcie?
Dobre pytanie. Ten sezon jest inny, bo mam nowy jacht. Nowy
nie metrykalnie, ale dla mnie.
Nowy, nieznany, niesprawdzony, mający mnóstwo drobnych i
mniej drobnych braków. Co mogę powiedzieć po tylko kilku
pływaniach i po jednych regatach na Zatoce? Niewiele. A jak
Czarodziejka zachowuje się na morzu i na fali? Cóż,
przekonamy się. Na razie wiem tyle, że jacht absolutnie nie
ma tendencji do ostrzenia/wywożenia i jest naprawdę
zrównoważony.
Do tego czego nie wiem, dochodzą tradycyjne już problemy z
załogą, rozwiązane w ostatniej chwili. Będę miał na
pokładzie dwóch Krzysztofów.
Po czterech dniach urlopu, spędzonych na pracach przy
jachcie, uznałem że jest wystarczająco dobrze, żeby zgłosić
się oficjalnie do regat.
Regaty nie byle jakie, bo długie, morskie. Drugie co do
długości regaty w Polsce.
Trasa: Gdynia - Ölands Södra Gründ – Gdynia, czyli w linii
prostej 251 mil.
Trasa przy tym dość trudna, bo okrążanie Półwyspu Helskiego
w nocy zawsze rodzi problemy taktyczne.
Jacht Klub Morski „Gryf” w Gdyni jest jednym z najstarszych
klubów żeglarskich w Polsce, a w tym roku obchodzi swoje
85-cio lecie. Właśnie z tej okazji zorganizował Regaty
85-lecia JKM „Gryf”. Była to częściowa powtórka regat
rocznicowych sprzed pięciu lat.
Czarodziejka, której się dopiero uczę, to Granada 27. Duńska
konstrukcja, wyprodukowana w stoczni, która już nie
istnieje, w 400 egzemplarzach. Jacht niby turystyczny, ale z
zacięciem regatowym, dość powiedzieć, że przy długości 8,25
metra ma 1,8 m zanurzenia i spinaker o powierzchni około 60
metrów kwadratowych.
W sumie do regat zgłosiło się 12 jachtów, i tyle jachtów
wystartowało. Dwa jachty ścigały się w grupie OPEN, czyli
bez przeliczeń, pięć jachtów w grupie drugiej KWR, pięć w
grupie pierwszej KWR. Dodatkowo, jak zawsze w Gryfie,
prowadzona była klasyfikacja równoległa dla jachtów mających
świadectwo ORC, i jeszcze dodatkowo klasyfikacja żeglarzy
samotnych, przeliczanych wg KWR.
Im bliżej startu tym prognozy były coraz gorsze. W sensie
braku wiatru. Pojawiła się propozycja skrócenia trasy, ale
nie doszło to do skutku, bo znów prognozy, najnowsze,
mówiły, że może coś jednak będzie wiało.
Start nastąpił punktualnie, o godzinie 19:00. Już na boi
rozprowadzającej część jachtów stanęła na chwilę z powodu
braku wiatru. Potem wszyscy ruszyli, część pod spinakerami i
do Helu było jeszcze dobrze. W nocy wiatr ścichł, jachty
dryfowały na silnym prądzie do tyłu, te bardziej z przodu,
szybsze i lżejsze, korzystały z resztek podmuchów. Nastąpiły
pierwsze przetasowania, niektóre jachty mijały się kilka
razy w ciągu nocy płynąc po spokojnej wodzie z minimalną
prędkością, Czarodziejka kilka razy spotkała się z Orionem,
blisko też była Oceanna.
Rano sytuacja niewiele się poprawiała, część jachtów była za
Jastarnią, część w okolicach Helu. Widać było, a raczej
słychać w UKF-kach, zniechęcenie załóg i czarny humor. Po
naradzie, po analizie prognoz, po zgodzie wszystkich
skiperów, komisja regatowa podjęła decyzję o zmianie trasy.
Nową „boją zwrotną” stał się zespół platform Petrobalticu.
Skracało to trasę regat o 100 mil, ale rodziło nowy problem:
okrążanie platform bez naruszenia pasa ochronnego o
promieniu 2,5 mili.
Intensywne rozmowy telefoniczne, na granicy zasięgu,
rozładowały mój telefon. Nic to, mam ładowarkę samochodową.
I tu zonk, nie działa. Szybkie sprawdzenie mówi, że padły
gniazda 12V, czyli GPS musi przejść na zasilanie bateryjne,
a telefon trzeba wyłączać, żeby dotrwał do końca regat.
Pierwsza awaria.
Ale na razie jest piątek, około południa, wiatr cały czas
słaby, zmienny, kręcący. Tym niemniej kilka jachtów wyraźnie
odskoczyło. Między innymi my. Przez wiele godzin prowadzimy
zacięty pojedynek na spinakery ze Słonim, kilka godzin idąc
łeb w łeb, doganiające powoli będącego na czele Polleda i
uciekając przed zaciętą grupą pościgową w postaci Blues in
A, Resumee i Quick Livenera. Zwłaszcza Resumee budził
nasz podziw, samotnie i skutecznie walczący na spinakerze Z
tyłu sytuacja wyglądała gorzej, jachty pod Helem, za Helem,
cofające się na prądzie i bez wiatru, potem ruszające do
przodu. Wieczór przyniósł pewną stabilizację wiatru i wzrost
jego siły. Czołówka ruszyła, pierwszy „na orbitę” wokół
platform wszedł Polled, niedaleko za nim Słoni i też
niedaleko za Słonim – Czarodziejka. Pod spinakerem,
początkowo na pełnym fordewindzie, trzymając w garści GPS-y
albo wpatrując się w ekran plotera, załogi prowadziły swoje
jachty po okręgu, płynąc coraz szybciej, w nocy, w coraz
silniejszym wietrze. Wyglądało to fantastycznie z pokładu
Czarodziejki: mocno oświetlona platforma cały czas na lewym
trawersie, a w lewo przed dziobem dwa światła konkurentów,
idących jak po sznurku. I tak ponad godzinę. Była to
naprawdę bardzo duża „boja zwrotna”!
W pewnym momencie spinakery trzeba było zrzucić, a po
kolejnych minutach wiatr wyrzucał jachty z „orbity”. Zaczęła
się halsówka, która podzieliła stawkę. Koncepcje były różne,
część jachtów szła pod brzeg, część w morze, a część
środkiem. Pozostałe jachty po kolei wchodziły na orbitę i z
niej schodziły, mówiąc o tym przez radio. W ogóle te regaty
były radiowo mocno przegadane. Jakość łączności stała się
miernikiem odległości między jachtami „tego już nie słychać,
znaczy uciekliśmy mu”. Albo odwrotnie... Świt przyniósł
silniejszy wiatr, kilka jachtów nawet się zarefowało. Dla
nas fantastyczna żegluga na fali i pod wiatr (było cudownie
po wcześniejszej ciszy) skończyła się nagle, gdy strzelił
fał grota. Zmusiło to nas do zastosowania fału zastępczego,
na którym grot musiał być zarefowany. Do tego fał ten
okręcił się na maszcie wokół lamp co w ogóle skomplikowało
sytuację. Ale po chwili Krzysztof wszedł na maszt do
salingu, odplątał fał i zaraz potem grot już stał. Mniejszy
o jeden ref, ale stał i pracował!
Radość z silniejszego wiatru nie trwała długo. Wszelkie
kalkulacje, oceny pozycji w stosunku do jachtów ujrzanych w
świetle dziennym wzięły w łeb, gdy wiatr ścichł, a potem
mocno odkręcił. Komu, jak i gdzie odkręcił, jak należało
płynąć, może być tematem dyskusji na długie wieczory.
Warunki były bardzo zmienne, jachty bardzo blisko siebie
płynęły często zupełnie różnymi kursami. Drugi świt, drugi
poranek, drugie południe. Widok Rozewia, potem Władysławowa.
Widok konkurencji, przed dziobem i za rufą, podrywał do
dalszej walki. Kolejny zacięty pojedynek, dłuuugi,
wielomilowy i wielogodzinny pojedynek na spinakery
stoczyliśmy z Orionem. Zaczęło się przed Jastarnią, a
skończyło dopiero przed metą, gdy wiatr znów ścichł i zaczął
bardzo mocno kręcić. Zresztą, po drodze też kręcił i cichł
nawet do zera. Ale trafiły się momenty, gdy przywiało
naprawdę konkretnie a log pokazał 7 węzłów. Część jachtów
halsowała na tej samej trasie pod wiatr, a kolejna część
halsowała z wiatrem. Albo i bez wiatru.
Pierwszy na mecie pojawił się Polled 2, o godzinie 16:18 w
sobotę. Ostatnim jachtem, który wszedł na metę była
Andromeda (z podartym grotem), było to już w niedzielę, o
godzinie 6:58 rano.
Całe regaty wymagały ciągłej czujności, szukania wiatru,
prowadzenia spinakerów przez brasy lekkowiatrowe, ciągłych
manewrów, przebrasowań, zwrotów, stawiania i zrzucania
spinakera czy genakera.
Co ciekawe, wszystkim z którymi rozmawiałem, się podobało.
Jak widać ściganci, także amatorzy, to specyficzna grupa
żeglarzy.
Satysfakcja z przepłynięcia trasy duża, a zmęczenie nie
mniejsze.
Co ważne, zacząłem lubić Czarodziejkę. Nie jest co prawda
bez wad (bo kobieta?), ale ma liczne zalety. Wygląda na to,
że się dogadamy...
Galeria zdjęć z tych regat znajduje się na stronie Gryfu.