Sezon w klubie zaczął się normalnie. Dla nas
z lekkim opóźnieniem, ale to już standard.
Zimą i wiosną niewiele rzeczy udało się zrobić, ale to co
zrobiliśmy, było strzałem w dziesiątkę.
Ale najpierw tabela pływań.
Tabelę robię dla siebie oraz jako sprawozdanie dla dwóch
klubów.
Widać z niej, że ten sezon, podobnie jak dwa lata temu i
przeciwnie niż rok temu, nie był intensywny.
Tylko(?) 33 dni pływania. Gdyby nie wypad na Rugię, który
nie był w planie, dni pływania byłoby rekordowo mało. Ale
czy to źle? Wyszło jak wyszło, głownie z powodów urlopowych.
To z punktu widzenia turystyki. Niektóre regaty pominęliśmy,
bo nie mieliśmy ochoty startować na siłę. Nie bez znaczenia
był brak trzeciej osoby w załodze. W MP załogowych to jednak
spora strata (poza tym wg regulaminu MP załoga w MP
załogowych musi być minimum trzyosobowa).
Niektórych regat nie lubimy, niektóre są za długie.
W efekcie wyszło nam 8 regat, w tym trudny i udany wyścig B8, do tego rejs urlopowy na Rugię i kilka
wypadów na Zatokę. W dwóch
regatach popłynęliśmy w 3 osoby i
trzecia para rąk jest bardzo pomocna.
Po raz pierwszy wystartowaliśmy w regatach z cyklu DH. Zgodnie z
założeniem, że regaty mają być przyjemnością, warto było
wziąć w nich udział po zmianie formuły.
Wyniki pucharów sezonu zapewne będą słabe, ale mamy to od
kilku lat w nosie. Żeby było jasne: mamy także w nosie, gdy
wygrywamy w jakimś pucharze.
Liczy się frajda z pływania, frajda z udanych regat i frajda
z wypadów turystycznych.
Przechodząc do spraw technicznych...
Porządki w kablach masztowych zwróciły się ciszą. Nic nie
stuka w maszcie. Kablom też pewnie jest lepiej.
Bardzo, bardzo przydatne okazały się nowe rolki na relingi.
W ciągu całego sezonu genua tylko kilka razy zaklinowała się
podczas zwrotów na relingu. Prawie zawsze wchodzi gładko i
to jest ogromna zmiana w silniejszym wietrze. Czemu
wcześniej tego nie zrobiliśmy?
Lornetka po liftingu (przeszła naprawę, czyszczenie i
polerowanie soczewek w dobrym warsztacie) działa znacznie
lepiej. Nie korzystamy z niej często, ale i tak warto było.
W sezonie mieliśmy jedną awarię - zaczep talii grota na
szynie w kokpicie rozleciał się. Jacht jest mały więc bez
problemu to opanowaliśmy (przytrzymując talię ręką), ale
awaria była potencjalnie groźna. Mocowanie talii i cała
szyna są do przerobienia.
Ujawnił się dziwny przeciek w dachu kabiny.
Trzeba było w końcu wymienić brasy, jeden miał 12 lat. Teraz
oba są nowe i mają lepsze karabińczyki.
Nowe organizery już leżą w bakiście. Będzie osiem rolek na
każdej burcie. Nowy podwójny stoper fałowy jest zamówiony.
Silnik ani razu nie zawiódł, ale tym bardziej warto do niego
zajrzeć. Poza tym czuć w kabinie zapach spalin, więc pojawił
się jakiś problem w wydechem. Dawno tam nie zaglądałem.
Drobnych, mniej drobnych oraz całkiem dużych prac jest dużo.
Znów wraca problem elektryki. Dalej jestem w kropce. Brakuje
nam prądu na większą autonomiczność niż 2-3 doby, do tego
czas wymienić akumulator hotelowy. LiFePo4? Drugi panel
słoneczny? Jedno i drugie?
No i autopilot. Czas kupić coś wyższej klasy. A samoster?
Co roku wysyłam żagle do żaglowni na przegląd. Tym razem
będzie to tylko nowa (no, już nie tak bardzo nowa), duża
genua. Pozostałe żagle, po liftingu zeszłej zimy, trzymają
się dobrze.