Zastanawiałem się,
czy w ogóle pisać o przygotowaniach do aktualnego
sezonu.
A to dlatego, że dawno tak mało nie zrobiłem zimą przy
jachcie. Z drugiej strony tak bywa i to też są realia
przygotowań do sezonu.
Najpierw wyjaśnienie, czemu tak mało prac było w tym
roku. Po pierwsze jacht, przez rozbudowę w klubie,
został wyciągnięty z wody sporo później niż zwykle. Na
to nałożyła się raczej kiepska pogoda do prac. A jak już
dałoby się coś zrobić w jakiś weekend, to były inne
zajęcia. Albo, zwyczajnie, brak chęci i inne zajęcia.
Poprzednia zima była bardzo pracowita, gdybym to
powtórzył to... zacząłbym się pewnie zastanawiać, czy to
wszystko jest za karę...
Tak właściwie to prace przy jachcie z zasady nie są dla
przyjemności. Robi się po to, żeby potem, w trakcie
pływania, było przyjemnie. Czyli żeby wszystko działało
jak należy, żeby nie było awarii, żeby jacht miał
większe szanse w regatach.
Inna rzecz, że nie robiąc samemu przy jachcie, mogłem
zlecić to i owo do zrobienia. Albo kupienia.
W efekcie kupiliśmy na jacht formę piekarniczą Omnia,
tak przez żeglarzy zachwalaną (pod kątem turystyki, może
tej dalszej), oraz nową, wyższą (to się przyda) patelnię
ze specjalną pokrywką do niej. Specjalność polega na
tym, że pokrywka ma dwa silikonowe ranty i pasuje i do
nowej patelni i do starego garnka. To wnioski po
wyprawie do Danii.
Zrobiłem spis napraw w naszych żaglach i całość oddałem
do żaglowni. Przede wszystkim chodziło o przeszycie
dolnego liku naszej czarnej genuy. Lik, niestety, kilka
razy zaczepił o stójki w ferworze walki... Poza tym
genua nr 2 dostała osłonę na knagę linki napinającej lik
tylny i została ogólnie przejrzana (ten żagiel ma
ciężkie życie i w silniejszym wietrze w regatach dużo
się napracował). Po wyprawie do Danii także do
przejrzenia i liftingu trafiała nasza stara, dakronowa
genua. Nie jest używana w regatach, ale w turystyce jest
przydatna. Podobnie lifting przeszedł nasz duży spinaker
(zaklejenie dziurek). Genuy dostały nowe icki, tak samo
jak i grot. Nawet nowy worek do dużego foka dostał taśmy
mocujące.
Nie napracowałem się przy tym, za to zapłaciłem.
W inne miejsce poszło zamówienie są rolki na relingi,
które mają zabezpieczać dolne liki sztaksli przed
zaczepianiem się o stójki. Stare kółka nie działały
najlepiej (stąd naprawa genuy) ale bez nich byłoby
jeszcze gorzej. Teraz będą nowe rolki, dorobione
specjalnie do naszego relingu i zobaczymy, jak to
zadziała. W tym samym warsztacie zamówiłem nowe rolki
fałowe do masztu. Wiosną, gdy jak zwykle przed
postawieniem masztu rozebrałem jego top, żeby wyczyścić
i nasmarować rolki fałów, zobaczyłem, że rolki zaczynają
pękać. Delikatnie, ale jednak. Zwłaszcza rolka fału
genuy. Trudno się dziwić. Nowe rolki są wytoczone trochę
inaczej niż stare i powinny być mocniejsze. Choć stare i
tak wytrzymały bardzo długo (44 lata?).
Pracą łatwą, co jest rzadkością, była wymiana naszych
starych kieszeni na korby na nowe. Kieszenie na jachcie
są dwie, były już popękane, a że w Kopenhadze udało się
znaleźć identyczne kieszenie, to ich wymiana była
prosta. I jest ślicznie w kokpicie. ;)
Druga praca też miała być prosta, ale tradycyjnie nie
wyszło. Dawno już podpadało mi mocowanie zawiasów klapy
bakisty. Klapa jest duża, zawiasy krótkie, były mocowane
częściowo na wkręty. Wymiana większości śrub na nowe,
wymiana wkrętów, wstawienie większych podkładek. To
wszystko było o tyle trudne, że trzeba było wymieniać
wszystko po kawałku i sprawdzać, czy klapa poprawnie się
zamyka i otwiera. Minimalne przesunięcie na śrubach i
wszystko byłoby krzywe. Przy okazji wyszło, że uszczelka
na jednym boku bakisty jest zamontowana nierówno i
ogólnie źle. Być może przez stocznię. Nie chciałem tego
tak zostawić i w efekcie straciłem na te prace cały
dzień.
Co gorsza, ani to nie poprawi osiągów jachtu, ani nawet
nikt tego nie zauważy. Jedyny plus, że zawiasy już nie
mają szansy się wyłamać.
Jeszcze jedną rzeczą, którą zleciłem, była może nie
naprawa, ale czyszczenie naszej starej lornetki.
Lornetka jest faktycznie stara, ale ponoć całkiem
wysokiej klasy (Lumar). W Gdyni jest zakład, który
naprawia ogólnie sprzęt optyczny, w tym właśnie
lornetki. Wszystko zostało rozebrane, wysuszone,
soczewki wypolerowane, gwint jednego okulara
przegwintowany, wymienione jedno pokrętło i coś jeszcze.
Zostałem poinformowany, że lornetka jest bardzo fajna i
że mam o nią dbać. W szczególności nie pożyczać nikomu,
nie moczyć, chronić przed uderzeniami. To pierwsze da
się załatwić, zobaczymy jak reszta.
W sumie pierwszą pracą była „drobna zmiana” w instalacji
hydraulicznej. Mówiłem, że hydraulika dla mnie to jakaś
klątwa. Zmiana w zasadzie była drobna, ale dość
kosztowna. W nowym odpływie z kokpitu (co zostało opisane dawniej)
wymieniłem kolanko przy zaworze. Z poprzednim kolankiem
wąż odpływowy przeginał się na łączeniu i po sezonie nie
wyglądało to dobrze. Nawet wcześniej nie wyglądało to
dobrze, skoro nowe kolanko kupiłem także w Kopenhadze -
co finansowo było bez sensu, oczywiście.
Stara rura była do nowego układu kilka cm za krótka,
więc oczywiście musiałem kupić nową i tak dalej i tak
dalej. Czas i koszt.

Jacht został zwodowany, przyszedł czas na maszt. Przy
maszcie, poświęcając na to cały dzień, udało się zrobić
zaległe od dawna rzeczy. Po pierwsze, kabel wiatromierza
na całej długości masztu trafił w rurkę. Dotąd był w
rurce tylko do salingu (to nawet nie połowa masztu).
Mamy w maszcie dwie prowadnice do rurek. Jedna rurka z
jednej strony została jak była, z dwoma kablami (kabel
anteny AIS oraz zasilanie lampy topowej). Druga rurka
została całkowicie wyjęta i przedłużona do topu. Trochę
to trwało, nową rurkę trzeba było naciąć wzdłuż, na
tyle, żeby dała się wcisnąć na prowadnicę, co wcale nie
było od razu oczywiste.
Kabel lekko stukał w maszcie, poza tym tak nie powinno
być. Teraz, jak stwierdziła załoga, kabel będzie stukał
w rurce.
Masz dostał nowe rolki na topie (6 sztuk). Poza tym,
skoro już wszystko było rozbebeszone, wyciągnęliśmy z
masztu wszystkie fały i dwa piloty. Jeden fał był
splątany z pilotem. Teraz jest pięknie. Został jeden
pilot, do drugiego fału spinakera, który awaryjnie
mógłby być też do genuy. Docelowo chcemy mieć dwa fały
spinakerowe, ale na razie potknąłem się na braku
organizerów przy maszcie. Żeby było dobrze, potrzebuję
na lewej burcie podwójnego (piętrowego) organizera na
łącznie 8 rolek.
Była też druga od dawna zaległa praca. Chodzi o
obniżenie o kilka cm górnej opaski na maszcie. Stara
była do starego grota. Nowy jest odrobinę niższy.
Obniżenie opaski o kilka cm praktycznie nie ma wpływu na
świadectwo ORC, wiosną nigdy na to nie było czasu, więc
temat przechodził ciągle na następny rok.
Teraz, wreszcie udało się to zrobić. Niby bez znaczenia,
ale skoro wszyscy tak bardzo dbają o świadectwa ORC, to
i my powinniśmy...
Teraz trzeba już tylko ustawić maszt, uzbroić jacht,
wysprzątać i można będzie zacząć sezon.
Plan rejsów na stronie od pewnego czasu już jest. Przy
czym w tym roku nie jest to plan rejsów, ale plan regat.
Żadnego dalszego rejsu nie planujemy, niestety.
Jeszcze drobne uzupełnienie do podsumowania poprzedniego
sezonu.
Niedawno ukazały się wyniki klasyfikacji sezonu 2023 PBP
(Puchar Bałtyku Południowego).
W klasyfikacji generalnej ORC wygraliśmy, w klasyfikacji
ORC wyścigów morskich mamy drugie miejsce.
Nie zrobiło to na nas żadnego wrażenia. Wyniki
opublikowane w kwietniu za poprzedni sezon - już to
brzmi źle.
Klasyfikacja na podstawie tylko kilku regat niewiele
mówi. Generalka w grupie OPEN brzmi już zupełnie źle.
Ten puchar poszedł zupełnie w złą stronę. Dlaczego w
złą? Mam swoją opinię, ale to nikogo nie obchodzi. :)