Czy warto podsumowywać sezon taki jak ten?
Zaczął się z ogromnym opóźnieniem przez prace
przy dnie jachtu. W efekcie wystartowaliśmy tylko w
pięciu regatach, z czego opisałem samotników i
GWG.
Do tego wypad do Jastarni z karuzelą jaskółki i do Pucka -
pierwszy raz w nowej marinie. Nie było żadnego dalszego
rejsu. Czyli mało pływania, dużo pisania.
Pływania naprawdę mało, co widać w corocznej tabeli pływań.
Wyniki regat takie sobie co wynikało także z braku trzeciej
osoby. Dwie osoby to mało w regatach załogowych. Oczywiście
różne błędy swoją drogą.
Za to udało się wygospodarować kilka dni do pracy przy łożu.
To było planowane od bardzo dawna, ale skoro to praca do
zrobienia latem, to ciągle nie było kiedy.
Teraz się udało. Łoże dostało nowe belki drewniane pod dno
jachtu, trochę wyższe niż stare. Zależało mi na podniesieniu
jachtu te kilka cm wyżej, ze względu na lepszy dostęp do
dołu płetwy balastowej oraz ze względu na nową drabinę.
Poza tym nowe belki są jednoczęściowe i przykręcone do łoża
śrubami fi 10, na stałe.
Raz, że mogą zostać na łożu latem, więc odpada część
noszenia gratów a dwa, że po doświadczeniu sprzed dwóch lat,
wolę mieć elementy trwale skręcone.
Z przygotowań zimowych sprawdziły się nowego organizery,
mocowanie talii grota (choć tutaj mam wątpliwości - działać
działa, ale chyba można to jeszcze poprawić), drugie uchwyty
garnków do kuchenki. Nie cieknie instalacja WC, czyli chyba
na jakiś czas jest spokój. Nie cieknie też dach kabiny.
Nowa lampa na topie miała okazję popracować tylko raz, ale
świeci ładnie i na pewno widać nas ze znacznie większej
odległości. Bilans prądowy w tym wypadku jest na zero.
Czy korekta kształtu balastu i steru, oraz lepsze dno,
przyniosły efekt? Wydaje mi się, że tak, ale za mało było
pływań, żeby to lepiej stwierdzić. Poza tym, może nasze
wrażenie to zwykła autosugestia? Niemniej jednak po
pierwszym pływania Asia stwierdziła, że jacht jakoś
lepiej/lżej porusza się w wodzie.
Moim zdaniem osiągi na obu halsach różnią się mniej niż
dawniej i ster jest bardziej na środku (to są i tak
aptekarskie różnice).
Silnik działa jak działał, czyli przyzwoicie. Z termostatem
szybciej się nagrzewa, ale to oczywiste. Ładowanie działa,
rozruch też. Nowy wydech także działa, ocenię jego wygląd po
zdjęciu obudowy silnika, już po slipowaniu. Ale na pewno nie
ma w kabinie nawet śladu zapachu spalin a to już dużo.
Za to zimny silnik długo startuje (nic nowego) więc jednak
trzeba będzie do niego zajrzeć.
Instalacja elektryczna.
Skutek założenia separatora galwanicznego ocenię po wyjęciu
jachtu i obejrzeniu anody na s-drive.
Nowy akumulator... Cóż, nie miał okazji zbytnio się
napracować, bo nigdzie dalej nie pływaliśmy.
Niemniej jednak nawet w weekendowym pływaniu daje ogromną
niezależność. W porcie w ogóle nie zależy nam na podłączaniu
się do prądu, bo nie ma po co. Trzy weekendy pływania bez
ładowania akumulatora z lądu nie są żadnym problemem -
więcej nie sprawdzałem.
Nowa ładowarka jest głośna, ale w tym sezonie włączałem ją
tylko gdy to nie przeszkadzało w spaniu i w siedzeniu w
kabinie. Ładuje skutecznie i szybko. Końcowy etap ładowania,
jak nie mamy cierpliwości/czasu, można sobie po prostu
darować. To daje zupełnie inne podejście do akumulatora niż
wcześniej i przypomina czasy na Pallasie, gdy oświetlenie
było już ledowe, więc akumulator jachtowy ładowało się raz w
środku sezonu.
Plany na zimę - jak zwykle jakieś prace są planowane,
zobaczymy.
Na pewno trzeba wymienić knagi brasołapek bo zaczęły
puszczać. Wymieniałem ja zaraz po kupieniu jachtu, więc
sporo lat wytrzymały. Pytanie, czy kupić takie same
(plastikowe), czy inne, już aluminiowe (ale z tym wiążą się
nowe otwory w pokładzie). Zobaczę.
Lista prac do zrobienia w ogóle ma prawie dwie strony, czyli
trochę mniej niż wcześniej. Czyżby w końcu punkty trwale
znikały bez wpisywania nowych? Oby!