Przygotowania do sezonu 2025
9.07.2025

Poprzednia relacja z przygotowań do sezonu miała duże szanse, że nie powstanie.
Poprzednio zimą zrobiłem przy jachcie bardzo mało. To była dość wyjątkowa sytuacja (tak myślałem) i plany na tę zimę były bardziej ambitne.
Tylko że jak na razie prace przy jachcie idą słabo, a jak robię, to nie to, co bym chciał, ale to co muszę.

Przede wszystkim została naprawiona szyna grota, której wózek tak (nie?)fortunnie rozleciał się w czasie rejsu na Rugię.
W efekcie wyrzuciłem wózek całkiem. Szyna, choć chciałem ją też wyrzucić, jednak po namyśle została. Sama belka drewniana mogłaby być za słaba, nie chcę ryzykować. Z szyną będzie tak samo pancerna jak była, więc to plus. Na dole belki, na środku szyny jest oczko, przez które przechodzi zrobiona samodzielnie miękka szekla. Szekla otacza całą belkę i przechodzi przez bloczek talii grota (nie ma tam krętlika).
Szekle zrobiłem w dwóch rozmiarach (i jeszcze można je podregulować) i zobaczymy jak to zadziała.

Oczywiście szyna aluminiowa została wyczyszczona z tych czarnych śladów.

Druga praca była prosta. Duża czarna genua pojechała do drobnych napraw do żaglowni. Reszta żagli po zeszłorocznych naprawach jest ok.

Trzecia praca do wykonania to wymiana organizerów. Raz ze względu na braki rolek a dwa, z powodu przecieków dorabianych kiedyś organizerów na lewej stronie kabiny. Praca wydawała się lekka, łatwa i przyjemna. Same organizery kupiłem latem. Jednak pojawiły się problemy. Stare organizery mają szeroki spód w postaci blachy (szerokość 50 mm) i tylko jedno piętro rolek.
Nowe są znacznie węższe, do tego są piętrowe (czyli jedna na drugiej). Do tego śruby mają mniejsze średnice (w starych to były M8, w nowych są M6). W efekcie, po namyśle, zamówiłem pod każdą parę podkładki stalowe szerokości 50 mm, żeby poprawić rozkład naprężeń w dachu kabiny.
Siły na niektórych rolkach są bardzo duże, np. na fale genuy. Do tego wstawiłem większe niż wcześniej podkładki od środka kabiny
Piętrowe rolki wyglądają na zdjęciach dość dziwnie (realnie lepiej), ale nie powinny przeszkadzać - po dachu kabiny nie chodzi się często. Poza tym, po lewej stronie i tak część rolek była piętrowa, więc niewielka zmiana.
Stare organizery.

I nowe.

Drobną inwestycją było zamówienie drugiego kompletu uchwytów garnków do kuchenki.
Jacht kupiłem ze stałym uchwytem do czajnika, drugi palnik nie miał nic. Brak uchwytów na drugim palniku szybko zaczął przeszkadzać. Trzymanie patelni z jajecznicą na fali przedłuża prace w kuchni i jest ryzykowne - zawartość może spaść na podłogę. Wtedy i jeść nie ma czego i sprzątać trzeba.
Udało się kupić blokadę na drugi palnik. Ale człek z czasem robi się wygodny i brak możliwości używania jednego palnika do czegoś poza czajnikiem też zaczął przeszkadzać. Okazało się, że takich uchwytów kupić się nie da, więc zamówiłem dorobienie.  Mamy dwa komplety i jest pięknie. I użytecznie.

Przy okazji napraw okołosilnikowych, czyli w praktyce po zdjęciu różnych elementów, wróciłem na chwilę do mojej klątwy, czyli hydrauliki.

Naprawę silnika wymusiła sytuacja i zrobiła się z tego grubsza operacja.
Potem jeszcze nastąpiło uzupełnienie prac silnikowych.
A potem zapadła decyzja, żeby wymienić akumulator hotelowy na nowy, już LiFePo4.
To była naprawdę duża praca, opisana w dwóch częściach.
Jeden art. to sam opis prac, drugi to idea zmian.

Przy okazji prac elektrycznych i niejako w pakiecie, zrobiłem nowe mocowanie zbiornika paliwa. Teraz jest odporne nawet na wywrotkę jachtu i wygodniejsze do tankowania. Żeby zatankować trzeba wysunąć zbiornik spod kokpitu do bakisty. To zawsze było upierdliwe (odkręcanie listwy mocującej), teraz jest lepiej (bo nie ma listwy).

Przecieki z sufitu kabiny były przez mocowanie szyn suwklapy, głównie lewej. I właśnie lewą szynę zamontowałem na nowo. Fabryczne rozwiązanie, czyli przykręcenie szyny od góry przez wkręty okazało się do bani. W ogóle wkręty są dyskusyjne, w wielu innych miejscach także. Chcąc rozwiązać problem definitywnie, przewierciłem otwory na wylot (dwie warstwy laminatu i przekładka). I na tym prace zostały zatrzymane, bo z sufitu wylało się całkiem sporo wody. Poczekałem trochę, chcąc wszystko podsuszyć.
Potem czyszczenie i montaż na dopasowane śruby. Od spodu na nakrętki nałożyłem plastikowe kapturki i całkiem nieźle to wygląda. Zimą to samo trzeba zrobić z prawą szyną.

Potem można było wrócić do silnika. Po latach zamontowałem nowy termostat. Przy okazji odkręciłem spust wody z układu chłodzenia i sporo czasu zajęło jego wyczyszczenie. Nie da się ukryć, że to zaniedbałem. Silnik czeka jeszcze na sprawdzenie dokręcenia śrub głowicy i kontrolę luzów zaworowych. Ale to już po wodowaniu.

Prace przy dnie i balaście przeciągnęły się fatalnie przez złą pogodę. Deszcz, wiatr i niskie temperatury.

Żeby nie marnować czasu zamontowałem na topie nową lampę. Stara lampa, kupiona razem z jachtem, pełniła rolę lampy kotwicznej (prawie nigdy) i silnikowej (też niezbyt często).
Nowa lampa, kupiona po długim namyśle, to wypasiona kombinacja lampy trójsektorowej i kotwiczno-silnikowej. Produkcji Hella Marine, o zasięgu dwóch mil, z sektorami przedzielonymi pustymi miejscami - akurat na mocowania wiatromierza i anteny.
Mamy być lepiej widoczni (top masztu jest 12 metrów nad wodą), lampa ma dużo wytrzymać (stara jednak wymagała zerkania do niej). Wszystko fajnie, tylko gorzej z bilansem wagowym. Na topie przybyło pół kilograma i to jednak boli.

Bilans wagowy wszystkich zmian tej zimy to minus 7,3 kg. Niewiele, ale po raz pierwszy od lat jacht zrobił się lżejszy a nie cięższy.

Kolejną pracą, bardzo drobną, ale wymagającą jednak przygotowań, była wymiana ostatniego odcinka instalacji uziemienia. Zrobiłem to kiedyś byle jak z braku czasu i końcówek. Teraz nowy kawałek przewodu, z końcówką na śrubę M16 (czyli na szpilkę balastu) i nowe koszulki termo (te już rzeczywiście dobre, z klejem). Poprzednio zamiast odpowiedniej końcówki był łącznik z blachy nierdzewnej.


Dalej to już prace przy dnie jachtu. Czemu to także trafiło na warsztat? Po pierwsze dlatego, że z balastu odeszła farba w pewnym miejscu i trzeba było coś z tym zrobić. Poza tym nie byłem pewien stanu dna jachtu po latach. Po trzecie ileś tam warstw farby antyporostowej miękkiej domagało się radykalnej naprawy. Po czwarte od kilku lat był plan przejścia na twardy antyporost, ale ciągle nie było mocy przerobowych. Trochę żałuję, stan dna to ważna sprawa nie tylko w regatach, ale naprawdę trudno zrobić wszystko na raz.
Prace zostały podzielone na dwie części.
Balast zeszlifowaliśmy do gołego żeliwa i po namyśle postanowiliśmy, po raz pierwszy, wyprowadzić powierzchnię balastu. A więc malowanie epoksydem dwa razy a potem szpachlowanie dołków. Szpachlowanie i szlifowanie. Nie było tego tak bardzo dużo, w sumie szpachlówkę nakładałem 5 razy, ale na coraz mniejsze kawałki. Oczywiście można się było z tym bawić jeszcze miesiąc ale jednak jest lepiej.
Dokładne przyjrzenie się powierzchni wykazało, że balast ma pewną niesymetrię w dolnej tylnej części.
Nie został idealnie odlany i to też wyrównaliśmy szpachlówką. Potem kolejne dwie warstwy farby epoksydowej, potem jej przeszlifowanie na bardziej gładką i na to twardy antyporost. Podobna operacja na sterze, który także wcale nie był idealnie symetryczny.
Dno zostało oskrobane skrobakami ze wszystkich warstw antyporostu aż do farby epoksydowej. To w ogóle nie było w planach, ale mieliśmy faktycznie przestoje technologiczne przez złą pogodę.
Drobne odpryski żelkotu zostały starannie zamalowane i szapachlowane. Poza tym, zrobiliśmy miejsca na dnie, które nie zostały kiedyś zrobione, bo były wtedy w miejscu podpór.
Dno, ponieważ nie było tak zrobione jakbym chciał (np. wyprowadzenie powierzchni dna wokół balastu), zostało pomalowane antyporostem miękkim, tylko na ten sezon. Mimo że ten antyporost trochę przeszlifowaliśmy, to jednak między powierzchnią dna a balastu/steru jest przepaść.

Przy okazji i przed malowaniem umyliśmy burty kwasem szczawiowym. To naprawdę działa a kosztuje grosze. Trzeba jednak mieć rękawiczki i okulary ochronne. Za to efekt jest!


Jak widać, wodowanie pasem centralnym jest naprawdę świetne.