Jastarnia 2026, czyli słaby wiatr
22.06.2026

O wypadach po portach Zatoki pisałem kilka razy. Zazwyczaj dydaktycznie, ale też żeby pokazać, że turystykę i relaks także lubimy i uprawiamy. W tym roku wystartowaliśmy w 4 regatach (dwie imprezy pominęliśmy), a teraz skusiliśmy się na turystykę.
Czemu Jastarnia? Bo Hel odwiedzamy częściej. Nowy Świat uznaliśmy za zbyt daleki przy niepewnych prognozach pogody. Więc Jastarnia.
Na jacht przyjechaliśmy w piątek późnym wieczorem. Ale czy to ma znaczenie, tym bardziej w okolicach Nocy Świętojańskiej? Wstaliśmy w sobotę dość wcześnie, ale przed wypłynięciem trzeba było uzupełnić wodę w zbiorniku. Lenistwo i wygoda pwodują, że zamiast rozwijać wąż od kranu, wolę przejść się z wiadrem trzy razy. Co oznacza zatankowanie 30 litrów wody - dla nas to dużo.
Co z prądem w akumulatorze? To sprawdziłem wieczorem, monitor baterii pokazał minus 28 Ah. To oznacza, patrząc z punktu widzenia weekendu, że akumulator był wystarczająco naładowany. To jest właśnie fantastyczne z nowym akumulatorem: czuję się jak sporo lat temu, gdy akumulator ładowało się dwa razy w sezonie. Problem prądu i ładowania odchodzi na dalszy plan.
Zaraz po nalaniu wody ruszamy, jak zazwyczaj bez śniadania.
Fordewind. Z Górek wychodzimy na samym grocie, nawet genuy nie wynieśliśmy na pokład, licząc na spinaker przez całą drogę. Genuy nie lubimy składać bez potrzeby! Za FSRU spinaker idzie w górę. Pogoda piękna, jacht wyraźnie przyspieszył, więc czas na śniadanie, herbatę i ogólnie na życie towarzyskie.
Wiatr jest dość słaby, ale pogoda piękna. Kurs na Jastarnię jest idealnie fordewindowy, więc płyniemy trochę w lewo pełnym baksztagiem.

AIS pokazuje że 2 mile przed nami płynie znajomy z klubu, znacznie większy jacht. Płyną pod dużym genakerem i bezanem. Płyniemy sporo szybciej a wyprzedzamy ich za pławą NP. Wcześniej robimy przebasowanie co zajmuje nam tylko chwilę. U sąsiadów to znacznie dłuższa operacja i to na kilka osób. Rolowanie (albo fartuch, trudno ocenić), przeniesienie na drugą burtę, stawianie. Są daleko za nami gdy widzimy pracujący genaker. Wiatr powoli rośnie i także wyostrza, do 130-140 stopni. Icek na wancie zaczyna odchylać się do tyłu, ale dla naszego spinakera to nie problem. Oczywiście przy jeszcze mniejszym kącie wiatru genaker zacząłby być lepszy, ale to nie znaczy, że spinaker nie daje rady. Daje, tylko trzeba go ustawić.


Z tej okazji robię zdjęcia osprzętu, trochę zaległe, do dodania do galerii jachtu. Czyli regulację wózków szotowych, brasołapki w akcji i podobne.
Z drugiej strony denerwuje mnie rozbieżność między wskazaniem logu a prędkością z GPS. Przy Górkach mogłem przyjąć, że różnica 0,2 węzła wynika z prądu. Ale przy większych prędkościach jachtu różnica wzrosła do pół węzła i więcej. Log zarósł? W Górkach, po powrocie, gdy wyjęliśmy czujnik z dna (nie lubimy tego, bo zawsze trochę wody wlewa się do jachtu i wpływa pod wkładkę kibelkową - wybieranie jest upierdliwe) okazało się, że na wiatraczku nie ma pąkli, ale ośka jest w glonach. WD-40 pomógł i powinno być lepiej.
Jastarnia coraz bliżej. Wchodzimy w kanał wejściowy pod spinakerem, wieje całkiem słusznie, bo około 12 węzłów. Robimy zdjęcia tłumowi kajciarzy oraz próbujemy pokazać różnice w kolorze wody między torem a płyciznami obok.



Zastanawiamy się nad wpłynięciem do Jastarni pod spinakerem, ale byłoby mało czasu na porządki potem. W efekcie zrzucamy spinakera za trzecią pławą torową. Szybko idzie, bo to prosta operacja. Miejsce dla nas w marinie, o dziwo jest. Załatwiamy formalności i czas na wcieczkę na plażę. Uparłem się na kąpiel w morzu. Upał jest naprawdę duży, za to woda w morzu, kontrastowo, jest bardzo rześka. Kąpiel to był świetny pomysł. Czas na obiad, w znanym mi od czasów pallasowych barze. Potem pączki w także znanym nam miejscu - zabieramy je na jacht. Upał jest duży, chyba faktycznie około 30 stopni. Dopiero pod wieczór ruszamy ponownie poza jacht. Plan jest prosty, chcemy objeść kilka ulic oraz dotrzeć z baniakiem 5-cio litrowym na stację benzynową. Do stacji było znacznie dalej niż się spodziewaliśmy i wyszedł z tego niezły spacer. Za to w rejony Jastarni pieszo nam nieznane. Już prawie po ciemku dolewamy paliwo do zbiornika. Ale na wyjmowanie czujnika logu zupełnie nie mamy chęci.
Rano wychodzimy z portu o 8:20. Tradycyjnie bez śniadania, bo po co tracić w porcie czas. Wiatr w nocy odkręcił, ale jest słaby.
Podobnie jak dzień wcześniej wychodzimy na samym grocie, więc dość powoli. Szykujemy spinaker już na torze, ale że baksztag jest dość ostry, stawiamy spinaker już przy Kaszycy. Ruszamy szybciej, ale na bardzo krótko. Po około 10 minutach wiatr zupełnie odkręca i maleje do jednego węzła. Zrzucamy spinaker i włączamy silnik. Czas na śniadanie, ale Asia stwierdziła, że ze spinakerem luzem w kabinie nie ma warunków. Składam do worka spinaker. Wiatr powoli się pojawia, ale z bajdewindu lewego halsu. Czekamy aż trochę wzrośnie (no, przynajmniej do 6 węzłów) i oczywiście na koniec śniadania i herbaty.
Zaskakują nas sinice - wpływamy w gęste pole sinic, rzadko spotykane. Wynoszę naszą starą dużą genuę (używaną w turystyce zamiast czarnej), wpinam i stawiamy żagiel. Silnik można wyłączyć, błoga cisza. W której słuchać w UKF-ce rozmowę pod Elblągiem a to dość daleko. Pogoda jest dziwna, widoczność dość ograniczona, a woda wydaje się tłusta.


Wcześniej w tym roku braliśmy udział w czterech regatach, wszystkich ze słabym wiatrem. Mam więc porównanie, jak działa nasza stara dakronowa genua, na której płyniemy w tej chwili, w porównaniu do nowszej, regatowej, czarnej, z materiału Fusion C. Dakronowa genua nieźle pasuje do często słyszanego określenia „żagle dziesięcioletnie w dobrym stanie”. Co prawda nasza genua jest z dakronu AP (a to spora różnica w stosunku do zwykłego dakronu) ale reszta nawet się zgadza. Czym różnią się nasze dwa największe żagle? Czarna genua jest trochę większa (21,82 do 21,09), jest lżejsza o kilogram (9 do 10 kg), ma listwy, no i zachowała po kilku latach swój pierwotny kształt. Ale główna różnica jest w czymś innym. Genua dakronowa była projektowana jako żagiel uniwersalny, na trochę silniejszy wiatr. Genua czarna, szyta gdy mieliśmy już większy zestaw żagli, jest projektowana na słaby wiatr. Wszystkie te czynniki powodują, że z czarną genuą na słabym wietrze jacht jest szybszy i to wcale nie tak mało. Poza tym, lepiej zrównoważony na kursie ostro na wiatr. Z genuą dakronową jacht jest lekko zawietrzny. Mówię o wietrze 4-7 węzłów.
Oczywiscie to wszystko nie ma znaczenia, gdy przy słabym wietrze włącza się silnik. Na silniku większość jachtów pływa z prędkością 5 węzłów. Niemniej jednak różnica na żaglach czasami bywa istotna. 0,2 węzła a może 0,4 robi różnicę. Wszystko zależy od jachtu i samych żagli, ale u nas różnicę widać. Wada czarnej genuy? To jej ostatni sezon, czyli wytrzymała 5 lat dość ostrej żeglugi. Czy mam wnioski w stosunku do planowanego nowego żagla? Ozywiście!
Pogoda powoli się poprawia, słońce robi się wyraźniejsze, widać brzegi Zatoki. Asia stwierdza, że się zdrzemnie. Na zdjęciu trudy żeglugi u nas... ;)


Tak, wiem, buty powinny być w schowku/szafce w przedziale WC.
Zrzut naszej trasy do Górek. Jak widać, udało się dopłynąć na ostro jednym halsem. Wiatr trochę kręcił, ale na pewno nie był zgodny z prognozą.


W Górkach wyjęlismy i oczyściliśmy czujnik logu a potem był czas na kąpiel z jachtu. Przy tej okazji wymyłem burty i płetwę sterową gąbką.
W ramach przygotować do Regat B8, już w piątek.