Przygotowania do poprzedniego sezonu były bardzo długie i późno się zakończyły.
Siłą rzeczy, dla odpoczynku, tej zimy było odwrotnie. Poza tym faktycznie pogoda nie sprzyjała i to dłuższy czas.
W efekcie poprawiłem trochę mocowanie talii grota do belki (bo już trudno to nazwać szyną). Doszło oczko na środku, więc dolny bloczek talii mniej się odchyla na boki. W zasadzie poprzednie rozwiązanie działało cały sezon 2025, ale nie podobało mi się, stąd poprawka.
Kolejną pracą była wymiana knag do brasołapek.
Te knagi puszczały jak kupiłem jacht. Wymieniłem je wtedy na takie same (też z tworzywa), co miało ten plus, że pasowały stare otwory. Minęło trochę lat i knagi znów zaczęły puszczać. Nie udało się kupić takich samych, zresztą zbytnio nie szukałem. W efekcie mamy nowe knagi, aluminiowe, które powinny wytrzymać do końca jachtu. Albo świata. Mały plus wymiany: odciążenie jachtu o 0,1 kg.
Ktoś może zapytać, czemu używamy knag rowkowych. Mają ten plus, że można knagować i odknanować linę siedząc przy sterze, czyli z pewnej odległości. Z tego samego powodu takie knagi są na kabinie dla topenanty i obciągacza spinakerbomu.
Stara i nowa knaga.
Nowa knaga na swoim miejscu.
Drugą może nie pracą, ale zakupem, było uruchomienie naszego szperacza jachtowego. Przestał działać, bo padła w nim bateria (akumulatorek). Na szczęście jest wymienna, typu 5200. W efekcie kupiłem dwa takie akumulatorki, żeby mieć na szybką wymianę w razie pilnej potrzeby. Same akumulatorki mają wbudowane gniazda ładowania, więc można je ładować bezpośrednio przez kabel USB B.
Jak to wygląda można zobaczyć na zdjęciu w opisie ogólnie systemu ładowania akumulatorków stosowanym na jachcie.
Elektryka drobna
Drugą pracą, która czekała od zeszłego roku, była poprawa mocnowania prawej szyny suwklapy. Mocowanie lewej szyny zotało zrobione poprzedniej zimy (nie bez zaskoczenia w postaci wody w dachu kabiny). Przygotowania zacząłem już jesienią, po postawieniu plandeki i sprawdzeniu, że pod nią jest sucho. Przewierciłem otwory na śruby w dachu kabiny (tym razem nie było wody), dopasowałem śruby na długość i potem przyszły mrozy i śniegi. Dopiero wiosną zebrałem się i dokończyłem prace.
Inna rzecz, że obie te szyny z teaku są do wymiany już od lat i nawet mam do tego materiał, ale ciągle są pilniejsze prace.
Kolejną pracą, mocno zaległą, był montaż dodatkowego stopera fałowego. Nowe organizery, z wiekszą liczbą rolek, są od zeszłego roku. Miejsce na fały także są w maszcie. Brakowało stoperów. Nowy stoper, podwójny Antala, czekał na swoj czas także od zeszłego roku i w końcu się doczekał.
Założenie jest takie, że może zacznimy używać dwóch fałów spinakera/genakera. Są wyjścia na maszcie, są nawet piloty, brakowało organizerów, stoperów i samych lin. Orgnizery są od zeszłego roku, stopery od teraz, więc brakuje tylko samego fału.
Mam opory, bo to jednak dodatkowy ciężar, w dużej części zbędny. Ale drugi fał przyspieszy ZAMIANĘ żagla dodatkowego (co czasami robimy, w końcu mamy dwa spinakery i genaker do wyboru) no i w razie awarii... Wciąganie załogi na maszt, zwłaszcza na morzu, nie jest moim ulubionym zajęciem na jachcie, a zdarzyło się kilka razy...
Zobaczymy.
W ogóle kwestia zapasowych fałów nie jest bez znaczenia.
Niby zapasowy fał spinakera może u nas służyć także jako zapasowy fał genuy, ale to raczej teoretycznie. Musiałby być z dynemy... Oczywiście awaryjnie lepszy poliestrowy niż nic, ale... temat także do przemyślenia. Raczej pod kątem dalszych rejsów niż lokalnego pływania.
A na razie mamy nowy podwójny stoper zamiast starego pojedynczego, używanego od lat. Zdjęty stoper to dziwna konstrukcja, bardzo niby prymitywna, ale działa bezbłędnie i na pewno go nie wyrzucę.
Bilans wagowy jest słaby, bo skrupulatne ważenie pokazało, że na dachu kabiny przybyło 0,36 kg mimo cieńszych niż wsześniej śrub mocujących.
Uchwyty bucht brasowych to niby drobiazg. Kiedyś były na kabinie uchwyty kupione w sklepie żeglarskim, ale okazały się za duże i jednak zbyt słabo trzymały na fali i podczas walk w kokpicie.
Wyglądały tak:
Ale było ich za mało. Bo na kabinie dwa, ale gdy odczuliśmy potrzebę zrobienia uchwytów na dwie pary brasów, to te firmowe zdecydowanie odpadły.
Zrobiłem nowe, prosto, szybko i skutecznie.
Choć może niezbyt pięknie i co gorsza, niezbyt trwale, jak się szybko okazało.
Takich uchwytów mamy aktualnie sześć. Działają bardzo dobrze, są wygodne, szybkie w obsłudze i małe. Ale ułamywały się w nich wolne końce.
Albo dlatego, że zastosowałem za słaby plastik (diabli wiedzą, co to było, oczywiście jakieś resztki), albo przez słońce.
Słońce bardzo niszczy tworzywa sztuczne. Nie wszystkie, ale wiele. I trudno trafić na te odporne na UV.
Dwa uchwyty na szybko poprawiłem (inny plastik i krótsze wolne końce).
Teraz poszukałem i zastosowałem listwy do żagli - zostały kawałki zbyt sztywnych listew. Są bardzo mocne, są mniejsze, nie są białe. Zobaczymy, jak długo wytrzymają.
Sama praca jest prosta i drobna, ale opisuję to jako przykład, że czasami robi się coś kilka razy, zamiast raz i dobrze. Szkoda czasu, wysiłku i kasy.
Jacht na wodzie, więc prace prawie się zakończyły. Ale chcę jeszcze zajrzeć do silnika (dokręcenie głowicy i luzy zaworowe), kabel antenowy w maszcie jest do wymiany (przez uszkodzoną końcówkę) i ciągle jeszcze myślę o przełożeniu cumowniczych knag dziobowych.