Rzadko zdarza się, że w sezonie żeglugowym robimy coś na jachcie. To upierdliwe, bo trzeba przywieźć narzędzia i materiały a potem posprzątać.
Tym razem zostało trochę drobiazgów, a weekend był dla nas wolny. Pominęliśmy regaty, ktorych nie lubimy.
Pierwsza praca to naprawa. Wymieniając organizery na kabinie jakiś czas temu, nie zwróciłem uwagi, że rolki są teraz trochę przesunięte. Kipa przed knagą topenaty spinakerbomu w nowym układzie nie była dokładnie w osi liny i została zwyczajnie przez linę przepiłowana.
Nowa kipa, w trochę innym miejscu i cały układ.
Druga praca była już zupelnie drobna. Chodzi o mocowanie talii grota. Wszystko było prawie dobrze, ale górna linka była do bomu tak przywiązana (talia grota nie ma krętlików), że bloczki nie ustawiały się w osi jachtu, ale przekręcały się w bok. Było to niewygodne.
Teraz bloczki układają się dobrze, a całe mocowanie wreszcie jest skończone.
Kolejna drobna praca, ale wymaga śrubokręta i odkręcenia dwóch wkrętów, to wymiana baterii (akumulatorka AA) w zegarze na grodzi.
W zasadzie nie byłoby o czym mówić (do zegara trafił naładowy akumulatorek a ten z zegara trafił do ładowania), ale ktoś może zapytać, po co w ogóle na jachcie taki zegar? Skoro walczymy z ciężarami. Ale ten zegar był jak kupiłem jacht. Działa bezwaryjnie. Nie przestawia się automatycznie, nie zależy od GPS-a, internetu, sygnałów radiowych i tak dalej. Widać go z kokpitu i oczywiście z kabiny. Jest ostoją stabilności i zniszczyć go może chyba tylko impuls elektromagnetyczby. Może go kiedyś wyrzucę, ale na razie nie.
Te trzy prace są dla obcych niewidoczne. Kolejna tym bardziej.
Mocowanie kip szotów zewnętrznych. O szotach zewnętrznych pisałem wiele razy. Robione przez kilka lat na raty, w miarę kolejnych wniosków po kolejnych pływaniach. Teraz system jest w zasadzie dopracowany. Ale okazało się, zwłaszcza na lewej burcie (cieńszy laminat?), że te kipy przy dużych obciążeniach (czyli przy silnym wietrze), pracują. Plan wstawienia od spodu większych podkładek był od dawna, ale praca niewdzięczna, miejsca wredne, więc czekała. Poza tym trudno to robić samemu.
Tym razem się zawzięliśmy i wspólnymi siłami kipy zdjęliśmy a pod spód trafiły stare podkładki od sworzni balastowych. Grube, sztywne i szerokie. Powinno być dobrze. Zdjęcia nie zrobiłem. Ta praca trochę nas zmęczyła.
Dla odprężenia i zgodnie z listą zajęliśmy się wreszcie tym, czym żeglarz powinien się zajmować. Nie silnikiem, nie elektryką, nie hydrauliką i tak dalej.
Olinowanie ruchome, czyli konkretnie fał spinakera. Nowa lina i nowa snapszekla, tym razem szarpnąłem się na Wicharda. Drogie to jak cholera, ale jednak widać różnicę wykonania.
Cała akcja wynikła z tego, że chciałem dokończyć uruchomienie drugiego fału spinakera. Na maszcie są miejsca na dwa fały spinakera, dwa fały genuy i dwa fały grota. Używaliśmy wszystkiego po jednej sztuce, ale pilot drugiego fału był od dawna. Poprzedniej zimy zainstalowałem nowe organizery, tej zimy doszły nowe stopery. Brakowało już tylko liny.
No walina wjechała na miejsce starej. PRzy okazji na końcu fału przyszyliśmy kawałek oplotu. Ma zabezpieczać koniec liny przed przecieraniem. Nie mam pojęcia, czy to się sprawdzi, to eksperyment.
Skąd w ogóle problem? Ano od czasu, kiedy zaczęliśmy pływać na genakerze. Wyjścia fałów na topie są przystosowane do spinakera i do pracy do przodu. Z genakerem fał pracuje zazwyczaj na bok i na dół. Przeciera się albo o boki wyjścia z masztu albo na jednym halsie o sztag. To ze sztagiem jest pewne, bo widać u góry, na rurce termokurczliwej, ślady ocierania.
Pomysł z naciągnięciem dodatkowego oplotu pojawił się jakiś czas temu i zobaczymy. Przy czym chcemy to także zastosować na brasach.
Czyli nowa lina i snapszekla trafiła w stare miejsce. Stara lina trafiła w nowe miejsce i na nowy stoper a irytujący pilot fału w końcu zniknął.
Wcale nie jestem pewien, czy dwa fały mają sens. To dodatkowy ciężar i dodatkowa komplikacja. Ale z drugiej strony kilka już razy wchodziliśmy na maszt po fał. No i zmiany spinakerów/genakera w regatach będą szybsze. Nie robi się tego często i mamy wprawę, ale zawsze...
Zobaczymy. Jak się nie sprawdzi, to zdejmę. Oczywiście na dalsze rejsy może to być bardzo przydatne.
Przy tej okazji zdjęliśmy kulkę z fału genuy (zbędną zupełnie) co tylko tak prosto brzmi. Trzeba doszyć linę do końca fału, wyciągnąć cały fał, rozciąć połączenie, zdjąć kulkę, zszyć znów liny, wciągnąć fał do masztu, rozciąć połączenie lin.
To wcale nie był koniec. Przełożyliśmy na soperach kilka lin. Wymieniliśmy linkę drugiego refu na nową z dynemy i cieńszą (nowa lina czekała rok bo stoper jej nie trzymał jak się boleśnie okazało). Wymieniliśmy linę cunnighama na grubszą i również przełożyliśmy ją w stoperach. Teraz na lewej burcie wygląda to jak na zdjęciu. Konkluzja wspólna była taka, że mamy za dużo czerwonych lin. Do zmiany jest opis na knadze - zamiast cyfry 2 powinna być teraz litera C.
Na niedzielę zostawiliśmy ostatnią pracę, której nie można uważać za drobną. Tak wcześniej przypuszczałem i tak się okazało.
Przełożenie knag dziobowych w nowe miejsce. Pomysł pojawił się kilka lat temu, ale to trudna praca. Gdy jacht jest na lądzie, wymaga rusztowania i biegania z niego przez rufę i drabinę do koi dziobowej. Na wodzie (czyli z pomostu pływającego) trochę łatwiej.
Knaga (bo zrobilismy tylko jedną, została jeszcze druga) przeszła z pokładu na nadburcie, dokładnie tak, jak są zamontowane stoczniowo knagi rufowe.
Wypada powiedzieć, po co taka zmiana. Kusiło mnie, żeby napisać, że to dlatego, żeby obniżyć środek ciężkości jachtu i poczekać na reakcję. ;)
Ale chodzi o to, że o te knagi zaczepiają się brasy podczas obsługi spinakera. Czasami także hals genakera. Zdarza się to na tyle często, że pojawił się pomysł rozwiązania problemu. Ale chodzi także o obsługę cum w portach. Gdy na pokładzie leży zrzucona genua, a dodatkowo końcówka spinakerbomu (gdy nie jest w trybie portowym), obsługa cum na knagach jest niewygdna. Przy zmianach sztaksli na wodzie i na fali warto uważać na kolana. Teraz powinno być łatwiej, no i liny nie powinny o te knagi zaczepiać.
Obniżenie środka ciężkości to już dodatkowy, raczej żartobliwy (bo niemierzalny) bonus.
Bonus jest jeszcze jeden. Podczas prac nad podkładkami do kip szotów w bakiście, Asia odkryła, że cieknie odstojnik paliwa. Śruba dociskająca szklany korpus była zbyt słabo dokręcona. Może to jedna z przyczyn problemów z uruchomieniem silnika? Poprawiłem i zobaczymy.