Zimy od dawna
narciarzy biegowych nie rozpieszczają. Albo śniegu nie ma w
ogóle, albo zaczyna padać we wtorek by w piątek stopnieć. Na
nartach można się szlajać w zasadzie tylko w weekendy. Bo po
pracy jest ciemno, a na nartach po ciemku jest bardzo
trudno. Co prawda kiedyś na forum biegówkowym czytałem, że
ludzie się umawiali na narty po pracy, z czołówkami. Niby
można...
O co w ogóle chodzi z biegówkami i co to jest napisałem w
innym miejscu:
Relacja z nart 2017
Czemu zachęcam? Bo to bardzo fajny rodzaj aktywności
fizycznej, choć mało znany. Zdaję sobie sprawę, że trudno
się komuś nowemu skusić, gdy warunki na bieganie na nartach
są rzadko. Poza tym nikt się na tym nie zna, nikt nie
doradzi jaki sprzęt dobrać. A używany sprzęt jest naprawdę
tani, i na początek całkowicie wystarczy. Narty wyrabiają
kondycję, która żeglarzom (zwłaszcza w regatach!) jest
bardzo przydatna. Uruchamiają wszystkie mięśnie, pozwalają
poznać las zimą (niby niekoniecznie trzeba w lesie, ale
chyba najprzyjemniej) i dostarczają wrażeń estetycznych
(poza krajobrazami, to spotkane na trasie narciarki
zazwyczaj mają świetną figurę, a panowie też zapewne są
interesujący ;) ) oraz dodatkowych przyjemności, gdy trafi
się zjazd...
W lasach trójmiejskich narciarze się pozdrawiają (znaczy
jednak mało nas jest), czasami ktoś kogoś poratuje czymś do
picia.
Trasa tradycyjna, ale to świetna trasa na pierwszy raz w
sezonie, zwłaszcza gdy kondycja leży i kwiczy. Poza tym jest
blisko, nigdzie nie trzeba jechać. A że z domu wyruszyliśmy
późno, tym bardziej nie było co kombinować.
Pogoda piękna, czasami lekko padał śnieg, ale zazwyczaj było
słońce. Śniegu niezbyt dużo, ale na pewno nie za mało. W
Borodzieju termometr pokazał niecałe 7 stopni mrozu.
Dotarcie do Borodzieja było dziwnie męczące i trochę trwało.
Być może jakiś wpływ na to ma fakt, że w "tamtą" stronę jest
generalnie pod górkę. Zmęczone spojrzenie... To żółte na stole
to obudowa termometru, w postaci długopisu. Ciekawość, jaką
mamy temperaturę, zawsze jest.

Widoki w różne strony, i kiedyś trzeba będzie ruszyć w te
inne strony.


Jest chłodnawo, więc za długo siedzieć i odpoczywać się nie
da. Ot, herbata, kilka zdjęć i w drogę.

Bolące stopy, chwila odpoczynku, i trzeba ruszać
dalej. W tle widać, że jednak nie tylko my narty lubimy.

Słoneczko częściowo wyszło!

Kiedyś jeden facet przejechał na rowerze obie Ameryki, od
Alaski po Patagonię. Dziennikarz przeprowadza z nim wywiad i
w końcu zadaje pytanie: co najlepiej pamiętasz z tej podróży?
Odpowiedź: przednie koło.
U nas może nie aż tak, poza tym generalnie patrzy się dalej,
ale mimo wszystko...

Na trasie i pod koniec...


Pakowanie po zdjęciu nart, dalej już trzeba pieszo.

Potem pieszo do domu (blisko jest, tylko przez AWF trzeba
przejść). Zostawiamy narty i idziemy do ulubionej knajpy
obok na obiad i grzane wino. Dla rozgrzewki, rzecz jasna!