Znów
wyścig B8. Dla nas trzeci raz, w ogóle czwarty raz w
ramach Nord Cup (był też wyścig w roku 2013 do platformy
na Regatach Jubileuszowych Gryfu).
Trasa już dobrze znana. Start w Górkach, ominięcie Helu
i lekki skręt w lewo w kierunku platformy wiertniczej
Baltic Beta. Przy platformie specjalnie dla regat
wystawiona boja zwrotna, meta w Górkach koło JKSG. Razem
ponad 120 mil.
Tydzień przed wyścigiem okazało się, że z załogi wypadł
Andrzej. Zostaliśmy we dwójkę. Dobranie trzeciej osoby
musiało uwzględniać jej wagę. Poza tym, to długi wyścig,
warunki zapowiadały się trudne, więc nawet nie szukałem
kogoś na zastępstwo.
Wnioski z poprzedniej edycji, której nie ukończyliśmy
(relacja tutaj),
zostały wyciągnięte, a nawet w sporej części
zrealizowane. Na jachcie jest komplet nowych żagli, jest
genua nr 2, jest nowy spinaker. Sporo poprawek na
pokładzie, w wyposażeniu, w organizacji życia. Trochę
jeszcze brakuje, ale... jest lepiej.
Na odprawie przed startem dowiadujemy się, że załogi
płynące dwuosobowo mogą być liczone tylko albo w
klasyfikacji załogowej, albo w klasyfikacji DH do
pucharu DH, ale nie razem. Każą nam się zdeklarować,
gdzie kto. My oczywiście wybieramy klasyfikację
załogową.
Na zdjęciach poniżej nowy jacht w regatach na tle
weterana, Oceanna z którą mijaliśmy się na trasie,
statek komisji, Busy Lizzy, która długo wskazywała nam
kurs, Rastaban, który ciągle siedział nam na rufie.
Wychodzimy z portu, czas na start. Startujemy razem z
Rastabanem bardzo dobrze, z lewej strony linii startu
(tak było warto, od lat powtarzam, że należy czytać
„Strategię i taktykę regatową” Rymkiewicza), przy samym
końcu i o czasie.
Tak nawiasem, mogliśmy się wywozić przed startem, co
byłoby głupotą. Odliczaliśmy Rastabanowi sekundy do
startu aby razem wystartować punktualnie.
Wyszliśmy razem i poszliśmy w lewo, prawym halsem, w
kierunku na Gdynię.
Rastaban płynął dłużej, my jako jacht szybszy, wcześniej
zrobiliśmy zwrot w kierunku Helu. Chodziło raz o
halsówkę przez Zatokę przy tym kierunku wiatru, ale
przede wszystkim chodziło o to, żeby być we właściwym
miejscu gdy przyjdzie odkrętka wiatru. I byliśmy gdzie
trzeba. Przed samym Helem, zanim minęliśmy półwysep i
wyostrzyliśmy, mogliśmy płynąć na małym spinakerze
połówką. I tak płynęliśmy. Potem wyostrzenie i kurs na
platformę, pełnym bajdewindem. Można rzec - idealnie.
Jachty które poszły w morze, były po prawej, wyżej, ale
miały pod wiatr. No i później dostały ten wiatr.
Jeszcze nie wieje mocno.
Dopiero w nocy nieźle przywiało i zmiana genuy nr 1 na
genuę nr 2, po ciemku i na sporej fali nie jest moim
ulubionym zajęciem, ale cóż... ![]()
Trochę tracimy przez duży statek, który nie bardzo
chciał nam ustąpić. Ostrzę, zwalniamy, przechodzimy mu
tuż za rufą i ruszamy dalej właściwym kursem.
Przyszedł ranek. Wiatr zelżał i najpierw zdjęliśmy ref
na grocie a potem wymieniliśmy ponownie genuy, na dużą.
Widać obok, i z przodu, kilka jachtów. Staramy się
pędzić, mimo niewyspania. Przez cały ten bok popełniamy
(ja popełniam) idiotyczny błąd w trymowaniu żagli. Umysł
człowieka jednak stanowi zagadkę...
Tracimy na tym na pewno trochę minut. Zmiany sztaksli na
dziobie także trzeba jeszcze dopracować. Chodzi głównie
o nowe, specjalne worki do żagli.
Słyszymy w UKF-ce rozmowę Oilera.pl z obsługą platformy.
Okazuje się, że jest około 2 godziny przed nami, co przy
takich warunkach jest dla nas świetnym wynikiem. Potem
słyszymy kolejne jachty.
Półmetek wyścigu wygląda tak:
| Oiler.pl |
06:14 |
| Dancing Queen |
06:32 |
| GoodSpeed |
06:54 |
| Barakam |
06:55 |
| Opole |
07:50 |
| Busy Lizzy |
07:44 |
| Konsal 2 |
08:10 |
| Czarodziejka |
08:18 |
| Oceanna |
08:30 |
| Rastaban |
08:58 |
| Elle Fam |
11:34 |
| IRS Challenger |
13:06 |
Prędkość rośnie, ale trwa to tylko 20 minut. Wiatr
wyostrza i spinaker ląduje w kabinie. Na szczęście wiatr
także rośnie, a cały czas boję się tego, że zmaleje i
ostatnie mile będą bardzo nerwowe.
Okazuje się, że wcale nie, o dziwo. Wieje znów coraz
mocniej, pełny bajdewind i duża prędkość. Tylko fale
znikły, jesteśmy już na Zatoce.
Spać zupełnie nam się odechciało, ja nie wypuszczam
rumpla z dłoni, chcąc mieć wszystko pod kontrolą. Czuję,
że wynik może być dobry, ale pewności żadnej. Poza tym,
cały czas siedzi w głowie, że nam pod koniec wiatr
potrafi ścichnąć. Jesteśmy coraz bliżej Górek, prędkość
cały czas dobra. Meldujemy się telefonicznie sędziemu
regat, przechodzimy tor wodny do Portu Północnego. Wiatr
bardzo wyraźnie rośnie, co niesamowicie mnie cieszy.
Mimo to na wszelki wypadek wpinamy spinaker, gdyby w
samym wejściu i na Wiśle wiatr był słaby. To tylko pół
mili, ale skoro walczymy do końca... Przed wejściem
wiatr jeszcze bardziej rośnie, lecimy na kancie ponad 6
węzłów. Będzie spinaker czy nie? W samym wejściu
odpadamy trochę, ale to za mało. Trzymając szoty w
rękach mijamy NCŻ, wiatr trochę słabszy, ale dalej dość
silny i bardzo kręci, często ostrząc. Odpuszczamy
stawianie spinakera, co było dobrą decyzją. Meta!
Zrzucamy genuę, jacht się uspokaja, wykręcamy zwrot i na
samym grocie ruszamy pod wiatr, w kierunku AKM-u. Trzeba
wygrzebać spod pokładu kluczyki do stacyjki silnika (raz
na regatach zostawiłem w stacyjce kluczyk i to był
zdecydowanie błąd - zardzewiał mocno w ciągu dwóch dni
wyścigu). Po przekroczeniu mety i zawróceniu w kierunku
AKM, na pontonie przypływa kontrola paszportów i innych
dokumentów w postaci Tomka i Iwony. Miła rozmowa,
zaproszenie na grilla - to również mnie ucieszyło
- powrót do klarowania.
Jest kilka minut po godzinie 18, w zasadzie nigdzie nam
się nie spieszy. Robimy podstawowe porządki na jachcie,
pomału szykujemy nasze kubki smakowe. Na pomoście
widzimy nadchodzącą załogę Rastabana.
Dowiadujemy się, że są wyniki i że wygraliśmy. Jest to
bardzo miła wiadomość. Rozmawiamy jeszcze chwilę,
dołącza Kuba z Busy Lizzy. Oczywiście idziemy obejrzeć
wyniki na własne oczy. Cieszymy się, nie powiem, że nie.
Zwłaszcza, że byliśmy tylko we dwoje.
Ważne, że mimo dość mocnej pogody, nie mieliśmy nawet
najdrobniejszej awarii. A dzień po regatach wybrałem z
zęzy gąbką szklankę (podkreślam: szklankę) wody.
Jeszcze dygresja związana z tymi akurat regatami i z
polityką informacyjną.
Boli w tym wszystkim podejście organizatora do regat
morskich w ogóle, a do klasy ORC w szczególności.
Przed regatami było trochę tekstów mówiących o samym
wyścigu, o kilku uczestnikach.
Regaty zakończyły się w sobotę wieczorem. Zostały
skwitowane kilkoma zdaniami, i dotyczyło to głównie
klasy OPEN. Dwie grupy klasy ORC zostały podsumowane w
jednym zdaniu. Tego tekstu na stronie do tej pory nie
udało mi się znaleźć.
Dopiero po interwencji (wcale nie mojej), we wtorek(!)
ukazał się, tylko na FB (a nie wszyscy mają!) krótki,
mało trafny („śmiałkowie... odwaga...” i podobne bzdury)
i bardzo skrótowy tekst o tym, że wyścig do platformy
się zakończył, że został pobity rekord trasy i podani
zwycięzcy w trzech grupach. Wszystkie inne klasy są
opisane dokładniej, opisane są warunki na trasie, i to
co się działo. Jachty morskie na to najwyraźniej nie
zasługują. I nie chodzi tu o to, że nie wspomnieli o
nas, czyli o Czarodziejce, choć wygrała. Nie zależy nam
na hołubieniu i rozpisywaniu się o nas.
Chodzi o to, żeby pisać o klasie ORC, bo wiele lat
poświęcam aby regaty morskie w klasie ORC czyli tej, o
której w 2017 roku tak dużo się mówiło ze względu na ME
organizowane w Gdańsku, miały ręce i nogi. Tym bardziej
pominięcie klasy ORC w bieżących komunikatach
organizatora, oraz na stronie www regat, także w
zakładce o wyścigu B8, wydaje się niezrozumiałe.
Z drugiej strony, jeżeli już coś się pisze o wyścigu, to
głównie o pierwszych na mecie, czyli klasie OPEN. Która
liczyła tym razem całe trzy jachty (5 wystartowało).
W klasie ORC jachtów było dziesięć. Były to jachty
różne, jak to w ORC.
Problem polega na tym, że w klasie OPEN największe
szanse na wygraną ma najszybszy/największy jacht.
I taki jacht wygrywa niemal zawsze. Przyznaję, że tym
razem tak się nie stało, ale to rzadkość.
W klasie ORC jest zupełnie inaczej. Każdy jacht w
stawce, niezależnie od wielkości, ma szansę na wygraną.
Dlatego rywalizacja jest o wiele ciekawsza, decydują
niuanse, a zwycięzca do ostatniej chwili nie jest znany.
Jest to trudna klasa, z dużą i różnorodną konkurencją.
Czemu o tym się nie mówi? Brak wiedzy? Mało ciekawy,
techniczny temat, zbyt trudny do wyjaśnienia?
W ORC jest jak w skokach narciarskich. Nie wygrywa ten,
który najdalej skoczył, bo decydują jeszcze przeliczniki
za wiatr i belkę. W regatach decyduje czas na mecie oraz
przeliczniki za jacht. W sumie proste.
Z trzeciej strony, zadałem sobie trud i policzyłem
wyniki wyścigu przy założeniu, że dwa pierwsze jachty
klasy OPEN startowały w klasie ORC. Akurat każdy z nich
mógłby, bo każdy ma świadectwo ORC...
Wyniki wyglądają jak niżej:
Wyniki
B8 wszystkich jachtów łącznie
Żeby było jasne. Nie chodzi o samą grupę OPEN, tylko
chciałbym, żeby wszystkie klasy morskie, i w ogóle
wszystkie klasy z dużych regat, były traktowane i
opisywane jednakowo.
Jeszcze wyniki regat bez wyłączenia
DH, czyli generalka ORC