Relacja z imprezy na orientację. Jedna
relacja z takich zwodów już jest,
z wypadu do Karlskrony i szukaniu
punktów wśród szwedzkich szkierów.
Ktoś może zapytać, co chodzenie po lesie i szukanie
punktów na czas, ma wspólnego z żeglarstwem?
Odpowiedzi nasuwa się kilka. Po pierwsze, czy wszystko musi
być związane z żeglarstwem? Po drugie, ma to całkiem sporo
wspólnego z żeglarstwem, zwłaszcza z regatami, w końcu to
też zawody. Po trzecie, zawsze warto zobaczyć z bliska „piękne
okoliczności przyrody”.
Przy czym wnioski, dotyczące także regat, będą na końcu.
Jak w ogóle wygląda taka impreza? Czytamy w necie
komunikat startowy i regulamin (to jak ZoR). Wybieramy trasę,
na którą idziemy (mówiąc wprost - taką jaką jesteśmy w
stanie przejść). Zgłaszamy się, płacimy. Przyjeżdżamy we
właściwym czasie do właściwego miejsca (to czasami nie
jest takie proste, ale na regaty jachty także się
spóźniają), mając ze sobą potrzebne wyposażenie (przynajmniej
kompas - to ma związek z żeglowaniem).
Czekamy na swój czas startu. Dostajemy kartę startową oraz
mapę. I o właściwej godzinie ruszamy w trasę.
Mamy znaleźć w lesie punkty kontrolne (tym razem do znalezienia
było 16 PK), mieszcząc się w czasie.
Drobna uwaga: imprezy na orientację mogą być dzienne lub
nocne. To duża różnica. Nocne regaty także różnią się od
dziennych.
Dzień był wyjątkowo wiosenny, i ciepły. To dobrze i źle.
Lasy w okolicach Otomina nie są bardzo górzyste, ale płaskie
także nie. Zawsze trafi się jakaś górka, albo jar. Jarów
tam jest nawet sporo.
Poniżej ekipa w akcji. Do punktu trzeba podejść, żeby flamastrem lub perforatorem zaznaczyć w karcie startowej odnalezienie tegoż punktu. Cały też czas trzeba się zastanawiać nad mapą.
Znów piękne okoliczności przyrody.
Zdjęcie poniżej miało być zatytułowane „początek kryzysu”,
ale dowiedziałem się, że kryzys to był po drugim punkcie...
;)

Las dalej jest ładny, a trasa przechodzi koło jeziora.
Pogoda naprawdę była bardzo wiosenna, temperatura
dochodziła do 17 stopni. To wcale nie było takie fajne, bo
nie byliśmy na taki upał przygotowani. Na razie napawamy
się pięknem otoczenia i gnamy do przodu, pracowicie szukając
kolejnych punktów.
Po drodze oglądając takie bezeceństwa jak niżej. Wiosna w
rozkwicie, jak widać, i żaby korzystają ;)

W końcu trafiamy na metę. Trochę po czasie podstawowym, za
co są karne punkty. Za przekroczenie czasu rezerwowego
punktów karnych jest już naprawdę dużo, i tego trzeba
unikać.
To była trzecia impreza tego typu tej wiosny. Wszystkie
trasy były stosunkowo krótkie, ale tym razem byliśmy
najbardziej zmęczeni. Z powodu upału, od bardzo wielu lat
nie chodziłem w tak wysokiej temperaturze. Upał
spowodował, że zbyt szybko skończyło się nam picie, a to
jest kluczowa sprawa.
Wiedząc, że nie jest dobrze, weszliśmy po drodze do
sklepu, właśnie żeby „uzupełnić płyny”. To spowodowało
stratę około kwadransa. Mówi się trudno, bez tego byśmy
się ledwo do mety dowlekli.
Tutaj dochodzimy do sprawy kluczowej, ważnej także w
regatach. Chodzi o kondycję, a raczej jej brak. W InO nie
da się zająć dobrego miejsca, nawet świetnie nawigując,
nie mając kondycji. Pod koniec, gdy brakuje sił, znacznie
spada prawność umysłowa. Dodatkowo, po prostu nie ma się
już ochoty na porządne działanie. Błędy się zaczynają
nakładać, a chęć walki gwałtownie spada.
Identycznie jest na regatach. Jeżeli po drugim wyścigu
krótkim załoga pada na twarz, to motywacja do porządnej
walki w wyścigach kolejnych jest już znacznie niższa.
Wszystko wychodzi wolniej, a umysł w zmęczonym ciele
działa znacznie gorzej. To się oczywiście przekłada na
wynik regat.
Prawda jest brutalna, ale chcąc skutecznie rywalizować w
regatach, trzeba mieć kondycję, wytrzymałość. I dotyczy to
całej bez wyjątku załogi. Oczywiście można nadrabiać czymś
innym, ale zawsze jeden z wielu czynników, decydujących o
wynikach, jest przeciwko nam. Wbrew pozorom wcale nie
siłownia jest tutaj rozwiązaniem, ale ćwiczenia
wydolnościowe, jak rower, bieganie, basen.
Nie tylko my to widzimy. Gdy już po mecie szliśmy do
samochodu, przed nami szła grupka rywali, z którymi nie
raz spotkaliśmy się na punktach. Omawiali jak poszło i
padło z ust pewnej dziewczyny bardzo ważne stwierdzenie:
przecież pod koniec już nam się nie chciało.
To jest kluczowe. Jak jesteśmy zmęczeni, to nam się nie
chce. A jak nie mamy kondycji, to bardzo szybko się
męczymy. Pisałem już o tym we wnioskach z regat samotników
z roku 2018.
Z samego wypadu jesteśmy bardzo zadowoleni, i choć wynik
nie powala, to jednak tym razem nie byliśmy ostatni. Na
zdjęciu poniżej ten moment, gdy można odpocząć...