Zdjęcie masztu zawsze oznacza, że sezon
został zakończony, oraz że zamknęła się tabela pływań.
Po co piszę te podsumowania? Przede wszystkim dla siebie,
żeby zebrać uwagi, wnioski, oraz żeby pamiętać.
Sezon opóźniony, sezon bez kilku dużych regat z początku
sezonu. Sezon z niejasnymi restrykcjami po przekroczeniu
granicy państwa. Ze zmianami w firmach, urlopach. Z
restrykcjami w portach (tak w każdym razie można było
oczekiwać). Później to wszystko trochę się poprawiło, ale
normalnie nie było i dalej nie jest.
Tradycyjnie, na początek tabela pływań.
Wyszło 48 dni pływania i 1096 mil. To naprawdę dużo,
zwłaszcza że na początku sezonu całkiem serio rozważałem
możliwość, żeby jachtu w ogóle nie wodować. Urlop
wykorzystać na cokolwiek innego, np. spływ kajakowy, a
korzystając z lata, zrobić wiele zaległych prac, które
zimą robi się trudno.
W poprzednim sezonie było założenie, że walczymy cały
czas. W tym roku zupełnie odpuściliśmy. Nastawiając się
raczej na przyjemność z żeglowania. Pisałem o tym w
relacjach z urlopów.
Zwłaszcza w relacji z wypadu na Hel.
W efekcie był to sezon pewnych przewartościowań.
Po pierwsze dlatego, że nie było w ogóle wiadomo co będzie
i jak sezon się potoczy.
Po drugie dlatego, że w poprzednim roku wygraliśmy PBP
(morski i ogólny), MŻPP, a w PZG zajęliśmy trzecie
miejsce. Wszystko w klasyfikacji generalnej, czyli przy
dość dużej konkurencji. I co z tego? Zupełnie nic.
Sezon zaczęliśmy od wycieczki na silniku (jeszcze bez
masztu) po Wiśle. Potem postawiliśmy maszt z zupełnie
nowym takielunkiem. Wszystko pasowało, co przecież nie
jest oczywiste. Zrobiliśmy potem rejs taklowniczy po
zatoce, przy okazji trafiliśmy na milę pomiarową koło
Helu, żeby skalibrować log. Trochę to trwało, ale czasami
warto to zrobić.
Potem był Bałtycki Śledz, regaty z pomysłem, zorganizowane
spontanicznie, przez żeglarzy dla żeglarzy. To była
prawdziwa przyjemność, choć regaty okazały się trudne, nie
z powodu złej pogody, ale z powodu przybrzeżnej trasy,
słabego wiatru, cisz i częstej mgły. Mieliśmy za to okazję
sprawdzić w praktyce nasz nowy ploter z AIS-em nadawczym.
Ploter bardzo prosty, z bardzo prostym, wręcz topornym
oprogramowaniem, co uważam za znakomity pomysł.
Kolejne regaty, które lubimy, choć nie raz pogoda dała nam
zdrowo popalić, to Wyścig B8. Cóż, cała nasza walka o
wynik zakończyła się klęską, gdy od NCŻ-tu do mety w JSG
(czyli pół mili), płynęliśmy godzinę...
Potem miała być dalsza część NordCupu, ale zniechęceni
zupełnie podejściem organizatora do jachtów morskich i
klasy ORC, po raz pierwszy od dawna, świadomie
zrezygnowaliśmy ze startu.
Co było gwoździem do trumny w klasyfikacjach sezonu, ale
zupełnie nas to już nie obeszło.
Regaty na których mi zawsze zależy to Memoriał Teligi w
Gryfie. W tym roku w randze MP samotników.
Zostawiłem w świadectwie żagle na kursy pełne, czyli
spinakery. Nie jest to opłacalna taktyka, czwarte miejsce
i w Memoriale i w MP, zupełnie słusznie jest uznawane za
to najgorsze.
Za to, na osłodę, udało się wygrać Kryształowy Spinaker.
Jest to jedna z bardziej cenionych przeze mnie nagród.
Nastał czas turystyki i urlopu. Blisko, ale to też
przyjemne. Czasami naprawdę warto się cieszyć z
drobiazgów.
Niejako z marszu wystartowaliśmy w Pucharze Korsarza,
które udało się wygrać.
Po regatach samotników pojawił się pomysł, żeby może
potrenować, organizując sobie prywatne regaty w Górkach.
Po południu, krótka trasa. Zazwyczaj samotnie, ale
niekoniecznie. Ponieważ na mnie trafiło liczenie wyników
(oczywiście w ORC, najbardziej zaawansowaną metodą, czyli
kursów konstruowanych), nazwałem te wyścigi ustawkami. Bez
mordobicia, ale jednak rywalizacja. Po niektórych
wyścigach padałem na twarz ze zmęczenia, ale przecież o to
właśnie chodzi. Pomysł okazał się znakomity, wyścigów
odbyło się aż 6, w gronie 4 jachtów.
Wyniki końcowe są naszą słodką tajemnicą. W każdym razie
sternicy z miejsc 2-4 zrzucają się na skrzynkę piwa, które
to piwo mamy zamiar wspólnie skonsumować.
Imprezą na
którą się nastawialiśmy, a która zupełnie się
nie udała, to załogowe Mistrzostwa Polski.
Jedenaste miejsce na 15 jachtów to słabo. Lekki
pazurek, bo nie pazur, pokazaliśmy tylko w
wyścigu piątym, zajmując 4 miejsce.
Przyczyny obgadaliśmy dobre kilka razy i trochę
wniosków mamy. Tym razem zachowam je dla siebie.
Do końca sezonu odbyło się jeszcze kilka regat,
na których wypadliśmy dobrze lub przyzwoicie.
Ale było i bardzo słabo, w Eljacht Cup.
Pod koniec sezonu udało
nam się wyrwać na kolejny urlop na zatoce.
Zupełnym zaskoczeniem było dwukrotne wypięcie się fału,
raz spinakera, raz genuy. Dwa razy podczas regat, ba,
podczas wyścigów. Wciąganie załogi na maszt podczas regat
nie ułatwia zajęcia dobrego miejsca. Nigdy coś takiego się
nie zdarzyło, i to na różnych fałach i różnych
snapszeklach.
Będzie trzeba obejrzeć dokładnie sztag u góry, warto
pomyśleć o wymianie snapszekli, i to raczej obu.
Co przybyło na jachcie i co się sprawdziło?
Przede wszystkim mamy w końcu nowe, większe i
samoknagujące kabestany szotowe. Co prawda trzeba pod nie
wstawić podkładki, żeby szoty lepiej wchodziły na
kabestan, ale to zadanie na zimę.
Szot zewnętrzny sztaksli w połowie sezonu rozmnożył się do
dwóch szotów, zakładanych na stałe na obu burtach i
jeszcze lepiej dopracowanych.
Nie w regatach, ale w przelotach turystycznych, duży fok,
czyli trzeci co do wielkości sztaksel, miał okazję
popracować. Warto wiedzieć, że dobre żagle na ciężką
pogodę warto było kupić.
System drugich brasów, choć nie zawsze stosowany, mieliśmy
okazję kilka razy wypróbować i przebrasowania w tym
układzie nie są nam obce.
Duży spinaker otrzymał w końcu swój nowy, bardzo porządny
worek.
Nowe radio UKF (stare wyzionęło ducha), już z wbudowanym
GPS-em, może nie ma wpływu na wyniki regat, ale jest o
wiele lepsze w obsłudze. Do tego mniejsze i lżejsze.
Co na przyszły rok?
Przede wszystkim cieszyć się żeglowaniem. Blisko czy
dalej, wszystko jedno, ale z frajdą.
Prace, żeby lepiej pływać, oczywiście są planowane. Lepsze
przygotowanie dna, wymiana gum na skegu na poliamid,
blokada wejścia pełzaczy w likszparę (przydatne do
szybszego refowania) i jeszcze sporo drobiazgów. Także
nowa duża genua, już czas na wymianę.
Cały czas
planowany jest trening dla załogi i sternika.