Każdy sezon, ba, każde regaty, a nawet
zwykłe pływanie, rodzi jakieś wnioski. Zwłaszcza gdy coś
się nie udało, albo gdy wynik był zupełnie słaby. Wnioski
są spisywane w postaci planu prac na jachcie, planu
działań, inwestycji. Ogólnie powstaje plan zmian
wszelakich. Jak co roku.
Potem to wszystko trzeba „tylko” zrealizować. Realizacja
zależy od dostępnego czasu, od pogody w martwym sezonie,
no i od finansów. Chyba głównie od finansów...
Lista prac jest dość długa zawsze, są rzeczy do
zrealizowania teraz oraz kiedyś tam.
Największe szanse do trafienia na listę „teraz” mają (poza
rzeczami naprawdę koniecznymi) pozycje, których stosunek
zysk/koszt jest najwyższy. Zysk oczywiście szeroko
rozumiany: poprawa osiągów jachtu, poprawa obsługi jachtu,
poprawa wygody, poprawa wyglądu, wypełnienie wymagań
przepisów (np. OSR).
Jedną z takich prac, na samym początku sezonu prac, było
wykonanie uchwytu do ramienia autopilota. Chodziło o to,
żeby autopilota można było szybko odłączyć od rumpla, tak
żeby nic mu się nie stało, i bez chowania popychacza. Tak
samo szybko można go podłączać. Poza tym, w pozycji
spoczynkowej cały autopilot jest dobrze trzymany i na fali
nie będzie latał. Praca niby prosta, łatwa, a zysk duży,
nie tylko w regatach samotników.
Sam uchwyt wygląda jak niżej.

Potem przyszedł czas na knagi w kokpicie. Są dwa komplety,
które obsługują brasy, szoty sztaksla i drugie brasy.
Stare knagi, choć bardzo fajne, były trochę za małe dla
używanych lin. Liny potrafiły się czasami kleszczyć, a
czasami odknagowywać. Jeszcze w trakcie sezonu na próbę
wymieniliśmy jeden komplet knag na nowe, innego typu.
Okazało się to strzałem w dziesiątkę, więc po sezonie
przyszedł czas na drugi komplet takich samych knag.
Ustawione są dość specyficznie, ale to dlatego, że
obsługują liny nadchodzące z dwóch różnych stron: od
dziobu i od rufy, w zależności od sytuacji.

Zdjęcia (to wyżej i następne) są z jesieni, teraz wygląda
to ładniej. Pokład jest oczyszczony ze starych śladów,
stare otwory są zaszpachlowane.
Ważnym wnioskiem z sezonu, czy raczej palącą
koniecznością, było pełne uruchomienie systemu drugich
brasów. Nowe bloczki do tych brasów, bardzo solidne kipy,
o knagach było wyżej.
Inną zupełnie
pracą była rozbudowa elektryki o kącik ładowania,
monitor baterii i nową ładowarkę akumulatorów. Cały opis
tej dość długiej pracy jest tutaj.
Dość kłopotliwą pracą, niekoniecznie bezpośrednio
poprawiającą osiągi jachtu, było malowanie zęzy.
Idea i wykonanie zostały opisane w artykule.
Bardzo ważną
zmianą na jachcie jest wymiana takielunku stałego na
zupełnie nowy. Do tego z liny dyform (inna nazwa:
python). Nowy takielunek oznacza nowe ściągacze, a to
oznacza, jak się okazało, większe sworznie. Dlatego
już jesienią został wykonany i zamontowany nowy
sztagownik.
Sam nowy takielunek leży w mieszkaniu na podłodze i
czeka na swój czas. Widać łącznik achtersztagu z
rozdwojonymi linami na dole - tak jak sztagownik
został przerobiony pod większe sworznie.
Także jesienią
został o 6 mm podniesiony pilers (co widać na
zdjęciach z malowania zęzy).
Zmiana takielunku była planowana od jakiegoś czasu,
ale została w końcu wymuszona faktem, że przy
rozbrajaniu masztu jesienią, okazało się, że pęka
jedna wanta kolumnowa.
Nowy takielunek jest mocniejszy, mniej rozciągliwy, ma
być lepiej dopasowany - czyli pełna możliwość
regulacji, także przez lepsze ściągacze z beczkami z
brązu. Jest nadzieja, że uda się lepiej ustawić maszt.
Zmianą dość ważną z punktu widzenia przepisów OSR
miała być wymiana relingów, ponieważ liny były w
osłonie z tworzywa, co jest zabronione. Skończyło się
na zdarciu tworzywa z lin, wypolerowaniu lin i
ściągaczy, wyprostowaniu stójek oraz wstawieniu w
stójki specjalnych gniazd chroniących dolną linę.
Wyprostowanie dwóch stójek pozwala lepiej napiąć liny
(co prawda ten wymóg spełnialiśmy, ale zawsze).
Reasumując: kolejny punkt na liście braków w
wymaganiach OSR można skreślić.
Drobniejszymi zmianami są nowe listwy w grocie
wysokiej jakości oraz kupiony na razie na próbę worek
pokładowy do genuy. Podłużny, mocowany do relingu, do
którego można wprost zrzucać genuę i potem szybko ją
razem z workiem złożyć i znieść pod pokład. W planie
są takie worki do wszystkich sztaksli.
Inwestycją zupełnie nieplanowaną jest zakup AIS-a
nadawczego, klasy B+. AIS-a od tego roku wymagają
przepisy OSR dla kategorii trzeciej i niższych. Byłem
do tego sceptycznie nastawiony, ale o sensie
posiadania tego urządzenia (koniecznie w wersji
nadawczej) przekonał mnie nasz bardzo znany żeglarz.
AIS klasy B+ z ploterem, firmy ONWA, to na jachcie
prawdziwa rewolucja.
Miejsce na montaż wcale nie było łatwo znaleźć. Żeby
wstawić ploter trzeba było przesunąć UKF-kę,
żeby przesunąć UKF-kę trzeba było przestawić oczko do
zaczepiania linki fartucha ochronnego koi. Efekt widać
poniżej.
Do AIS-a mamy zupełnie nową antenę, specjalnie
zestrojoną. Do prób została prowizorycznie zamontowana
na pałąku plandeki.
Bonusem całej sytuacji jest to, że ploter podaje
pozycję jachtu do UKF-ki, co oznacza spełnienie
kolejnego punktu przepisów OSR.
Docelowo
antena jest na rurze na rufie, zamiast anteny
radiowej. Rura jest nowa bo stara okazała się za
krótka o 30 cm (antena AIS-a musi być minimum 3
metry nad wodą). Za to jest trochę cieńsza i
pięknie wypolerowana. Z nowym uchwytem do anteny,
mniejszym od starego i tak zrobionym, że kabel ze
środka rury wchodzi wprost na antenę.
Do tego nowy kabel antenowy H155 o długości 5 metrów,
z nowymi końcówkami.
Ponieważ antena
aisowa trafiła na rufę, antena radiowa z rufy trafi na
maszt. To jeszcze trzeba będzie zrobić. Choć
kawałek instalacji w kabinie do fajki już jest. Prawie
gotowy.

Numer jachtu na burcie został wytarty przez szpring.
Przepisy OSR wymagają możliwości identyfikacji jachtu
bez postawionych żagli. Co się dało zrobić w tej
sprawie - zrobiliśmy.