Poprzedni sezon był zdrowo
popieprzony, z przyczyn oczywistych. Opóźnione
wodowania, odwołane regaty, niejasne zasady pływań i
restrykcji, groźba kwarantanny po przekroczeniu
granicy wód terytorialnych.
W takiej sytuacji znaleźli się odważni organizatorzy,
którym udało się zorganizować zupełnie nowe u nas
regaty.
Założenie było takie, że mają to być regaty długie i
trudne taktycznie. To pierwsze udało się spełnić
połowicznie - trasa miała być dłuższa, ale bardzo
słabe prognozy trochę długość trasy urealniły. Drugie
udało się spełnić w dość prosty sposób - trasa regat
była przybrzeżna. Do tego okrążanie półwyspu nakłada
dodatkowe niejasności. W każdym razie taka trasa jest
taktycznie trudniejsza niż pływanie nawet po pełnym
morzu, ale daleko od brzegu.
Dla nas był to trzeci rejs tamtego sezonu, drugie
regaty a pierwsze długie regaty.
Na jacht przybywamy 20 czerwca o godzinie 13, poza
przygotowaniami znalazł się czas na kąpiel.

Start do regat został wyznaczony w Gdyni o godzinie
21:00.
Tego dnia, ale wcześniej, odbyła się Parada
Świętojańska. W takiej paradzie uczestniczyliśmy rok
wcześniej i bardzo nam się podobało. Co opisałem w innym miejscu.
Tym razem parada była o wiele większa, dłuższa oraz
odbyła się w dzień. To zupełnie nie ten klimat i
wrażenia na nas nie zrobiła. Dodatkowo uczestnictwo
przed regatami było (chyba zawsze jest) błędem
taktycznym, bo gdzie czas na późny obiad, relaks,
przemyślenie regat, przygotowanie choćby kanapek?
Jachtów na
regatach nie jest zbyt wiele, ale trudno się dziwić.
Gorzej, że dzielimy się na małe grupki, bo część nie
ma świadectw ORC. Nieważne, zawsze można sobie znaleźć
prywatnego rywala (poza tymi w grupie, oczywiście).
Wychodzimy na start, który jest przy marinie. Wiatr
słaby, pogoda niepewna, ale ciągle ładna. Startujemy
bardzo dobrze, ale Zefirek startuje jeszcze lepiej.
Wiatr jest na
genakery, spinaker jest bardzo dyskusyjny. Nie mamy
genakera, więc robimy co możemy. Powoli robi się
ciemno, mijamy Hel i zaczyna się halsówka, oraz
odwieczna gra z prądem i wiatrem. Czuję się jak na
regatach GWG, tylko pora lata jest inna: czerwiec to
nie wrzesień. Wiatr słabnie coraz bardziej.
Schodzę pod pokład i na naszym nowym nabytku, czyli
AIS-ie z ploterem, sprawdzam gdzie jest konkurencja.
Okazało się, że niedalekie jachty znikły z ekranu, do
tego stopnia, że zastanawiam się, czy sprzęt nie padł.
Ale duże jednostki są widoczne, więc... Wpadam na
pomysł, przekładam wtyczki anten, zamieniając je. W
tej chwili AIS- korzysta z anteny na topie masztu i
nagle wszystko dookoła widać. No, powiedzmy. Konkluzja
jest taka, że większość jachtów ma naprawdę kiepskie
instalacje antenowe. Wniosek wynika z tego, że Busy
Lizzy widać cały czas dobrze, a ten jacht słynie z
dobrej instalacji antenowej. Ktoś może zapytać, czemu
nie pomyślałem o tym, że nasza instalacja jest do
bani? Pomyślałem o tym i po regatach układ antenowy
został sprawdzony.
Halsujemy pracowicie, ale wiatr maleje coraz bardziej,
do tego stopnia, że prawie stajemy na dłuższy czas. Na
zdjęciu plotera z drogi powrotnej widać, że nasza
halsówka nie była zbyt efektywna. To przeciwny prąd i
bardzo słaby wiatr. Ale w końcu przychodzi dzień, znów
coś wieje, mijamy Władysławowo.

Na zdjęciu widać, że był to ten dość krótki moment w
czasie regat bez mgły. Niedługo potem mijamy pławy
hydrologiczne w dość gęstej mgle. Czyli jak zwykle.
Rozmawiamy przez radio ze znajomymi jachtami. Regaty w
słabym wietrze nie męczą trudnymi warunkami (fale,
bryzgi, przechyły, zimno), ale wymagają dużego
skupienia i są męczące psychicznie.
Wściekając się brakiem wiatru mimo wszystko szybko
dochodzimy do wniosku, że jest dobrze, bo mogło być
sztormowo. Oczywiście myślenie męczy, ale to już cecha
regat słabowiatrowych. Czasami pada deszcz, ale taki
drobiazg nie może nas zniechęcić... ;)

Dalej cierpliwie halsujemy i w końcu docieramy do
pławy ŁEB. Akurat wtedy mgła mocno gęstnieje, ale
pławę znajdujemy. Opowiadam załodze, jak w dawnych
czasach w takich warunkach pływało się bez GPS-u. Nie
wiem czy wierzą, że to było możliwe... ;)

Pławę okrążamy
o godzinie 22:13, co oznacza, że 60 mil od startu
płynęliśmy ponad 25 godzin. Nie jest to zabójcze
tempo, ale czasami są i takie warunki.
Ruszamy z wiatrem pod spinakerem. Mgła robi się
naprawdę gęsta, w świetle lampy rufowej wygląda tak,
jakby wchodziła do kokpitu. W sumie wchodziła. Szkoda,
że nie zrobiłem wtedy zdjęć, bo widok był niesamowity.
Tylko że wiatr siada niemal do zera, stajemy w miejscu
na niemal godzinę. Potem ruszamy, dalej we mgle i pod
spinakerem. Morze dalej jest gładkie. O godzinie 5:25
mijamy Rozewie, znów we mgle.
Zaczyna się rozwiewać. Nie jakoś mocno, ale płyniemy
bardzo szybko. Piękna, spokojna i szybka żegluga.
Jak widać na zdjęciu, jest naprawdę szybko. Oczywiście
niemal węzeł dodaje prąd.

Morale dopisuje, mimo pewnego zmęczenia. Ciepło nie
było, jak widać. Zdjęć pod spinakerem mamy trochę
więcej, ale nie chcę nudzić czytelników.
Mijamy bardzo
nam znany hotel Bryza - to prawie jak w domu. Trochę
przedwcześnie się cieszymy, bo do mety jednak wiatr
zdąży osłabnąć. Ale to były właśnie takie regaty.
Metę w Gdyni mijamy o godzinie 10:54 i skręcamy w
kierunku Górek. Cumujemy w Górkach o 13:24 i zaledwie
20 minut później schodzimy z jachtu, po zrobieniu
bardzo podstawowych porządków.
Czas na podsumowanie. Impreza nam się podobała z kilku
powodów. Po pierwsze były to bardzo taktyczne regaty i
naprawdę trzeba było pomyśleć. Nam to myślenie może
nie wyszło najlepiej, ale to już zupełnie inna sprawa.
Poza tym, była to impreza zorganizowana bardzo
spontanicznie, do tego bardzo skromna i właśnie
dlatego bardzo miła. Nieczęsto zdarza się, że naprawdę
czuć, że to uczestnicy są ważni, a nie sponsor czy
media. Wiem, że nie wszystkie regaty mogą być takie,
ale jak się takie trafią, to jest fantastyczna
odmiana.
Jeżeli chodzi o wynik, to zajęliśmy bardzo dobre
drugie miejsce w naszej grupie. Jest to tak zwana
informacja typu dziennikarsko-reklamowego. Nawet
całkowicie prawdziwa. Dopiero dodanie drobnej uwagi,
że w grupie były dwa jachty, trochę zmienia wymowę
tego miejsca. Niemniej jednak walczyliśmy i to jest
najfajniejsze. Poza tym, kilka wniosków i nauczek
udało się zanotować.
Wyniki wszystkich grup są tutaj.
Trochę zdjęć, także z zakończenia, można było zobaczyć na stronie regat, która oczywiście już nie istnieje.