Podsumowanie sezonu 2021, szósty raz subiektywne
26.10.2021

Kolejne podsumowanie sezonu. I wnioski. To co się opisało, lepiej się pamięta. Poza tym, po zimie, można wrócić do opisu i sprawdzić, co udało się zrobić.
Jaki był ten sezon? Myślę, że potwierdziła się moja teza, że dopiero w tym roku naprawdę odczuliśmy skutki covidowe. Niby było lepiej niż rok temu, więcej regat, mniej restrykcji. Ale w praktyce wyszło różnie.
Jakaś część jachtów przestała startować. Skutki finansowe covidu, ale nie tylko finansowe. Problemy firm, problemy pracowników, nowa/inna praca, problemy domowe. Brak czasu i brak pieniędzy. To wszystko uderzyło teraz w armatorów, w organizatorów zresztą także.

Tradycyjnie, na początek tabela pływań.
Wyszło 43 dni pływania i około 1000 mil (około, bo log nie jest skalibrowany). Czy to dużo, czy mało? W porównaniu do poprzednich lat - mało.
Za to, jeżeli weźmiemy pod uwagę, że w tym nie było żadnego dalszego rejsu, dłuższego urlopu i że jacht nie był w żadnym porcie poza Zatoką, że nie odbyły się w ogóle ustawki, nie było treningów, to już nie jest tak źle. Regres w pływaniu widać. Czy to źle? Niby czemu? Pływa się tyle, ile się chce, na ile pozwala czas czy urlopy czy ogólnie warunki zewnętrzne. Urlopy w tym roku znów nam się nie zgrały i trzeba było sobie radzić.
Początek sezonu nie był łatwy. Co opisałem. Kłopoty z wiatraczkiem logu, z fałem grota, wymiana uchwytu do wiatromierza. To zajęło czas i wysiłek, wypadł jeden weekend z pływania (w nawiązaniu do dni pływania).
Potem wystartowaliśmy w Biegu Kaprów, regaty pod Łebę, czyli dość długie. I bez wiatru w zasadzie cały czas. Sprawdziła się nowa, duża genua (choć to już było wiadomo po regatach otwarcia sezonu AKM, które poszły naprawdę dobrze) i okazało się, że autopilot działa znacząco lepiej. Relacja z tych regat powstała.
Bardzo dobrze poszedł nam Puchar Mariny Gdańsk, a niewiele później Wyścig B8. No i Nord Cup Classic.
Przyszedł czas na Memoriał Teligi i MP Samotników. Weekend po weekendzie. Pogoda się powtórzyła, był dzień silnego wiatru i dzień słabszego.
Jedne i drugie regaty były bardzo ciężkie i dały mnóstwo wniosków. Nie wyrzuciłem ze świadectwa ORC spinakerów, więc było tym bardziej ciężko. Ale w Memoriale Teligi udało się wywalczyć Kryształowy Spinaker i trzecie miejsce w generalce. W MP Samotników, mimo spinakerów, udało się także wywalczyć trzecie miejsce, czyli brązowy medal. Tak naprawdę była szansa na więcej, tym razem spinakery nie zaszkodziły aż tak.
Patrząc na to, można uznać wynik za sukces. Jedne i drugie regaty były bardzo męczące, dostałem w kość bardzo. Doszły emocje żeglugi w silnym wietrze, także ze spinakerem.
Ale też dzięki tym regatom poznałem nową genuę, także lepiej genuę nr 2, ustawienia wózków oraz kiedy jaka genua jest lepsza (w szerokim znaczeniu tego słowa).
Po emocjach samotników przyszedł czas na urlop. W sumie wyszło 7 dni pływania po Zatoce.
Częściowo opisane. Kolejne regaty to Puchar Korsarza. Potem dwa wypady turystyczne (w tym na foki pod Świbno).
Główną imprezą sezonu były MP ORC. Kilka dni pływania, sporo wyścigów. Tym razem poszło nam dobrze, zdobyliśmy srebrny medal. W końcu, po latach wpadek. Choć nie było idealnie, a ostatniego dnia bywało już różnie. Przez błędy na pokładzie zawaliliśmy jeden wyścig.
Kolejną ważną imprezą były regaty GWG. Niby nieźle, trzecie miejsce w grupie. Ale w generalce zaledwie dwunaste. To z różnych powodów nie był dobry wyścig. Wnioski trzeba zapamiętać.
Zupełnie spontanicznie i nieplanowo wystartowaliśmy w BWZG.
W Dacronie'70 pokonała nas choroba - nie wystartowaliśmy w drugi dzień regat.

Słabe miejsce w GWG wyrzuciło nas poza podium klasyfikacji PBP regat morskich. Także GWG pozbawiło nas pierwszego miejsca w Pucharze Zatoki Gdańskiej. Oczywiście to pewne uproszczenie, w innych regatach można było popłynąć lepiej, ale GWG akurat poszło najsłabiej ze wszystkich regat.
Z kolei Happy hour po prostu pływał lepiej, choć rzadziej.
Żeby było jasne: od dwóch lat nie zależy nam na klasyfikacjach pucharowych. Nie zamierzam także pojawiać się na zakończeniach. Jedyny wyjątek to PZG - tam czujemy się dobrze.
Niemniej jednak końcowe miejsca pokazują mniej-więcej, jak plasujemy się na naszym podwórku.

Co się sprawdziło, co trzeba zrobić?
Nowa genua na lekki wiatr zmieniła zupełnie zachowanie jachtu. Wbrew powszechnym trendom „optymalizacyjnym” żagiel jest większy od starej genuy. To była dobra decyzja, teraz w słabym wietrze jacht może sensownie żeglować.
Prawdę mówiąc, nowy żagiel nie jest „trochę lepszy”, ani nawet dużo lepszy. To przepaść, nowa jakość w żeglowaniu.
Kapitalnie sprawdziły się nowe kabestany z podkładkami. Właściwy kąt wejścia szotów, szybciej się zwroty wykonuje. Zwłaszcza w samotnikach to się przydaje.
Stosowaliśmy podwójne brasy, już to opanowaliśmy. Metoda bez luzowania topenanty spinakerbomu. Same brasy mają swoje lata i są do wymiany i pewnych poprawek.
Tak się sezon ułożył, że z przednich żagli używaliśmy tylko genuy 1 lub 2. Foki nie zostały użyte ani razu. Ale dobrze, że są. Świadomość, że mamy pełny komplet nowych żagli, pozwala spać spokojniej. Przyjdzie lato, że te żagle będą wykorzystywane często.
W genui nr 2 górna listwa jest za sztywna - to łatwo poprawić samemu.
Elektronika to bardzo przydatne wyposażenie. Mimo że nie jest jeszcze skalibrowana, to dużo pomaga.
Autopilot działa dużo lepiej po zmianie miejsca mocowania oraz po dodaniu informacji z wiatromierza.
Warto mieć porządny autopilot, ale to jeszcze musi poczekać.
Dalej do zrobienia jest dno, wymiana gum na skegu.
Z zupełnie innej strony chodzi mi po głowie KLASYCZNY genaker na wiatry połówkowe. Dotąd mówiłem, że genaker w regatach przydaje się raz w sezonie. W tym roku takich regat, gdzie genaker by się przydał, było 6... Ale to też poczeka.
Oczywiście prac w planie jest znacznie więcej, ale te wymienione mają bezpośredni wpływ na prędkość jachtu.
Dla wielu kontrowersyjną zmianą była zamiana anten AIS-a i UKF-ki. Jest dobrze i tak zostanie.

W ramach powrotu do elektryki (temat wiecznie żywy, psiakrew) trzeba zainstalować panel słoneczny oraz warto zamontować na topie porządną lampę nawigacyjną.
Akumulator hotelowy przekroczył swój czas życia, ale ciągle działa.
Trzeba w końcu wymienić zejściówkę i podłogę.
Wszystkie wnioski z zeszłego roku, których nie udało się zrealizować, przechodzą na aktualny sezon remontowy. Co się uda zrobić, to się okaże. Przesadzać nie ma co.
Cieszmy się żeglowaniem.