Kolejne podsumowanie sezonu. I wnioski. To
co się opisało, lepiej się pamięta. Poza tym, po zimie,
można wrócić do opisu i sprawdzić, co udało się zrobić.
Jaki był ten sezon? Myślę, że potwierdziła się moja teza, że
dopiero w tym roku naprawdę odczuliśmy skutki covidowe. Niby
było lepiej niż rok temu, więcej regat, mniej restrykcji.
Ale w praktyce wyszło różnie.
Jakaś część jachtów przestała startować. Skutki finansowe
covidu, ale nie tylko finansowe. Problemy firm, problemy
pracowników, nowa/inna praca, problemy domowe. Brak czasu i
brak pieniędzy. To wszystko uderzyło teraz w armatorów, w
organizatorów zresztą także.
Tradycyjnie, na początek tabela pływań.
Wyszło 43 dni pływania i około 1000 mil (około, bo log nie
jest skalibrowany). Czy to dużo, czy mało? W porównaniu do
poprzednich lat - mało.
Za to, jeżeli weźmiemy pod uwagę, że w tym nie było żadnego
dalszego rejsu, dłuższego urlopu i że jacht nie był w żadnym
porcie poza Zatoką, że nie odbyły się w ogóle ustawki, nie
było treningów, to już nie jest tak źle. Regres w pływaniu
widać. Czy to źle? Niby czemu? Pływa się tyle, ile się chce,
na ile pozwala czas czy urlopy czy ogólnie warunki
zewnętrzne. Urlopy w tym roku znów nam się nie zgrały i
trzeba było sobie radzić.
Początek sezonu nie był łatwy. Co opisałem. Kłopoty z
wiatraczkiem logu, z fałem grota, wymiana uchwytu do
wiatromierza. To zajęło czas i wysiłek, wypadł jeden weekend
z pływania (w nawiązaniu do dni pływania).
Potem wystartowaliśmy w Biegu Kaprów, regaty pod Łebę, czyli
dość długie. I bez wiatru w zasadzie cały czas. Sprawdziła
się nowa, duża genua (choć to już było wiadomo po regatach
otwarcia sezonu AKM, które poszły naprawdę dobrze) i okazało
się, że autopilot działa znacząco lepiej. Relacja z tych
regat powstała.
Bardzo dobrze poszedł nam Puchar Mariny Gdańsk, a niewiele
później Wyścig B8. No i Nord Cup
Classic.
Przyszedł czas na Memoriał Teligi i MP Samotników. Weekend
po weekendzie. Pogoda się powtórzyła, był dzień silnego
wiatru i dzień słabszego.
Jedne i drugie regaty były bardzo ciężkie i dały mnóstwo
wniosków. Nie wyrzuciłem ze świadectwa ORC spinakerów, więc
było tym bardziej ciężko. Ale w Memoriale Teligi udało się
wywalczyć Kryształowy Spinaker i trzecie miejsce w
generalce. W MP Samotników, mimo spinakerów, udało się także
wywalczyć trzecie miejsce, czyli brązowy medal. Tak naprawdę
była szansa na więcej, tym razem spinakery nie zaszkodziły
aż tak.
Patrząc na to, można uznać wynik za sukces. Jedne i drugie
regaty były bardzo męczące, dostałem w kość bardzo. Doszły
emocje żeglugi w silnym wietrze, także ze spinakerem.
Ale też dzięki tym regatom poznałem nową genuę, także lepiej
genuę nr 2, ustawienia wózków oraz kiedy jaka genua jest
lepsza (w szerokim znaczeniu tego słowa).
Po emocjach samotników przyszedł czas na urlop. W sumie
wyszło 7 dni pływania po Zatoce.
Częściowo opisane.
Kolejne regaty to Puchar Korsarza, które udaje nam się
wygrać, po fajnej i zaciętej walce. Potem dwa wypady
turystyczne (w tym na foki pod Świbno).
Główną imprezą sezonu były MP ORC. Kilka dni pływania, sporo
wyścigów. Tym razem poszło nam dobrze, zdobyliśmy srebrny
medal. W końcu, po latach wpadek. Choć nie było idealnie, a
ostatniego dnia bywało już różnie. Przez błędy na pokładzie
zawaliliśmy jeden wyścig.
Kolejną ważną imprezą były regaty GWG. Niby nieźle, trzecie
miejsce w grupie. Ale w generalce zaledwie dwunaste. To z
różnych powodów nie był dobry wyścig. Wnioski trzeba
zapamiętać.
Zupełnie spontanicznie i nieplanowo wystartowaliśmy w BWZG.
W Dacronie'70 pokonała nas choroba - nie wystartowaliśmy w
drugi dzień regat.
Słabe miejsce w GWG wyrzuciło nas poza podium klasyfikacji
PBP regat morskich. Także GWG pozbawiło nas pierwszego
miejsca w Pucharze Zatoki Gdańskiej. Oczywiście to pewne
uproszczenie, w innych regatach można było popłynąć lepiej,
ale GWG akurat poszło najsłabiej ze wszystkich regat.
Z kolei Happy hour po prostu pływał lepiej, choć rzadziej.
Żeby było jasne: od dwóch lat nie zależy nam na
klasyfikacjach pucharowych. Nie zamierzam także pojawiać się
na zakończeniach. Jedyny wyjątek to PZG - tam czujemy się
dobrze.
Niemniej jednak końcowe miejsca pokazują mniej-więcej, jak
plasujemy się na naszym podwórku.
Co się sprawdziło, co trzeba zrobić?
Nowa genua na lekki wiatr zmieniła zupełnie zachowanie
jachtu. Wbrew powszechnym trendom „optymalizacyjnym” żagiel
jest większy od starej genuy. To była dobra decyzja, teraz w
słabym wietrze jacht może sensownie żeglować.
Prawdę mówiąc, nowy żagiel nie jest „trochę lepszy”, ani
nawet dużo lepszy. To przepaść, nowa jakość w żeglowaniu.
Kapitalnie sprawdziły się nowe kabestany z podkładkami.
Właściwy kąt wejścia szotów, szybciej się zwroty wykonuje.
Zwłaszcza w samotnikach to się przydaje.
Stosowaliśmy podwójne brasy, już to opanowaliśmy. Metoda bez
luzowania topenanty spinakerbomu. Same brasy mają swoje lata
i są do wymiany i pewnych poprawek.
Tak się sezon ułożył, że z przednich żagli używaliśmy tylko
genuy 1 lub 2. Foki nie zostały użyte ani razu. Ale dobrze,
że są. Świadomość, że mamy pełny komplet nowych żagli,
pozwala spać spokojniej. Przyjdzie lato, że te żagle będą
wykorzystywane często.
W genui nr 2 górna listwa jest za sztywna - to łatwo
poprawić samemu.
Elektronika to bardzo przydatne wyposażenie. Mimo że nie
jest jeszcze skalibrowana, to dużo pomaga.
Autopilot działa dużo lepiej po zmianie miejsca mocowania
oraz po dodaniu informacji z wiatromierza.
Warto mieć porządny autopilot, ale to jeszcze musi poczekać.
Dalej do zrobienia jest dno, wymiana gum na skegu.
Z zupełnie innej strony chodzi mi po głowie KLASYCZNY
genaker na wiatry połówkowe. Dotąd mówiłem, że genaker w
regatach przydaje się raz w sezonie. W tym roku takich
regat, gdzie genaker by się przydał, było 6... Ale to też
poczeka.
Oczywiście prac w planie jest znacznie więcej, ale te
wymienione mają bezpośredni wpływ na prędkość jachtu.
Dla wielu kontrowersyjną zmianą była zamiana anten AIS-a i
UKF-ki. Jest dobrze i tak zostanie.
W ramach powrotu do elektryki (temat wiecznie żywy,
psiakrew) trzeba zainstalować panel słoneczny oraz warto
zamontować na topie porządną lampę nawigacyjną.
Akumulator hotelowy przekroczył swój czas życia, ale ciągle
działa.
Trzeba w końcu wymienić zejściówkę i podłogę.
Wszystkie wnioski z zeszłego roku, których nie udało się
zrealizować, przechodzą na aktualny sezon remontowy. Co się
uda zrobić, to się okaże. Przesadzać nie ma co.
Cieszmy się żeglowaniem.