Jak pisałem poprzednio, przed
dalszymi pracami elektrycznymi wypadało wyszlifować w
bakiście to, co ma być wiosną laminowane. Szlifowanie,
jak już aż za dobrze wiem, zostawia ślady. Czyli pył
wszędzie.
Pogoda była wredna, bo wiało bardzo mocno. I choć jacht
stoi w miejscu zacisznym, to i tak folia fruwała jak
chciała. Wyklejenie folią bakisty zajęło dobrze ponad
godzinę, bo ani tam wejść, ani do czego tę folię kleić.
Tutaj dobra rada: do szlifowania laminatu we wnętrzach
warto mieć szlifierkę kątową wolnoobrotową. Czyli w
praktyce taką z elektroniczną regulacją obrotów.
Ustawiamy obroty na 1000 (słownie: tysiąc) a jak nam się
bardzo spieszy, to na 1100. Wtedy nie zapylimy całej
okolicy. Nie mam takiej szlifierki, nie zdążyłem
pożyczyć, szlifowałem swoją. To jednak nie jest dobra
metoda - dobre narzędzie to podstawa. Popełniłem drugi
duuuży błąd, nie zwróciłem uwagi, że wiatr kieruje pył
do kabiny, a kabina była otwarta. Gdy po szlifowaniu,
sprzątaniu, odkurzeniu bakisty wszedłem do jachtu, to
się załamałem. Trochę posprzątałem, ale dużo jeszcze
zostało. Wszędzie cienka warstwa pyłu, a gdzieniegdzie
nawet spora, np na silniku. Koszmar.
Ale jedna praca z głowy, teraz trzeba to okleić
papierem. W końcu wchodzę do bakisty często, poza tym
różne niepożądane rzeczy wpadają w szczelinę (głównie
liście).
Potem drobiazg, czyli wniesienie na jacht akumulatora
140Ah (wrócił po sprawdzeniu stanu) - wciągnęliśmy go na
linach, w dwie osoby. Jak pisałem wcześniej, w klubie
zawsze można liczyć na pomoc przy pracach zbyt ciężkich
dla jednej osoby.
No dobra, wstęp odhaczony, można zająć się pracą
właściwą. W końcu udało się przymierzyć i tak dopasować
rurki, że i kable dobrze idą (no, będą szły, na razie
rurki są puste) oraz, co nie jest bez znaczenia, da się
złożyć zejściówkę. Uchwyty do rurek zostały zrobione z
ocynkowanej taśmy montażowej, kupowanej na metry i
dopasowanej wg potrzeb. Chodziło o to, żeby rurki były
jak najbliżej ścianki kokpitu i jak najniżej, bo wtedy
zostaje z boku więcej miejsca (ścianka kokpitu jest
lekko pochyła).
W końcu, w końcu, udało się! Oczywiście śruby, na
których trzymają się obejmy, trzeba jeszcze przykręcić
na sikaflex, poza tym obejmy powinny być nierdzewne, ale
to kiedy indziej (czytaj: za kilka lat), chyba że będą
„wolne moce przerobowe”.
Dalej plan był taki, że robię kolejny kawałek „toru
kablowego”, w bakiście.
I tutaj kolejny problem: trzeba odkręcić zawór paliwa.
Zawór przykręcony jest do sklejki dwiema śrubami, które
gdzieś w komorze silnika mają swoje nakrętki. Nakrętki
są pod gąbką wygłuszającą, dostęp fatalny. Nie będę się
rozwodził, byłoby łatwiej gdyby była druga osoba do
pomocy, bo trudno z jednej strony kręcić wkrętakiem w
bakiście a z drugiej trzymać nakrętki kluczem, do tego
na oślep i gdzieś pod gąbkami.
Udało się, ale kolejna godzina stracona na banalne
odkręcenie dwóch śrub.
Jeszcze trochę pracy koncepcyjnej - czyli gdzie, co, ma
być i jak zamocowane... Dwa przełączniki będą obok
siebie, jak na zdjęciu wyżej. Bezpiecznik automatyczny
na ściance pod kokpitem, bezpieczniki ANL chyba po
prostu na akumulatorach.
Gdy tak dumałem zaczęło kropić, a ciemno było już dawno.
Nie pozostało nic innego, tylko zamknąć jacht i pojechać
do domu.