Elektryka 2025 czyli jak znów się napracować
24.03.2025

Instalacja elektryczna została zmieniona po raz czwarty.
Opis zmian i sens zostały opisane w innym miejscu, tutaj ma być tylko opis realizacji prac.

Izolator galwaniczny.
To była dość prosta praca, choć oczywiście wymagała otwarcia puszki z przewodami 230V w bakiście i kilku wędrówek do schowka pod kuchenką.
Dla jachtu oznacza to przyrost masy o 1,1 kg.

Bezpiecznik na silniku.
Na silniku, przykręcony do blachy, był moduł poczwórnego bezpiecznika. Konstrukcja stara jak bursztyn, oryginalna. Od dawna mi to nie pasowało. Blacha mocująca była w kiepskim miejscu, przeszkadzała. W efekcie zdjąłem całą blachę, box bezpieczników, dwa kable. Odsłoniła się tabliczka silnika. Przewód minusy z alternatora przełożyłem tam gdzie jest główny przewód minusowy silnika. Przy okazji wszystko wyczyściłem, przetarłem i ogólnie uporządkowałem.
Wygląda to lepiej, miejsca na silniku jest więcej, przewody ciut krótsze i sensowniej zamontowane. Nowy bezpiecznik jest w szczelnej (to plus) oprawie na kabel. Bezpiecznik wstawiłem 15A, dokładnie tyle, ile jest napisane na starej obudowie.
Na zdjęciu nowy bezpiecznik jest czarny na czerwonym przewodzie. Obok to co zdjąłem.
Nowy układ jest lżejszy o 0,1 kg.

Drugie gniazda 230V w kabinie.
Doszło gniazdo na przodzie kabiny, a dotychczasowe gniazdo pod kuchenką zostało wymienione na nowe i umieszczone trochę wyżej. Połączenia przewodów są w puszce za sklejką. Bardzo sprawdziły się w tym wypadku złączki Wago. Montaż nowego gniazda na przodzie kabiny był upierdliwy, bo przeszkadzał stół, pilers i ogólnie wszystko. Poza tym trzeba było daleko sięgać pod koję.
Ale plusy są już podczas prac - koniec z ciągłym przepinaniem wtyczek od narzędzi. Podczas postoju w porcie też będzie ciut wygodniej. Laptop i grzejnik bez przedłużacza to miła rzecz.
Ale coś za coś: przybyło na jachcie 0,57 kg. O tyle dobrze, że pod linią wodną.

Uziemienie i instalacja odgromowa.
Instalacja uziemieniowo-odgromowa była na jachcie gdy go kupiłem. Wantownik był połączony ze szpilką balastu, z silnikiem (razem z przewodem minus na bloku silnika) i ze sterem (dokładniej z kokerem steru).
Jakiś czas temu połączenie do steru poprawiłem oraz połączyłem z tą instalacją przewód PE instalacji 230V.
Nie było to całkiem dobrze, przez brak szyny uziemienia. No i połączenie uziemienia z minusem 12V na silniku też nie jest tym, co powinno być.
Dodałem szynę uziemienia (w postaci zacisku podwójnego w komorze silnika), odpiąłem uziemienie z bloku silnika i podłączyłem to uziemienie do także nowej głównej szyny minus przy akumulatorach.
Najgorszą pracą było wywiercenie pod kokpitem przejść dla kabli z komory silnika do akumulatorów. Wiertarka z wiertłem do drewna, potem dremelek. Chwilę czasu to zajęło, ale przejście jest z zapasem, na 3 kable i właśnie zapas. Jest to o tyle istotne, że dobrze jest, jak przez przejście w sklejce przechodzi gotowy kabel z końcówką. Zarabianie grubych końcówek pod kokpitem jest praktycznie niewykonalne.

Porządki na silniku. Nowa szyna minus pozwoliła poprowadzić kabel minus do silnika krótszą drogą. Sporo się uporządkowało i jacht jest odrobinę lżejszy. ;)

Prace właściwe.
Wymiana bezpiecznika automatycznego na zasilaniu rozdzielni głównej na topikowy skusiła mnie na nową trasę także tego kabla. Myślałem że będzie trudno, ale poszło zadziwiająco łatwo. Część przewodu dała się wyciągnąć z rurki, ładnie ułożyła i trafiła do komory akumulatorów nową drogą.
Też jest lżej.
Potem były dalsze prace nad szyną minus. Połączenie jej z bocznikiem i nowy przewód minusowy do ładowarek i jednocześnie do tablicy pomocniczej. Nowe przewody mają 16 mm2, łącznik oczywiście 35 mm2.
Co jest kłopotliwe i ma konsekwencje wykonawcze.
Dodatkowo prace wymagały ciągłych wędrówek z kabiny do bakisty i odwrotnie. Co gorsze, przy zdjętej obudowie silnika.

W efekcie do tablicy pomocniczej także trafiła nowa szyna minus. Starą kupiłem razem z jachtem i była do końcówek igłowych. Nowa jest trochę większa (bo musi obsłużyć przewody 16mm2) i na końcówki oczkowe.
Jestem naprawdę zły na siebie, że dawno temu nie wymieniłem wszystkich szyn w tablicach na oczkowe. Byłoby teraz o wiele mniej pracy. Bo wymiana szyny w TP wymagała zrobienia nowych końcówek na wszystkich przewodach minus w tablicy pomocniczej. Zbędna praca.

Dalsze prace musiały poczekać na odebranie ładowarki i akumulatora.
Na zdjęciu akumulatory, nowy i stary.

Wbrew pozorom prace należało zacząć od ładowarki, bo z nią wiązały się nowe przewody ładowania akumulatorów. Nowe i duże. Więc nowa rurka w bakiście, nowe bezpieczniki, a żeby to wszystko miało sens, trzeba było zacząć właśnie od ładowarki. Pracy było sporo, i znów trzeba było ciągle przechodzić z kabiny do bakisty. Ale to już znamy.

Na zdjęciu nowa rurka z nowymi oznaczeniami dla opornych. A tak serio, to oznaczenia, który przełącznik jest do czego i jak należy je ustawiać domyślnie. Mówię, że dla opornych, ale takie rzeczy są potrzebne, żeby czy to po zimie, czy to przy dużym zmęczeniu, nie walnąć gafy.

Praca w bakiście była o tyle upierdliwa, że musiałem odkręcić wąż wylotowy pompy zęzowej, przewody układu chłodzenia silnika, odpiąć mocowanie amperomierza układu rozruchowego i jeszcze kilka drobiazgów.
O ciągłych wędrówkach między kabiną i bakistą już wspominałem. Żeby przepchnąć przez gródź jeden kabel trzeba było tak się przejść kilka razy. A kabli jest kilka.
Poza tym dorobiłem nowe przejścia w grodzi, żeby było tak jak trzeba. Przejścia w grodzi w tym miejscu, przy kablach obok i wszystkim, co tylko przeszkadzało, zajęły dużo czasu. Część kabli trzeba było rozmontować i częściowo wyjąć. Ale uparłem się, żeby to zrobić tak, żeby w przyszłości nie było już kłopotów.

Dopiero potem można było zabrać się na widoczne niżej luźne przewody, czyli połączenia między przełącznikami w bakiście a nowymi szynami plusowymi.
To oznaczało odkręcenie przełączników, wyjęcie kabli po ich przymierzeniu, zarobieniu końcówek na nowo (kable zazwyczaj wychodziły krótsze) i ponowne zmontowanie.

Potem bardzo czasochłonne i męczące było ułożenie na nowo przewodów pomiarowych od woltomierza i monitora baterii. To wiązka cienkich przewodów w rogu zdjęcia.
Na zdjęciu niżej są już wszystkie przewody, także do akumulatorów. Co można było zrobić dopiero po przymierzeniu i ustaleniu miejsc dla akumulatorów.

Mocowania akumulatorów do sklejki są zupełnie nowe i nie jestem pewien, jak się sprawdzą. Muszą być nowe, bo nowy akumulator nie ma na dole obudowy rantu, za który można go przykręcić do podłoża. Akumulator rozruchowy taki rant ma, ale chciałem, żeby było już pod ewentualny nowy akumulator za jakiś czas.
Ze względu na brak miejsca pod kokpitem ustawienie dwóch akumulatorów i zbiornika paliwa nie było wcale takie trywialne. Trzeba było wszystkie te ciężkie jednak elementy położyć pod kokpitem, położyć się obok nich w bakiście i ustawiać tak długo, aż wszystko się z sensem zmieściło. W efekcie umieściłem wszystko trochę inaczej niż planowałem. Nowy akumulator jest szerszy od starego o 5 cm i to robi kolosalną różnicę. Do tego na ściance przedniej są teraz szyny plusowe, więc odeszło kolejnych 5 cm. A z tyłu kokpitu są cięgna do sterowania silnikiem idące od manetki.
Potem to wszystko trzeba było wyjąć i ustawić w kabinie do prac. A potem znów przymierzyć. I znów przenieść. Potem dorobić kable do akumulatorów i znów przymierzyć. Włożyć i wyjąć, przenieść, ustawić.
Sporo treningu siłowego z tego wyszło. Tak to wyglądało w kabinie.

A tak wygląda na miejscu (choć jeszcze nie wszystko jest skręcone na stałe).

Przyszedł czas na próby. Częściowe próby zrobiłem wcześniej, zaraz po uruchomieniu ładowarki, sprawdzając przy podaje napięcie (ma tryb zasilacza) na właściwe przewody w zależności od ustawienia przełącznika.
Teraz był czas na próby finalne. Sprawdziłem, czy akumulatory podają napięcie na silnik (najpierw jeden, potem drugi) i to samo na rozdzielnię główną. Sprawdziłem napięcia woltomierzem tablicowym (także po kolei) potem sprawdziłem, co mówi monitor baterii. Pod kuchenką regulator solara zaświecił swoją diodę.
Wszystko było dobrze, z czego się ucieszyłem, ale będąc podejrzliwym, sprawdziłem drugi raz.
Przyszedł czas na ładowanie. Podłączyłem ładowarkę do akumulator rozruchowego. Ładowanie trwało może kilka minut i ładowarka na wyświetlaczu napisała End.
Zmieniłem parametry ładowarki i podłączyłem nowy akumulator (przez przestawienie przełącznika obok ładowarki). Początkowo ładowarka ustawiła prąd ładowania na około 39 A. Sprawdziłem czy się grzeje (nie), sprawdziłem przewody przez ich pomacanie w bakiście. Wszystko wyglądało dobrze. Monitor baterii potwierdzał wskazania wyświetlacza na ładowarce. Podłużny otwór w sklejce na zdjęciu jest po to, żeby dało się palcem sięgnąć do włącznika ładowarki bez ekwilibrystyki.

W sumie prace elektryczne związane z nowym akumulatorem można uznać za zakończone.
Choć oczywiście w bakiście trzeba jeszcze wszystko złożyć, dorobić mocowanie zbiornika paliwa. Skręcić tablicę pomocniczą (bo są w niej nowe zaślepki otworów wykonane ze sklejki i wklejone).

Kupione trochę w ciemno i na podstawie sugestii z sailforum uchwyty do przewodów E3 z firmy Ergom okazały się genialne. To naprawdę duże ułatwienie w pracach. Taki mały drobiazg a daje tyle radości w pracach, których ma się już serdecznie dosyć.