Instalacja
elektryczna została zmieniona po raz czwarty.
Opis zmian i sens zostały opisane w innym miejscu, tutaj ma
być tylko opis realizacji prac.
Izolator galwaniczny.
To była dość prosta praca, choć oczywiście wymagała
otwarcia puszki z przewodami 230V w bakiście i kilku
wędrówek do schowka pod kuchenką.
Dla jachtu oznacza to przyrost masy o 1,1 kg.

Bezpiecznik na silniku.
Na silniku, przykręcony do blachy, był moduł poczwórnego
bezpiecznika. Konstrukcja stara jak bursztyn,
oryginalna. Od dawna mi to nie pasowało. Blacha mocująca
była w kiepskim miejscu, przeszkadzała. W efekcie
zdjąłem całą blachę, box bezpieczników, dwa kable.
Odsłoniła się tabliczka silnika. Przewód minusy z
alternatora przełożyłem tam gdzie jest główny przewód
minusowy silnika. Przy okazji wszystko wyczyściłem,
przetarłem i ogólnie uporządkowałem.
Wygląda to lepiej, miejsca na silniku jest więcej,
przewody ciut krótsze i sensowniej zamontowane. Nowy
bezpiecznik jest w szczelnej (to plus) oprawie na kabel.
Bezpiecznik wstawiłem 15A, dokładnie tyle, ile jest
napisane na starej obudowie.
Na zdjęciu nowy bezpiecznik jest czarny na czerwonym
przewodzie. Obok to co zdjąłem.
Nowy układ jest lżejszy o 0,1 kg.
Drugie gniazda
230V w kabinie.
Doszło gniazdo na przodzie kabiny, a dotychczasowe
gniazdo pod kuchenką zostało wymienione na nowe i
umieszczone trochę wyżej. Połączenia przewodów są w
puszce za sklejką. Bardzo sprawdziły się w tym wypadku
złączki Wago. Montaż nowego gniazda na przodzie kabiny
był upierdliwy, bo przeszkadzał stół, pilers i ogólnie
wszystko. Poza tym trzeba było daleko sięgać pod koję.
Ale plusy są już podczas prac - koniec z ciągłym
przepinaniem wtyczek od narzędzi. Podczas postoju w
porcie też będzie ciut wygodniej. Laptop i grzejnik bez
przedłużacza to miła rzecz.
Ale coś za coś: przybyło na jachcie 0,57 kg. O tyle
dobrze, że pod linią wodną.
Uziemienie i
instalacja odgromowa.
Instalacja uziemieniowo-odgromowa była na jachcie gdy go
kupiłem. Wantownik był połączony ze szpilką balastu, z
silnikiem (razem z przewodem minus na bloku silnika) i
ze sterem (dokładniej z kokerem steru).
Jakiś czas temu połączenie do steru poprawiłem oraz
połączyłem z tą instalacją przewód PE instalacji 230V.
Nie było to całkiem dobrze, przez brak szyny uziemienia.
No i połączenie uziemienia z minusem 12V na silniku też
nie jest tym, co powinno być.
Dodałem szynę uziemienia (w postaci zacisku podwójnego w
komorze silnika), odpiąłem uziemienie z bloku silnika i
podłączyłem to uziemienie do także nowej głównej szyny
minus przy akumulatorach.
Najgorszą pracą było wywiercenie pod kokpitem przejść
dla kabli z komory silnika do akumulatorów. Wiertarka z
wiertłem do drewna, potem dremelek. Chwilę czasu to
zajęło, ale przejście jest z zapasem, na 3 kable i
właśnie zapas. Jest to o tyle istotne, że dobrze jest,
jak przez przejście w sklejce przechodzi gotowy kabel z
końcówką. Zarabianie grubych końcówek pod kokpitem jest
praktycznie niewykonalne.

Porządki na silniku. Nowa szyna minus pozwoliła
poprowadzić kabel minus do silnika krótszą drogą. Sporo
się uporządkowało i jacht jest odrobinę lżejszy. ;)
Prace właściwe.
Wymiana bezpiecznika automatycznego na zasilaniu
rozdzielni głównej na topikowy skusiła mnie na nową
trasę także tego kabla. Myślałem że będzie trudno, ale
poszło zadziwiająco łatwo. Część przewodu dała się
wyciągnąć z rurki, ładnie ułożyła i trafiła do komory
akumulatorów nową drogą.
Też jest lżej.
Potem były dalsze prace nad szyną minus. Połączenie jej
z bocznikiem i nowy przewód minusowy do ładowarek i
jednocześnie do tablicy pomocniczej. Nowe przewody mają
16 mm2, łącznik oczywiście 35 mm2.
Co jest kłopotliwe i ma konsekwencje wykonawcze.
Dodatkowo prace wymagały ciągłych wędrówek z kabiny do
bakisty i odwrotnie. Co gorsze, przy zdjętej obudowie
silnika.

W efekcie do tablicy pomocniczej także trafiła nowa
szyna minus. Starą kupiłem razem z jachtem i była do
końcówek igłowych. Nowa jest trochę większa (bo musi
obsłużyć przewody 16mm2) i na końcówki oczkowe.
Jestem naprawdę zły na siebie, że dawno temu nie
wymieniłem wszystkich szyn w tablicach na oczkowe.
Byłoby teraz o wiele mniej pracy. Bo wymiana szyny w TP
wymagała zrobienia nowych końcówek na wszystkich
przewodach minus w tablicy pomocniczej. Zbędna praca.

Dalsze prace musiały poczekać na odebranie ładowarki i
akumulatora.
Na zdjęciu akumulatory, nowy i stary.

Wbrew pozorom prace należało zacząć od ładowarki, bo z
nią wiązały się nowe przewody ładowania akumulatorów.
Nowe i duże. Więc nowa rurka w bakiście, nowe
bezpieczniki, a żeby to wszystko miało sens, trzeba było
zacząć właśnie od ładowarki. Pracy było sporo, i znów
trzeba było ciągle przechodzić z kabiny do bakisty. Ale
to już znamy.
Na zdjęciu nowa
rurka z nowymi oznaczeniami dla opornych. A tak serio,
to oznaczenia, który przełącznik jest do czego i jak
należy je ustawiać domyślnie. Mówię, że dla opornych,
ale takie rzeczy są potrzebne, żeby czy to po zimie, czy
to przy dużym zmęczeniu, nie walnąć gafy.

Praca w bakiście była o tyle upierdliwa, że musiałem
odkręcić wąż wylotowy pompy zęzowej, przewody układu
chłodzenia silnika, odpiąć mocowanie amperomierza układu
rozruchowego i jeszcze kilka drobiazgów.
O ciągłych wędrówkach między kabiną i bakistą już
wspominałem. Żeby przepchnąć przez gródź jeden kabel
trzeba było tak się przejść kilka razy. A kabli jest
kilka.
Poza tym dorobiłem nowe przejścia w grodzi, żeby było
tak jak trzeba. Przejścia w grodzi w tym miejscu, przy
kablach obok i wszystkim, co tylko przeszkadzało, zajęły
dużo czasu. Część kabli trzeba było rozmontować i
częściowo wyjąć. Ale uparłem się, żeby to zrobić tak,
żeby w przyszłości nie było już kłopotów.

Dopiero potem można było zabrać się na widoczne niżej
luźne przewody, czyli połączenia między przełącznikami w
bakiście a nowymi szynami plusowymi.
To oznaczało odkręcenie przełączników, wyjęcie kabli po
ich przymierzeniu, zarobieniu końcówek na nowo (kable
zazwyczaj wychodziły krótsze) i ponowne zmontowanie.

Potem bardzo czasochłonne i męczące było ułożenie na
nowo przewodów pomiarowych od woltomierza i monitora
baterii. To wiązka cienkich przewodów w rogu zdjęcia.
Na zdjęciu niżej są już wszystkie przewody, także do
akumulatorów. Co można było zrobić dopiero po
przymierzeniu i ustaleniu miejsc dla akumulatorów.

Mocowania akumulatorów do sklejki są zupełnie nowe i nie
jestem pewien, jak się sprawdzą. Muszą być nowe, bo nowy
akumulator nie ma na dole obudowy rantu, za który można
go przykręcić do podłoża. Akumulator rozruchowy taki
rant ma, ale chciałem, żeby było już pod ewentualny nowy
akumulator za jakiś czas.
Ze względu na brak miejsca pod kokpitem ustawienie dwóch
akumulatorów i zbiornika paliwa nie było wcale takie
trywialne. Trzeba było wszystkie te ciężkie jednak
elementy położyć pod kokpitem, położyć się obok nich w
bakiście i ustawiać tak długo, aż wszystko się z sensem
zmieściło. W efekcie umieściłem wszystko trochę inaczej
niż planowałem. Nowy akumulator jest szerszy od starego
o 5 cm i to robi kolosalną różnicę. Do tego na ściance
przedniej są teraz szyny plusowe, więc odeszło kolejnych
5 cm. A z tyłu kokpitu są cięgna do sterowania silnikiem
idące od manetki.
Potem to wszystko trzeba było wyjąć i ustawić w kabinie
do prac. A potem znów przymierzyć. I znów przenieść.
Potem dorobić kable do akumulatorów i znów przymierzyć.
Włożyć i wyjąć, przenieść, ustawić.
Sporo treningu siłowego z tego wyszło. Tak to wyglądało
w kabinie.

A tak wygląda na miejscu (choć jeszcze nie wszystko jest
skręcone na stałe).

Przyszedł czas na próby. Częściowe próby zrobiłem
wcześniej, zaraz po uruchomieniu ładowarki, sprawdzając
przy podaje napięcie (ma tryb zasilacza) na właściwe
przewody w zależności od ustawienia przełącznika.
Teraz był czas na próby finalne. Sprawdziłem, czy
akumulatory podają napięcie na silnik (najpierw jeden,
potem drugi) i to samo na rozdzielnię główną.
Sprawdziłem napięcia woltomierzem tablicowym (także po
kolei) potem sprawdziłem, co mówi monitor baterii. Pod
kuchenką regulator solara zaświecił swoją diodę.
Wszystko było dobrze, z czego się ucieszyłem, ale będąc
podejrzliwym, sprawdziłem drugi raz.
Przyszedł czas na ładowanie. Podłączyłem ładowarkę do
akumulator rozruchowego. Ładowanie trwało może kilka
minut i ładowarka na wyświetlaczu napisała End.
Zmieniłem parametry ładowarki i podłączyłem nowy
akumulator (przez przestawienie przełącznika obok
ładowarki). Początkowo ładowarka ustawiła prąd ładowania
na około 39 A. Sprawdziłem czy się grzeje (nie),
sprawdziłem przewody przez ich pomacanie w bakiście.
Wszystko wyglądało dobrze. Monitor baterii potwierdzał
wskazania wyświetlacza na ładowarce. Podłużny otwór w
sklejce na zdjęciu jest po to, żeby dało się palcem
sięgnąć do włącznika ładowarki bez ekwilibrystyki.

W sumie prace elektryczne związane z nowym akumulatorem
można uznać za zakończone.
Choć oczywiście w bakiście trzeba jeszcze wszystko
złożyć, dorobić mocowanie zbiornika paliwa. Skręcić
tablicę pomocniczą (bo są w niej nowe zaślepki otworów
wykonane ze sklejki i wklejone).
Kupione trochę w ciemno i na podstawie sugestii z
sailforum uchwyty do przewodów E3 z firmy Ergom okazały
się genialne. To naprawdę duże ułatwienie w pracach.
Taki mały drobiazg a daje tyle radości w pracach,
których ma się już serdecznie dosyć.
