Gdy kupiłem jacht,
przejście przez dach kabiny już było. Wygląda to na
instalację fabryczną. Mam w każdym razie taką nadzieję.
Bo jak nie, to może być wtopa i problem.
Śledztwo wykazało (konkretnie to zwykły pion puszczony z
miejsca, a którym jest przejście przez dach kabiny), że
otwór w dachu jest dokładnie nad jedną parą szpilek
balastu.
Myśl o tym, żeby może jednak podnosić jacht za balast
przez kabinę, pojawiała się co jakiś czas. Bo to wygodne
(bardzo dobry argument w rozmowach na forach),
praktyczne, może także bezpieczniejsze (także argument
na czasie!). Pasy nie ściskają kadłuba (w naszej
sytuacji to żaden argument), nie brudzą burt i dna, nie
blokują części dna przy myciu jachtu w trakcie sezonu
(to jest istotne), nie wymagają luzowania relingów, a
jak jacht podnosi się z masztem, nie trzeba kombinować,
ja pasy mają iść i czy jakaś wanta nie jest naciągana. W
końcu uruchomienie systemu zostało wpisane jako zadanie
do zrobienia, ale z niskim priorytetem.
Niemniej jednak powoli system był kompletowany. Po
remoncie mocowania balastu (długi remont i
długi opis) na szpilki zostały nakręcone ucha
nierdzewne, kupione oczywiście w Dźwigni, za niemałą
cenę. Ich wytrzymałość jest naprawdę duża. Przy okazji
pełnią rolę kontrnakrętek na tych akurat szpilkach
balastu.
Potem były długie dywagacje na temat stropów. Pomysły
typu: kupić stalowe, zamówić, zrobić stropy samemu z lin
i zacisków. W efekcie kupiłem pasy nośne, dwa. Każdy o
wytrzymałości 2 ton. Do tego do każdego pasa szeklę. Już
bez szaleństw, są ocynkowane, każda ma oznaczenie, że
wytrzymałość 2 tony. Czyli pasują do pasów.
Czemu pasy nie są mocniejsze? Tutaj problemem jest
wielkość otworu na te pasy. Te kupione przechodzą bez
problemu.
Co wcale nie było takie pewne. Dlatego, że otwór okazał
się trudno otwieralny. Co było wiadomo już dawno, ale
skoro zadanie było nisko na liście, to sprawa czekała.
Przy okazji montażu panelu słonecznego, już bardziej
serio próbowałem otworzyć przejście. A konkretnie,
odkręcić dekiel.
W deklu są dwa małe otwory, pod specjalny klucz. Tylko
że rozstaw otworów jest zupełnie nietypowy i
odpowiedniego klucza nie dało się kupić.
Może młotkiem i śrubokrętem? Nie bardzo, całość jest
miękka (mosiądz, brąz?) i szkoda było mi to niszczyć.
Od dołu? W ogóle nie.
W końcu, ponieważ do montażu panelu i tak odkręciłem
całość z kabiny, to w efekcie zawiozłem wszystko do
znajomego warsztatu. I poprosiłem o rozkręcenie
elementu, oraz o dorobienie klucza.
Po kilku dniach dostałem informację, że przejście udało
się rozkręcić. Było trudno bez klucza, bo zaślepka była
uszczelniona/sklejona sikaflexem.
Jest tam także uszczelka gumowa, ale zdecydowanie do
wymiany.
Przy okazji rozmowy padło pytanie, czy może chcę, żeby
całość na nowo pochromować?
Cóż, skoro ma być ładnie, to trzeba zapłacić. ;)
Zaślepka przykręcona już do pokładu wygląda jak niżej.

Mocowanie pasów do balastu.

Przejście przez dach od środka.

Oraz widok pasów nad kabiną.

W ten sposób, po
kilku latach, jest szansa na uruchomienie nowej metody
podnoszenia jachtu.
Jeszcze kwestia nośności. Jacht w trymie do pływania,
ale bez załogi, waży nie więcej niż 2900 kg.
I to z zapasem. Dwa pasy po 2 tony powinny dać radę.
Uzupełnienie w trakcie sezonu.
Pierwszy test został zrobiony podczas wodowania. Jacht
był pusty, bez masztu. Wisiał na pasach stabilnie, z
lekkim przegłębieniem na rufę.
Drugi test został zrobiony 24 sierpnia 2022, gdy jacht
został podniesiony do umycia dna. Był z masztem, z
całym wyposażeniem, z koją dziobową pełną żagli, z
wodą w zbiorniku i tak dalej.
Wisiał na pasach prosto, stabilnie bez odciągów. Maszt
był równoległy do liny dźwigu. Top dość blisko
ramienia dźwigu, ale bezpiecznie (odległość między
masztem a otworem w kabinie).
Reasumując: pełen sukces, warto było spróbować.