Silnik na jachcie...
Temat dla mnie obcy, na silnikach nie znałem się w ogóle
(i dalej się nie znam).
W roku 2013, czyli tylko trochę po zakupie jachtu, i to
w środku sezonu, silnik pierwszy raz dał znać o sobie.
Okazało się, że żeliwne kolano wydechu jest pęknięte, co
było zamaskowane skutecznie jakimś silikonem.
Naprawa jednak przestała działać, spaliny potwornie
zabrudziły całą komorę silnika, co tak naprawdę aż do
teraz nie zostało porządnie wyczyszczone (stara pianka w
tylnej części komory dalej jest czarna).
Podjąłem decyzję, że kolano naprawię metodą spawania.
Zrobił to warsztat w Kokoszkach i ta naprawa wytrzymała
11 lat.
Potem silnikiem zajmowałem się, gdy wyszła jakaś awaria.
Nie jest to dobra taktyka, ale...
Brak chłodzenia - śledztwo wykazało, że całkowicie
zakamieniło się gniazdo termostatu, co w szwedzkiej
instrukcji dla opornych („for dummies” - idealnie dla
mnie!) jest dokładnie opisane. Naprawa, po rozebraniu
układu, co było dla mnie nowością, okazała się dość
prosta. Ale przy okazji wyszło, że szwankuje termostat,
który szybko przestał działać w ogóle. Co pokazały próby
w szklance z gorącą wodą.
W efekcie wyrzuciłem go a w to miejsce wstawiłem kryzę z
gumy. Prowizorka, która przetrwała naprawdę długo.
Potem wredną awarią było pęknięcie zbrojonego przewodu
paliwowego na silniku. Został zastąpiony gumowym wężem z
cybantami i to działa 10 lat. Ale co się paliwa wylało
do komory silnika, to... trzeba było posprzątać.
Potem długi czas nie było awarii. Wymieniałem co
roku olej i filtr (czasami nawet w przekładni s-drive),
co roku rozbierałem płaty śruby i smarowałem ich osie.
Dbałem jesienią o to, żeby napełniać do pełna zbiornik
paliwa. Co kilka lat czyściłem odstojnik paliwa w
bakiście - co zmusiło mnie do nauczenia się, jak się
odpowietrza układ paliwa. Co przydało się, gdy
wymieniłem zbiornik paliwa na ciut większy
(niepotrzebnie, ale to inna historia), do tego zawór paliwa w bakiście i
przewody paliwowe.
Wtedy także została uszczelniona pompa paliwa, która
lekko ciekła.
Co jakiś czas, wcale nie co roku, wymieniałem wirnik
pompy wody. To jest nieprzyjemna praca, bo pompa wody
jest z tyłu silnika i do wymiany wirnika trzeba ją
zdjąć.
Niezbyt związana z samym silnikiem była wymiana
przewodów elektrycznej instalacji silnikowej.
Tak czy owak silnik działał, choć słabo o niego dbałem.
Dopiero w roku 2023 zaczął coraz trudniej zapalać w
niskiej temperaturze.
Korekta metody rozruchu pomogła.
Także w tym roku pękła linka gazu i to już trzeba było
naprawić. Także wtedy przyszedł czas na wymianę anody na
s-drive, co okazało się
niełatwe.
Od jakiegoś też czasu, ale nie wiem dokładnie od kiedy,
nawala mechanizm zmiany kąta wyprzedzenia zapłonu.
Nawala w tym sensie, że zacina się w pozycji włączonej i
cofanie cięgna nic nie daje. Trzeba palcem, na silniku,
cofnąć dźwignię.
Biorąc to wszystko pod uwagę, doszedłem do wniosku, że
czas poprosić o pomoc fachowca. Chciałem załatwić
przegląd silnika, naprawę linki, wstawienie termostatu i
tak dalej. Niestety współpraca nie potrwała zbyt długo.
Dostałem nową linkę, ale nic poza tym nie zostało
zrobione. Założenie i wyregulowanie nowej linki gazu nie
było proste (naprawdę się nie znam), ale jakoś to
zrobiłem, choć cały dzień na to straciłem.
Pod koniec sezonu 2024 pękło kolano wydechu i tym
razem uznałem, że czas na nowe. Nowe kolano z nierdzewki
zrobił mi znajomy warsztat.

Zdjęcie starego
kolana nie było takie łatwe, trzeba było zdjąć wlot
powietrza do cylindra (trudno to nazwać filtrem) a
potem powalczyć z wężem wylotowym.
Nowe kolano wydechu założyłem, do tego nowy przewód
doprowadzający wodę do niego (stare połączenie
metalowe zastąpiłem wężem gumowym).
W tym momencie
awaria została naprawiona. Reszta prac to prewencja.
Jacht kupiłem w roku 2012 i nie był wtedy nowy. Silnik
też nie był nowy. Idąc za ciosem uznałem, że czas
przejrzeć alternator i rozrusznik. Przy okazji dowiem
się, jak te elementy zdejmuje się z silnika i potem
zakłada ponownie (znaczy, taki był plan, że tego się
dowiem...).
Rozrusznik i alternator zaniosłem (pieszo!) do znanego w
Sopocie warsztatu. Następnego dnia mogłem już je
odebrać. Też pieszo, choć to ciężkie. Alternator waży 4
kg, rozrusznik 7 kg.
Alternator jest bezszczotkowy jak się okazało, więc po
wymianie łożysk powinien popracować kolejne 40 lat.
Drugie zdjęcie pokazuje wszystko już po zmontowaniu.
Razem z jachtem
kupiłem zapasowy pasek klinowy, który woziłem cały czas
gdzieś w szafce. Okazał się za długi. W efekcie
zamontowałem stary pasek klinowy, który diabli wiedzą
ile ma lat.
Ale są korzyści, kupiłem na zapas nowy pasek, już
właściwej długości, który pewnie będę woził. A może to
bez sensu?

Planując zlikwidować zaszłości kupiłem termostat, który
czeka na wiosenny montaż.
Wirnik pompy mam na zapas i będzie trzeba go wymienić,
też wiosną.
Kupiłem także nową anodę na s-drive. Zdjęcie starej tym
razem poszło bardzo szybko.
Dziwne jest to, że poprzednia anoda wytrzymała wiele
lat, a aktualna po dwóch sezonach nie wygląda zbyt
dobrze.
Więc chyba trzeba zamontować w końcu izolator
galwaniczny - to jest w planie od kilku lat.
Zamówiłem także uszczelkę główną do s-drive. Nie wiem,
czy w tym roku ją wymienię, pewnie nie, ale czas o tym
myśleć. Kupno to pierwszy krok. ;)
Najgorsze w tych pracach silnikowych jest to, że zajmują
dużo czasu, koszt części jest wysoki a cała ta praca nie
wpływa w ogóle na poprawę osiągów jachtu. Czyli idzie
mnóstwo czasu i pieniędzy a jacht przez to w zasadzie
nie przyspieszy. To jest denerwujące.
Chociaż... ubyło prawie 1,5 kg z masy jachtu i to jedyne
w tym, bardzo drobne pocieszenie.
Oczywiście zdaję sobie sprawę, że silnik powinien być
sprawny (jak wszystko na jachcie). No więc robię, bo
muszę.
Co gorsza, to dopiero wstęp, więc... CDN