Naprawy silnika 2025, czyli ciąg dalszy
23.03.2025

Chwila przerwy na inne prace i czas wrócić do silnika.
Ponieważ prace w bakiście w tym roku bardzo łączą się ze sobą, to i silnik załapał się na dalszy ciąg.
Żeby wyjąć akumulatory i mieć dostęp do nich trzeba wyjąć zbiornik paliwa. Do tego trzeba rozłączyć przewody paliwowe. To już robiłem, więc obaw nie miałem. Zbiornik odłączyłem, rozmontowałem przewody paliwowe, zdjąłem odstojnik paliwa, bo raz, że po kilku latach warto go wyczyścić, a dwa, że od dawna jest pomysł, żeby go trochę przenieść.
Na zdjęciu odstojnik po wyczyszczeniu. Po kilku latach nieruszania go było na dnie trochę czarnego szlamu. To chyba dobry rezultat.

W efekcie zrobiłem to, co dawno było w planach. Odstojnik trafił w nowe miejsce. To niewielkie przesunięcie, ale jest lepiej, bo nie ma z niczym konfliktu. Trochę łatwiej będzie go czyścić.
Żeby wstawić odstojnik w nowe miejsce trzeba było przenieść rączkę pompy zęzowej (ma swoje uchwyty w bakiście), potem mocowanie kabla zasilającego jacht prądem z lądu i gaśnicę śniegową.
Finalnie wygląda to tak.


Ponieważ udało się wyjąć sklejkę pod akumulatorami, która jest jednocześnie sklejką nad tłumikiem, można było obejrzeć tłumik. Tłumik jest ok, ale wąż wydechu między silnikiem i tłumikiem dojrzał do wymiany. Będzie nowy odcinek. To co za tłumikiem zostanie, bo wygląda dobrze.
Pierwsza próba założenia nowego węża na nowe kolano wydechu się nie udała. Mam opalarkę, wazelinę dałoby się ten wąż nałożyć, ale po co?
Okazało się, że zrobiłem błąd. Kolano wydechu zostało zrobione dokładnie na wzór oryginalnego, zdjętego z silnika. Dlaczego w nim średnica na wylocie ma 47 mm to nie mam pojęcia. Równie oryginalny tłumik Volvo Penta ma króćce o średnicy 45mm. Wąż też ma 45 mm. Wyjaśniło się, czemu zdjęcie i założenie starego węża na stare kolano było zawsze tak cholernie męczące.
Nie lubię się męczyć, w efekcie poszedłem na całość. Kolano wróciło do warsztatu, w którym powstało i wylot jego został przerobiony tak, żeby jego średnica ma przepisowe 45 mm.
Trudno, lepiej zapłacić i potem się nie męczyć.
W sumie mogłem pomyśleć i sprawdzić od razu te średnice, ale jesienią nie miałem pojęcia, że to wszystko będę rozbierał i wymieniał. No i że średnice mogą być różne w oryginalnych częściach.
Kolano wróciło z warsztatu i było łatwiej.
Co prawda montaż węża nie był bezproblemowy bo ktoś kiedyś (stocznia?) trochę dał du... ciała znaczy się. Wąż wydechu ocierał o gródź. Trochę.
Żeby to poprawić, musiałem użyć zdzieraka do wiertarki a potem dremelka. Dostęp fatalny, bo wiertarce przeszkadza tłumik, a dremelka nie było widać. Chyba że trzymałem go lewą ręką i w dziwnej pozycji, wtedy i owszem.
Gródź podszlifowałem, zaokrągliłem kanty. Nie mogłem zrobić większego wycięcia, bo tam już jest podstawa akumulatorów. Pat. Ale i tak jest lepiej, wtedy wąż ocierał o gródź, teraz tylko jej dotyka. Sporo czasu na to zeszło. Potem jeszcze trochę odkurzyłem, wymyłem dno, odkurzyłem znowu, zaciąłem się w palec laminatem. Palec musiałem zakleić, żeby nie wycierać w bakiście śladów krwi.

Wygląda na to, że to będzie koniec prac przy silniku tej zimy. O ile coś nie wyjdzie.

Pytanie jak bezproblemowo silnik się uruchomi. Trzeba jeszcze wstawić termostat, a więc zerknąć do układu chłodzenia. Trzeba podłączyć zbiornik paliwa i odpowietrzyć układ.