Chwila
przerwy na inne prace i czas wrócić do silnika.
Ponieważ prace w bakiście w tym roku bardzo łączą się ze
sobą, to i silnik załapał się na dalszy ciąg.
Żeby wyjąć akumulatory i mieć dostęp do nich trzeba
wyjąć zbiornik paliwa. Do tego trzeba rozłączyć przewody
paliwowe. To już robiłem, więc obaw nie miałem. Zbiornik
odłączyłem, rozmontowałem przewody paliwowe, zdjąłem
odstojnik paliwa, bo raz, że po kilku latach warto go
wyczyścić, a dwa, że od dawna jest pomysł, żeby go trochę
przenieść.
Na zdjęciu odstojnik po wyczyszczeniu. Po kilku latach
nieruszania go było na dnie trochę czarnego szlamu. To
chyba dobry rezultat.

W efekcie zrobiłem to, co dawno było w planach. Odstojnik
trafił w nowe miejsce. To niewielkie przesunięcie, ale
jest lepiej, bo nie ma z niczym konfliktu. Trochę łatwiej
będzie go czyścić.
Żeby wstawić odstojnik w nowe miejsce trzeba było
przenieść rączkę pompy zęzowej (ma swoje uchwyty w
bakiście), potem mocowanie kabla zasilającego jacht prądem
z lądu i gaśnicę śniegową.
Finalnie wygląda to tak.

Ponieważ udało się wyjąć sklejkę pod akumulatorami, która
jest jednocześnie sklejką nad tłumikiem, można było
obejrzeć tłumik. Tłumik jest ok, ale wąż wydechu między
silnikiem i tłumikiem dojrzał do wymiany. Będzie nowy
odcinek. To co za tłumikiem zostanie, bo wygląda dobrze.
Pierwsza próba założenia nowego węża na nowe kolano
wydechu się nie udała. Mam opalarkę, wazelinę dałoby się
ten wąż nałożyć, ale po co?
Okazało się, że zrobiłem błąd. Kolano wydechu zostało
zrobione dokładnie na wzór oryginalnego, zdjętego z
silnika. Dlaczego w nim średnica na wylocie ma 47 mm to
nie mam pojęcia. Równie oryginalny tłumik Volvo Penta ma
króćce o średnicy 45mm. Wąż też ma 45 mm. Wyjaśniło się,
czemu zdjęcie i założenie starego węża na stare kolano
było zawsze tak cholernie męczące.
Nie lubię się męczyć, w efekcie poszedłem na całość.
Kolano wróciło do warsztatu, w którym powstało i wylot
jego został przerobiony tak, żeby jego średnica ma
przepisowe 45 mm.
Trudno, lepiej zapłacić i potem się nie męczyć.
W sumie mogłem pomyśleć i sprawdzić od razu te średnice,
ale jesienią nie miałem pojęcia, że to wszystko będę
rozbierał i wymieniał. No i że średnice mogą być różne w
oryginalnych częściach.
Kolano wróciło z warsztatu i było łatwiej.
Co prawda montaż węża nie był bezproblemowy bo ktoś kiedyś
(stocznia?) trochę dał du... ciała znaczy się. Wąż wydechu
ocierał o gródź. Trochę.
Żeby to poprawić, musiałem użyć zdzieraka do wiertarki a
potem dremelka. Dostęp fatalny, bo wiertarce przeszkadza
tłumik, a dremelka nie było widać. Chyba że trzymałem go
lewą ręką i w dziwnej pozycji, wtedy i owszem.
Gródź podszlifowałem, zaokrągliłem kanty. Nie mogłem
zrobić większego wycięcia, bo tam już jest podstawa
akumulatorów. Pat. Ale i tak jest lepiej, wtedy wąż
ocierał o gródź, teraz tylko jej dotyka. Sporo czasu na to
zeszło. Potem jeszcze trochę odkurzyłem, wymyłem dno,
odkurzyłem znowu, zaciąłem się w palec laminatem. Palec
musiałem zakleić, żeby nie wycierać w bakiście śladów
krwi.

Wygląda na to, że to będzie koniec prac przy silniku tej
zimy. O ile coś nie wyjdzie.
Pytanie jak bezproblemowo silnik się uruchomi. Trzeba
jeszcze wstawić termostat, a więc zerknąć do układu
chłodzenia. Trzeba podłączyć zbiornik paliwa i
odpowietrzyć układ.