Porządek na jachcie
i wygląd w środku wydają się sprawą mało ważną,
zwłaszcza patrząc pod kątem regat i osiągów. I tak
właściwie jest. Jak bardzo jest to nieistotna kwestia,
zależy od charakteru armatora.
Generalnie na jachcie porządek jest, jest też czysto.
Ale nie maniacko. Zdarza się nieumycie pokładu, wolno na
jacht wchodzić w butach.
Reasumując: jest to jakiś subiektywny kompromis.
Jacht ma swoje lata, nie wszystko w środku pachnie
świeżością. Poza tym, jacht ma pływać, a nie być
obiektem nieustannego remontu (generalnie) i
nieustannego sprzątania (zwłaszcza).
Dwa lata temu jacht przeszedł polerowanie (wraz ze
szlifowaniem) żelkotu na burtach, co radykalnie
poprawiło wrażenie wizualne z zewnątrz. Był już czas na
taki ruch.
Rok temu, przy okazji remontów kibelkowo-kambuzowych
kilka miejsc zostało porządnie wyszlifowanych i
pomalowanych, co opisałem i zobrazowałem w artykule tutaj.
Sama zęza wyglądała całkiem nieźle po remoncie mocowania
balastu. Wymalowana farbą epoksydową na jasnoszary
kolor.
Ale była to praca niedokończona. Boki zęzy, będące
jednocześnie ściankami koi, były brązowe (stoczniowe,
dawne wykonanie).
Malowanie było planowane już od czasu remontu mocowania
balastu, ale jako praca niezbyt istotna, przekładane z
roku na rok.
Warto wiedzieć, że na małym jachcie malowanie zezy jest
pracą bardzo niewdzięczną, bo wyłącza z prac w zasadzie
cały jacht. Gdy została zdjęta obudowa silnika (żeby
pomalować laminat właśnie aż za obudowę, żeby to jakoś
wyglądało), gdy wszystkie listwy, szpilki balastu, ich
podkładki, pilers i inne zostały pracowicie oklejone
taśmą, z 10 razy odkurzone i odtłuszczone - wszelkie
prace na jachcie zostały zatrzymane. Bo niczego innego
nie można było robić, nie niszcząc przygotowań do
malowania.
I akurat wtedy przyszło kilka weekendów po prostu
zimnych, co wykluczało malowanie (minimalna temperatura
podczas malowania).
Cóż, przeczekaliśmy. Gdy temperatury trochę podskoczyły,
można było zacząć. Zęza i boki koi zostały pomalowane
dwa razy farbą epoksydową o kolorze, powiedzmy,
kremowym, a potem dwa razy farbą poliuretanową już
rzeczywiście białą. Łatwo policzyć, że zajęło to 4 dni.
Jedno malowanie trwało około 2,5 godziny. Zakamarków
sporo, denników mnóstwo, pozycja na kolanach na
dennikach mało wygodna, a już końcówka każdego malowania
z koi była niezłym ćwiczeniem na mięśnie rąk...
Poniżej zdjęcia po pierwszym i drugim malowaniu
epoksydem.
Kolejne zdjęcie już po zakończeniu malowania, pokazuje
przykręcony przewód uziemienia, który łączy szpilkę
balastu z resztą instalacji uziemiającej (o czym jest
więcej w części o instalacji elektrycznej).

Po ostatnim malowaniu odczekaliśmy przepisowy tydzień,
ale mimo wszystko po zęzie chodziliśmy bez butów.
Papierowe taśmy ochronne z podkładek zostały zerwane, co
było dość upierdliwym i długim zajęciem.

Można było założyć osłony maskujące na krawędzie otworów
pod kojami, brąz się całkiem dobrze komponuje z bielą.
Okrągły otwór jest po wylocie rury ogrzewania.
Ogrzewania już nie ma, a że wylot był zakryty siatką i
metalowymi kształtkami, zostanie zakryty płytką z
tworzywa. Oczywiście w ramach walki ze zbędnymi
ciężarami i elementami wyposażenia.
W tym wszystkim jest najważniejsze to, że można było
zacząć kłaść podłogę. A konkretnie jedną z trzech płyt
podłogi.
Jak widać,
załoga dzielnie i pracowicie zrywa taśmy z listew na
krawędzi koi.

Kolejne kawałki podłogi, co naprawdę nas ucieszyło.
Chodzenie po dennikach i to boso jest dość męczące.
Ostatnie zdjęcie pokazuje przygotowaną do malowania
sklejkę koło silnika i kuchenki. Ta część jest
normalnie niewidoczna i nie była nigdy zabezpieczana
lakierem. Czas to zmienić.

Można zadać pytanie, co to ma wspólnego z regatami
czy z poprawą osiągów jachtu?
Trochę ma, bo stosowanie farby zamiast żelkotu
zmniejsza masę jachtu. Poza tym, maluje się szybciej
niż kładzie żelkot, więc jest więcej czasu na inne
prace, ważniejsze.
Sama poprawa wyglądu ma znaczenie, o czym pisałem w
zeszłym roku. Czyste zęzy przyjemniej się sprząta,
co w męczącej pogodzie wcale nie jest takie
nieistotne. Mały jacht wymalowany w środku na biało
jest jaśniejszy i poprawia samopoczucie załogi.
Poprawia także samopoczucie armatora. O ile armator
zwraca na takie rzeczy uwagę.